piątek, 17 stycznia 2014

Tytuł w remoncie cz. 6

*Ruki*

Rano obudziłem się już z lepszym humorem. Z Sasorim musze coś zrobić, bo do cholery, jestem pewien że zwariuje.
Dzisiaj była niedziela więc jeszcze jeden dzień wolnego. Wczoraj wraz z Kaiem nie zjedliśmy kolacji, więc od razu po obudzeniu i ogarnieciu się ruszyliśmy do stołówki. Zaraz potem pojawił się Maya i reszta. W tym Sasori. Wspominałem że zwariuje? To się chyba już dzieje...
Przez cały posiłek nie zwracałem na niego uwagi. Pod koniec jednak usłyszałem jak się odzywa
- czegoś mi tu brakuje... jakoś pusto jest.
- W sumie masz racje- powiedział Uruha- ale nie mam pojęcia co to jest.
Podobnie reszta nie wiedziała o co biega. Postanowiliśmy to olać i poszliśmy do naszego pokoju. Miyavi stwierdził że chce grać w prawdę i wyzwanie ale ten pomysł został odrzucony. W leniwą niedziele nie chcialo się nawet w to grać. Jednak z nudów wyjęliśmy w końcu karty. Ach przypomniało mi się że miałem wymalować Deidare. Ja zapomniałem o czymś takim? Źle ze mną. Odszukałem go wzrokiem. Siedział cicho za Meevem. Który zaraz wstał i wyjął z plecaka butelke z alkoholem.
- Ja pierdole kiedy ty tego nie masz przy sobie co? - odezwał się Hidan- nie żeby mi to przeszkadzało ale nie za dużo tego?
- Nie- wyszczerzyło się dziecko tęczy- to chce ktoś
- Nalej każdemu po równo nie bedziemy się opijać w dzień- powiedział Kai. On jak zwykle rozsądny i trzyma nas w ryzach. Ja akurat chciałbym się porządnie najebać! Chociaż... nie! Lepiej nie bo coś o Sasorim wygadam. Dzisiaj ci podziękuje Kai.
Dla każdego wyszło po 1/3 szklanki. Mało ale co tu marudzić. Wszyscy od razu wypili. Po chwili gry zobaczyłem jak Dei kładzie się na łóżku.
- Hej Dei-chan zagraj z nami- uśmiechnął się Maya
- nmmf dobszyy miii- wyjęczał w poduszke
- co?
- niedobrze mi
Uruha od razu do niego podbiegł. Zakochany się znalazł. Zerknąłem na Sasoriego. Wiem miałem tego nie robić ale to już chyba przyzwyczajenie. Patrzył na Uru z krzywą miną. O co mu chodzi? Spojrzałem znowu na Deidare. I wtedy nastąpiło olśnienie.
- Dei ty nie byłeś na śniadaniu! - krzyknąłem aż połowa osób podskoczyła. Jakim ja jestem geniuszem! To dlatego było tak dziwnie na stołówce. Mieliśmy zadbać żeby normalnie jadł a on przecież tak samo jak ja i Kai nie jadł kolacji. I teraz śniadania. I dostał sake... o fuck! Wytrzeszczyłem oczy do Tanabe. Wiedział o co chodzi.
- no nic musi to wychawtować. - westchnął cicho
- co? O ble mnie nie ma- prychnął Hidan
- skoro cie nie ma to leć po coś do jedzenia. Trzeba go nakarmić
- dobra tylko niech zrobi to dopóki nie wrócę. - Siwy się zgodził i wyszedł. Uruha wziął blondyna na ręce. Sasori spojrzał na niego z.... wrogością? O co tu kurwa chodzi!
Spojrzałem znowu na Deia.
-ej on zaraz żygnie.-odparłem z lekka wystraszony. Yutaka przyniusł jakąś miske i nasza blodnynka póściła soczysteko żółciowego pawia. Ohyda. Uruha ciągle go głaskał po główce odgarniając mu włosy. Saso chyba chce go zabić. Chce wiedzieć co jest. Może Saso kocha Deidare?
Nie.. Ruki... On ma dziewczyne.
Może jest bi?
Nawet jeżeli to i tak nie będzie nasz.
Zamknij się! Pozwól mi wierzyć!
Sorki. Jestem twoim niknącym rozsądkiem. Chce o sobie przypomnieć.
A weź spadaj.
To nie ja gadam na głos.
Ja też nie! Idź już!
Mój piękny głos rozsądku umilkł. Kapnąłem się o jednej rzeczy. A mianowicie, gadam ze sobą. Zajebiście. Czemu wszyscy na mnie tak dziwnie patrzą? Czy ja mówiłem na głos? Kurwa.
-ummm. Z kim ty rozmawiasz Ruki?-zapytał niepewnie Kai.
-ja nic nie mówiłem!-pisnąłem. Pogrążam się.
-No tak. Bywało, że krzyczałeś.
-aaa co dokładniej?
- coś o jakiejś wierze i że ktoś ma się zamknąć.
Dobrze, że nie całą rozmowę. Bo poprostu bym się zapadł po to gówno zwane ziemią.
Hidan wrócił do pokoju z jedzeniem dla Deidary. Nasz blondynek wyjątkowo chętnie zjadł kanapkę. Odrazu nabrał kolorków.
-Skoro już się czujesz lepiej mogę zacząć cię malować-odparłem radośnie. Dei spojrzał na mnie wystraszony a ja jak gdyby nigdy nic podszedłem do mojej torebki i zacząłem pokolei wyjmować potrzebne rzeczy.
-puder, tusz, cień, kredka....-mruczałem pod nosem. Wszyscy prócz Kaia patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Nawet u Sasorcia było lekkie widać. No tak, pewnie myśleli, że to Uruha ma najwięcej kosmetyków. A tu niespodzianka. Mam 2 razy więcej.... o ile nie 3... Posadziłem DeiDeia na łóżku a sam usiadłem na krześle na przeciwko. Zacząłem go malować. Ale... zawsze musi być to ale? Najwyraźniej tak. On się ciągle wierci i wyrywa więc nie idzie mi to za szybko.
-Dei kurwa przestaniesz się ruszać?!-odparłem trochę ostrzej. Od razu się uspokoił. A może wystraszył? Ktoś na mnie nieprzyjemnie wgapia paczajły. Dyskretnie spojrzałem za siebie. Kaczuszka i Skorpion piorunowali mnie wzrokiem. Zignorowałem to i w spokoju dokończyłem swoie dzieło.
Po około godzince skończyłem. Odszedłem kawałek pokazując swoje dzieło.

