środa, 4 lutego 2015

Zrozpaczona

I to bardzo. Postanowiłam dokończysz oneshota, którego barrrrdzo długo pisałam. Wchodzę do notatnika... A tam nic nie ma! Jak tu się nie załamać?
Prawdę mówiąc od długiego czasu zastanawiałam się nad zamknięciem bloga, a nawet jego usunięciem. Teraz już wiem, że na pewno tak się stanie.
Blog założyłyśmy razem z Se7en i miałyśmy go razem tworzyć. Jednak ona nie ma czasu i praktycznie od maja pisze wszystko sama. Poza tym w tej chwili też nie mam czasu :( A gdy już mi wszystko poszło w pi... Ekhem się paść w lesie, to nawet mi się nie chce. Wiem, że kilka osób czytało bloga (prawie nic ale pomińmy) jednak nie mogę go już prowadzić.
Nie wiem czy usunę bloga (najprawdopodobniej tak).
INFORMUJE, ŻE JUŻ NIE DODAM ŻADNEJ NOTKI.
Jeżeli ktoś się na mnie zawiódł to przpraszam, ale nic na to nie poradzę.
miałam dodać jeszcze epilog, ale nie będzie go. Wybaczcie.

piątek, 1 sierpnia 2014

Tytuł w remoncie cz. 10

*Uruha*

- Oto nasza cała historia kuzynku- zakończył Sasori.
Siedziałem na łóżku wgapiając się w jakiś nieokreślony punkt. Nie mogłem uwierzyć w to jak mój kuzyn potraktował Deidare. To niedorzeczne! Najpierw go zostawił i to w tak chamski sposób, a teraz chce z nim być?! On jest nienormalny!
- Ty jesteś jakiś chory!- wrzasnąłem na niego. Sasori zmarszczył gniewnie czoło.
- Chory? - czerwonowłosy zapytał obojetnym głosem. Widziałem jednak, że jest wkurzony. Trudno, mało mnie to w tej chwili obchodziło.
- Najpierw się z nim przespałeś, a potem stwierdziłeś, że to nic takiego! A pomyślałeś jak on się czuł?! Wyjechałeś bez choćby jednego słowa! Napewno go zraniłeś! A teraz chcesz z nim być?! To powalone! Jesteś nienormalny!
Wrzeszczałem jak głupi. Cholera, jak on mógł tak potraktować tego słodkiego blondynka? W głowie mi się to nie mieściło. To było ze strony mojego kuzyna wręcz podłe. Nie rozumiałem jak mógł się tak zachować w stosunku do swojego najlepszego przyjaciela?
- Nie widzę w tym problemu- Sasori wzruszył ramionami. Czy mam coś ze słuchem czy on serio coś takiego powiedział? Nie no, trzymajcie mnie bo go zaraz mu w ryj przywale!
- Czy ty się słyszysz? - wstałem i patrzyłem na niego z góry. Zacisnąłem ręce w pięści.
- I co, teraz mnie uderzysz? - uśmiechnął się kopiąco. Grrr... Zaraz go serio trzasnę.

*Ruki*

- I... tak to było- zakończył Deidara. Zamrugałem oczami. Jak mój Sasori mógł tak postąpić?! Em, moment, nie mój. Ale kit z tym! To i tak nie do uwierzenia. Taki słodki i ładny i był taki, taki ... no taki jaki był do cholery!
DeiDei pociągnął cicho noskiem, a ja go mocniej przytuliłem. Jak spotkam tego kochanego dupka to mu tak wygarnę, że ja nie mogę, za to jaki był taki niekochany dla tego blondyna. O, to jest myśl! Normalnie przez tydzień się nie pozbiera po tym.
- Musisz to zakończyć! Powiedzieć Uruszce dokładnie co do niego czujesz i z nim być! A wtedy Saso powinien odpuścić! I jeśli się pogodzą to będzie happy end! - wyrzuciłem ręce w górę. Wtedy mógłbym jakoś zdobyć tego czerwonowłosego skurwysyna \^-^/
- Już długo się na to zbierałem, ale jakoś mi nie wyszło- DeiDei spuścił wzrok jednak zaraz przeniósł go na mnie.
- Masz racje muszę coś z tym zrobić! To trwa zbyt długo. Powinienem to załatwić dawno temu. Wszystkim byłoby lepiej. Oni pewnie przestaliby się kłócić, ja miałbym Uruhe, a ty mógłbyś zdobyć Sasoriego. W