*Uruha*

Spojrzałem na to co zrobił Ruki. I aż mi mowę odjęło. Deidara wyglądał przepięknie. Chociaż to i tak mało powiedziane. Nie umiem tego opisać. Wszyscy patrzyliśmy oczarowani. Niestety to powiem ale Ru jest genialny.
Podszedłem do blond aniołeczka.
-Jesteś śliczniutki-odparłem szczerze. Zarumienił się jak czerwoniutkie jabuszko. Jaki on uroooczy.
-zaczęło się ściemniać-zauważył Maya.
-Czyli możecie się napić z Miyavim!-pisnęło dziecko tęczy i zaczęło wyciągac procenty. Ile on tego alkoholu ma? Zaczął nalewać trunki do kubków. Kai chciał zaprotestować ale lizakożerca wcisnął mu kubek z sake do buzi uciszając go.

*Ruki*
*parę butelek później*

Jestem pijaaany i jeeestem królem świaaataaa.
Wskoczyłem na stół i zacząłem śpiewać chyba najbardziej zboczoną piosenke jaka wyszła spod mojego długopisu.

''Porzucone szaleństwo
Rozproszony instynkt

Kąsaj bez przerywania naszego wzroku
Wraz z koniuszkiem języka, więc nie będzie wycieku

Niekończące się kurewskie show

Piękny diabeł na łóżku
Kusi mnie masturbacją
Piękny diabeł na łóżku
Uprawiajmy seks w ciemności

Krótka gra, najwyższy poziom orgazmu
Prawie jakby tutaj uśmiechało się do mnie

Piękny diabeł na łóżku
Kusi mnie masturbacją
Piękny diabeł na łóżku
Uprawiajmy seks w ciemności

Niekończące się kurewske show

Porzucone szaleństwo''

Śpiewałem zdzierając swoje śliczne gardełko. Sasori zdjął mnie ze stołu. Wtuliłem się w niego.
-aaajjj Sasori ty mój słodziaczku tyyy. Czemu jesteś taki śliiicznyyy? Normalnie bóg sexuuu. O ja pierdole czerwonowłosa pięknooość. A wczoraj w centrum byłeś z jakąś dziwką ha ha ha ha.. a-a-ale.. chlip b-buuuhuhu- rozbeczałem się i zacząłem przecierać oczka rozmazując makijaż. Nie zmienia to faktu że jestem zaaajeeebisty- i... i... ty ją macaaałeeeś! Dlaczeeegooo nie mnie! Co ja pierdole?! Idiota!!!-rozbeczałem się mocniej i urwał mi się film.

*Sasori*

Patrzyłem na Rukiego jak na idiote, którym zresztą w tej chwili był. O co mu chodziło? Nie było mnie wczoraj w żadnej galerii... Maluch nagle osunął się bardziej na łóżko. Tak się schlał że aż stracił przytomność. Byłoby mi go szkoda gdyby nie to że sam się doprowadził do takiego stanu. Trzeba się kontrolować.
He, odezwał się.
Spojrzałem na Kaia może on wie o co mu chodziło.
- Kai o czym on gadał?
- Nie wiem. Musze pomyśleć. Znasz go już troche wiesz że Taka jak się schleje jest strasznie nieobliczalny. W końcu to on.
Najmniej mówiące objaśnienie a jednak jedyne którym da się opisać Rukiego.
- a czekaj mam przebłysk- usłyszałem Tanabe- jak byliśmy na pizzy to zauważyłem jakiegoś rudego chłopaka był strasznie podobny do ciebie jednak była tam jakaś dziewczyna więc uznałem że to nie ty... myślisz że to był...?
- Tak to pewnie on. He będę musiał jutro wyprowadzić Maleństwo z błędu. O ile będzie w ogóle kontaktować- tu spojrzałem na totalnie zalanego Rukiego
- na sto procent nie będzie. Skończyły mi się tabletki na kaca- Kai wzruszył ramionami. Oj Taka idioto jutro poniedziałek...

*Ruki*

Obudziłem się rano. W chuj skacowany! Ja pierdole co ja robiłem?!
-Ruuukiiiii-kuuun~ wstawaj! Zaraz śniadaneczko!-Usłyszałem ryk tuż nad swoim uchem. Po chwili zrobiło mi się zimno i jebłem na ziemie. Ciekawe komu tak sie śpieszy do grobu.
-Kurwa Maya! - Ryknąłem na swojego oprawce ale- Aaa~ mój łeb!-złapałem się za głowę nie kończąc zdania. Kac daje się we znaki. Rozpierdala mi głowę od środka. Jak ktoś nie da mi niczego na niego to padne.
Nieprzytomny poczułem jak ktoś mnie sadza na krześle i smyra czymś po mojej twarzy. Chyba maluję mi mordke. Łaskawie otworzyłem oczy. Ooo Kai się mną zaopiekował. Spojrzalem na Deidare. Lampi się z politowaniem.
-Nie masz już na co się kurwa gapić?-zapytałem niezbyt miło. Od razu spuścił główkę. I dobrze.
Poszliśmy na śniadanie. Znaczy oni szli. Ja byłem niesiony na barana przez Maye. Posadził mnie na krześle. Mój łepek jest ciężki. I mi spadł... prosto w miskę z mlekiem. Ale przyemny chłodek. Czekaj... MLEKO?!
-Kurwa! Ujebałem się! Nosz ja pierdolę!- wydarłem ryja tak głośno jak potrafie. A potrafie naprawde głośno sie drzeć. Podeszła do mnie nauczycielka.
-Takanori! Jak ty się wyrażasz?!
-Normalnie kurwa mać!
-Do dyrektora młody panie!
-NIE!
Złapała mnie za ucho i pociągnęła strone gabinetu. To boli. Aii ja aija!
-kuuurrr puść!- niesłuchała mnie w ogóle. Kobieto troche kultury!
Dywanik u dyra. Jak w podstawówce do cholery.
-Taka. Co ty sobie wyobrażasz?
-Na pewno nie Saso w samych gatkach tańczącego na rurze...
Zamurowało go. O ja pier.. teraz se to wyobraziłem. Awww *.* zaraz mi stanie! Bóg.
-Matsumoto mówię do ciebie! - wrzasnął dyrektor.
-Ah. Przepraszam... Po prostu... ja-a-a.- rozryczałem się. Przypomniała mi się pizzernia. Czemu teraz? Nigdy więcej nie pije kac to zło wcielone.
-ej Takanori nie płacz. Nic się nie stało. Ale nie rób tak więcej. Wracaj na lekcje.
Wyszedłem stamtąd i "pognałem" w żółwim tępie na japoński. Wszedłem spóźniony.
-Bry sorry za spóźnienie- mruknąłem niewyraźnie. Nie chce mi się wysilać gęby. Usiadłem obok Konan. -Co ci? Wyglądasz jak trup. Jesteś... zielony. - odezwała się do mnie z krzywym wyrazem twarzy.
-jeej jestem trupem! Ale ja żyję... Jestem żywyn trupem! Nie mam mózgu!- rąbnąłem załamany głową o ławkę.
-Ale odkrycie- prychnął w moją stronę Hidan. Co za paszczur -,- niedość że siwy to jeszcze wyliniały.
-Ruki. Dobrze się czujesz?-Zapytał facet od japońskiego. A dokładniej Reita... O Reita?
-Czuję się zajebiście. Świat jest piekny i tak zabawnie wiruje. Wiii~ i szybciej i szybciej i za szybko się kręci... ale jest super karuzelka że zaraz rzygne hehe- Odparłem z błogim uśmieszkiem, który po chwili zniknął mi z twarzy. Schawtowałem się na podłogę. Omg. Dobrze że niema tu Sasorcia. Znaczy skorpiona. Wracając do lekcji. Konan za zgodą Reity zaprowadziła mnie do pokoju.
- Masz tu leżeć. Zawołam Kaia czy kogoś tam by się tobą zaopiekował. Czy ty masz kaca?-Oh cóż za spostrzeżenie, mruknąłem bliżej nieokreślone coś w odpowiedzi. Zrezygnowana wyszła z pokoju mamrocząc coś o śmierdzących pijakach.
-he he heheh auuu~ jestem Ruki i chcę być pieskiem! Najlepiej Sasoriego uuuhuhuuhuuu auuu~... ojoj ciemno film się urwał. Znowu. :3 zajmujcie się mną~

*Sasori*

Co za idiota ja wiedziałem że tak będzie. W połowie matematyki Kai został wezwany do Rukiego bo ten sie źle czuje. Bardzo ciekawe czemu. Nie ma to jak spić się dzień przed szkołą, maluch ma czasami powalający tok myślenia. Cóż w końcu to Ruki. Nic nie trzeba wyjaśniać.
No może jedną rzecz. Wiem że on na pewno nie pamięta nic z wczoraj jednak muszę mu wyjaśnić to z tym centrum handlowym. Kończyliśmy lekcje w porze obiadowej i od razu po jedzeniu poszedłem do Taki.
Gdy wszedlem do pokoju półleżal na łóżku ( tym dolnym ) trzymajac sie za głowę a obok niego stał Kai z politowaniem na twarzy.
- w sumie to co ja wczoraj robiłem- spytalo malenstwo- i dzisiaj? - dodało lekko zmieszane.
- Cóż- spojrzałem w sufit udajac zamyślenie- na śniadaniu wpakowałeś głowę do miski z płatkami i zacząłeś się drzeć za co wylądowałeś u dyrektora. A potem nie wiem.
Ruki zrobił sie caly czerwony. Trzeba było tyle do mordy lać? Właśnie.
Nagle do pokoju wparowal Deidara z Uruhą. Wyraźnie speszył sie na mój widok jednak minął mnie bez słowa i usiadl obok Rukiego pytajac o samopoczucie. Jego towarzysz spojrzał na mnie spodełba i dołączył do blondyna. Jest naprawde mało rzeczy które mnie wyprowadzaja z rownowagi. A teraz myślałem ze wyjde z siebie. Nikt o tym nie wie ale odkąd spotkalem Deia chciałem z nim porozmawiać o czymś bardzo ważnym. I zrobie to jak najszybciej bo nie mogę znieść całej tej sytuacji odkąd doszedł do naszej szkoły. Ale najpierw inna sprawa.
- Ruki wczoraj piepszyłes coś o mnie ze byłem w galerii- odezwałem sie po chwili ciszy- mam gdzieś czy to pamiętasz czy nie jednak chce to wyjaśnić. Nie ruszyłem stąd tyłka więc na 100% widziałeś kogoś innego najprawdopodobniej mojego brata blizniaka.
Taka spojrzal na mnie w szoku. Wspominalem kiedys ze mam rodzeństwo. A ten nie sluchal więc niech nie zwala nic na mnie.
- takie wyjaśnienie żebyś nie żył w niewiedzy
- a-aha- usmiechnal sie krzywo ale z wyraźną chyba ... ulgą. Dziwny jest co tu dużo gadać. Jedna sprawa z glowy. Po kilku minutach Ruki próbował wstać jednak chwycił sie za głowę i opadł znowu na łóżko.
- Deidara pójdziesz zrobić naszemu pijakowi okład na głowę? - zapytal Kai.
- nie jestem pijakiem
- tak mogę iść- odpowiedział i wzial ręczniczek przekazany przez Tanabe wychodząc z pokoju
- ide sie przejść- oświadczyłem i ruszylem za nim. Mam okazję pogadać w końcu jeden na jednego. Gdy zamykałem drzwi do moich uszu doszło jękniecie Rukiego coś na wzór nieee. Mam to gdzieś.
Wszedłem za Deidarą do łazienki. Gdy stał przy umywalcę, podszedlem do niego i objalem go od tyłu. Aż spadla mu szmatka.
- S-Sasori- szepnął zwieszając głowę.
- Ciii. Tęsknilem wiesz? Cały czas mnie unikasz. Odkąd znowu sie widzimy- ok jak go pierwszy raz zobaczyłem w stołówce to sam bałem sie do niego podejść ale byłem w szoku że tu jest. I tyle. Położyłem głowę na jego ramionku. Ładnie pachnie. Jak wtedy.
- t-ty s-się martwiłeś? - prychnął jednak trzęsły mu się ręce i głos.
Byl doprawdy uroczy jak się jąkał
- Musimy wyjaśnić sobie pare spraw
- n-nie ma cz-czego... wyjaśniać- mruknął patrząc na boki tylko nie na mnie. Czułem jak jego serce zaczyna mocniej bić.
- Mamy. Wszystko. Cały ten czas z ... przez całe te pół roku... co było też wtedy. Deidara ja...

*Uruha*

Poszedłem do pokoju Rukiego. Podobno tłumy się tam zbiegły. Taak Taka jest bardzo ciekawą osobą na kacu. Gdy wszedlem siedzial tam właśnie on Maya i Kai
- Podobno bylo tu wiecej ludu- zaśmiałem się
- Bylo- powiedzi Kai- Dei miał pójść po oklad dla Rukiego ale coś długo nie wraca
- utopił się- uśmiechnął sie Maya
- Sprawdze czy masz rację- no co? Znając ( krótko ale jednak ) Deia wszystko jest możliwe.
Wyszedłem z pokoju i ruszyłem w strone łazienki. Pod drzwiami doszły do mnie jakieś głosy. To był chyba Deidara i Sasori. Zerknalem przez szparke w drzwiach. Tak to oni. Może sie czegoś dowiem w końcu.. przyłożyłem ucho do drzwi. Słyszałem tylko strzepki rozmowy
- to nie tak..
- jak? .... pół roku- jakie pół roku?
- czemu....
- bo...
Cholera nic nie rozumiem. Uchyliłem delikatnie drzwi. Od razu lepiej.
- ....chcialem ....pożeg..
- .....nie przyszedłes.... cię.
- to... zmieniło... juz nie.... ja ... - to byl chyba Sasori. Nasluchiwałem dalej
-.... błąd.... ja żałuję. .. koch... cie..
Co? Zaraz czy on powiedział kocham?! Kurwa niedosłyszałem ale brzmiało to jednoznacznie. Przylepiłem się mocniej do drzwi jednak głosy ucichły. Usłyszałem cichy huk i zgłuszony jęk. Fuck co tam się dzieje?! Nie wytrzymam tu. Otworzyłem zamaszyście drzwi od łazienki i... zamarłem. Mój jakże "kochany" kuzyn trzymał Deidare za nadgarstki i .... całował!! I to cholernie namietnie. I to nie było najgorsze. Blondynek oddawał ten pocałunek!
Zastanawiałem się teraz czy wybiec, zacząć wrzeszczeć czy rzucić się na Saso. Dei od razu po otworzeniu drzwi na mnie spojrzał i momentalnie chciał się odsunąć od Sasoriego. Ten puścił go dopiero po chwili patrząc na mnie zmęczonym
wzrokiem. I jednocześnie takim pelnym nienawiści. Blondyn patrzał na mnie przestraszony. Złapał szybko szmatke i wybiegł z łazienki. Prawdę mówiąc miałem ochote pobiec za nim ale miałem porachunki z kimś
- zostaw go w spokoju- syknąłem do rudego. Biorąc pod uwage wcześniejsze zachowanie Deidary Rudy musiał go zranić i to mocno a teraz ten bezwstydnie do niego zarywa
- bo? - spojrzał na mnie drwiąco- prędzej ja moge tak powiedzieć do ciebie znam go dłużej niż ty. Mam do niego prawo
- jakie prawo?! - wrzasnąłem. On se chyba kurwa jaja robi!
- nieważne widze że nie znasz sytuacji. Rozmowa z tobą jest bez sensu- mówił to wszystko takim wypranym z uczuć głosem. Jeszcze bardziej niż na codzień. - Odczep sie od niego rzygać mi sie chce jak sie do lepisz i skaczesz dookoła. On cie nie bedzie chciał. Nie kocha cie! Nawet cie nie zna dobrze tak samo ty jego!
Tu Sasori mnie zagiął. Z triumfalnym uśmiechem patrzył na moją reakcję. A ja nie wiedziałem co powiedzieć. Bo ten idiota miał racje.
- Jesteś żałosny kuzynku- spojrzał na mnie po raz ostatni i wyszedł z pomieszczenia. Cholera czemu nic nie odpowiedzialem?! Złapałem doła. Kurwa. Czemu musi mieć racje? Co za gówno.
Wyszedłem powolnym krokiem do "swojego" pokoju. Kuzyn pewnie i tak poszedł do Deia więc bedę miał od niego na troszkę spokój.
To nie fair zawsze jako kuzynostwo się wspieraliśmy a teraz wszystko szlag trafił. Jest zarąbiście.
Po dotarciu do pokoju padłem na łóżko. Kurde on ma racje. Ta myśl znowu tłukła mi się w głowie. Nic nie wiem o "moim" blondynku. Ale co z tego. Czy musze wiedzieć o nim wszystko żeby się... zakochać? Kurwa znam go dopiero cztery dni. I już się.. zakochalem. Boże jak to dziwnie brzmi. A zwłaszcza że obiecałem sobie ze do tego nie dojdzie. Że się nie zabujam żeby nie cierpieć. A teraz co? Załamuje sie psychicznie z miłości. Po głowie chodziły mi zdarzenia z czterech dni.
"Sztuka to chwila"
"Znaliście się wcześniej"
"T-tak"
"On cie nie kocha"
Nie kocha, nie kocha, nie kocha. Tylko to chodziło mi po głowie. I co ze nie kocha? Właśnie dużo. Chciałbym mu się chociaż spodobać.
Teraz cos uderzylo mnie jak piorun. A co jeśli on jest z Sasorim?! I tylko sie pokłócili i teraz są spowrotem? Albo coś w tym stylu? Przecież teraz to takie jasne! On... on kocha Sasoriego. Nie mnie. Jakim ja jestem idiotą! Myślałeś że taki śliczny chłopak jest wolny?! Że ten ANIOŁ nie ma kogoś?! Przecież to niemożliwe. Po policzku spłynęła mi łza. Kurde akurat teraz musiałem się rozkleić. Popłynęła druga. A walić to!! Mam to wszystko gdzieś. Obiecałem sobie że nie będę ryczeć z takich powodów. Ale czuje się... samotny.
- Ej Uru masz tabletki przeciw... BOŻE URUHA?! - usłyszałem krzyk Kaia który stał w progu pokoju z Miyavim.

*Kai*

Ruki juz nie wytrzymywał więc chciałem wykombinować jakieś tabletki i co znajduje? Ryczącego Uruhe! I to jest dziwne. I oznacza że jest źle bo Shima mimo bardzo kobiecej urody NIGDY nie płacze. Aż sie boje. Podszedłem szybko do niego i przytulilem
- Ciiiii Uruś ciiii- zacząłem go kołysać i dołączył do mnie Meev - co się stało?
- o- on c-cał-cał... i ...i.. o...on n- nie k- koch huuu... bu hu hu hu... - rozryczał się na dobre.
Mówiłem że jest źle? Cofam jest bardzo bardzo bardzo źle!! Uruha wpadający w histerie i przechodzący załamanie? Chyba nadchodzi koniec świata.
- Uruś nie płakaj- pisnął cicho Miyavi ściskając go wraz ze mną- Uruś nie powinien płakać
- A-a-ale... chlip
- co? - zapytałem
- o-on m-mnie ni... kocha... on całował i.. i... Sas-Sasori... buuuu
Zaraz zaraz co Sasori o co mu biega! Że jego kuzyn go nie kocha? Na pewno to nie to. Tylko że kto się całował z Rudym...
- to z czyjego powodu Uruszka płacze- odezwał się Meev głaszcząc gitarzyste po głowie
-D-Deidara! Tam w łazience! Aa buhuhu- Śliczny krzyknął i upadł na łóżko wtulając się w poduszkę. To o niego chodziło! Fakt teraz wszystko wiadomo. Biedny Uruha.
- Miyavi idź do Rukiego ja z nim posiedze- powiedziałem i przygarnąłem do siebie spowrotem Shime. Trzeba go podbudować na duchu.
- ok

*Ruki*

Łeb mi zaraz dopadnie. Czemu zamiast lepiej jest jeszcze gorzej niż rano? I gdzie jest Kai z tymi tabletkami? Wysunąłbym teorię że się zgubił ale jest jedynym z naszej paczki u którego to niemożliwe. Prędzej porwaliby go kosmici albo jacyś emo... ym pomocy znowu gadam glupoty?
- Ruki- usłyszałem cichy głosik i poczułem ciężar na kolanach ( siedziałem na brzegu łóżka ). Spojrzałem w dół. Na podłodze popierając się rekami na moich nogach siedziało dziecko tęczy. Patrzał na mnie dużymi świecącymi oczami.
- Nie masz tabletek- zmrużyłem patrzałki wlepiając w niego wzrok. Jego oczka rozszerzyły się w przerażeniu. - Kurwa. A gdzie Kai? - jęknąłem. Za jakie grzechy nie ma tego świństwa?
- U Uruszki- wgapiał się we mnie smutnym wzrokiem. - Podnosi go na duchu
- Uruhe? - byłem zdziwiony. Kogo jak kogo ale Shima był jedną z tych osób które jako ostatnie potrzebowały wsparcia od Yutaki.
- Czemu....
- no bo płakał i...
- Uru płakał?! - krzyknąłem i od razu tego pożałowałem. Agh czemu te tabletki musiały sie skonczyc dzisiaj. Co za cholerstwo- czemu? - musiał mieć naprawde powód żeby ryczeć.
- bo.. jak poszedł po Deidare bo on miał zrobić ci okład... i... i to wtedy jak wszedł to Sasori ... go całował. I podejrzewa że są razem..
Reszty nie słuchałem. Jak? Sasori i Deidara? Ale czemu? Ja dopiero co się cieszyłem że to nie on był w galerii a teraz co? On sobie chyba kurwa żartuje! A Deidare potraktowałem jako przyjaciela. Nie to dla mnie wszystko za wiele. Przez całe pół roku był spokój a przez te głupia wymianę sie pochoruje. Mogło jej nie być, w spokoju zdobyłbym czerwonowłosego!
- Miyavi! - wrzasnąłem do Tęczaka ignorując okropny ból czaszki.
- aj- pisnął przestraszony- o co chodzi Rukiemu?
- Daj procenty!- rozkazałem
- a-ale Meevowi się skończyły- zaprotestował
- kłamiesz zawsze masz!
- ale ty nie możesz...
- MOGE! Nie mam tabletek, źle się czuje i fizycznie i psychicznie. I daj mi się najebać bo źle skończysz!
Wystraszony Miyavi wyjął dwie butelki. Zabrałem mu szybko i zacząłem w siebie wlewać zawartość zanim ktoś wpadnie i mi zabierze. Jutro będzie jeszcze gorzej ale walić to! Teraz sie schleje na smutno i "pomyśle" co dalej robić. I z Sasorim i z moim stanem. Ale to poootem... hyp! Zdrowie mego ukochanego który i tak nigdy nie będzie mój! ! Haha jaki ja żałosny. Yy no chyba cie pogrzało maleństwo. Kurwa. Mówię do siebie maleństwo. Czemu głos w mojej głowie brzmi jak głos Sasoriego?

------------------

Ohayo jak widzicie jest kolejna część. Mam krótką informacje. Otóż z Se7en zaczęłyśmy ferie i nie będziemy sie widziały. Więc nie będziemy też pisać następnej części. Dopiero po wolnym. Postaram się w czasie ferii napisać oneshot żeby nie było tu tak pusto. Se7 mówiła że też się postara ale jak wyjdzie to zobaczymy. Na razie życzymy miłych ferii :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz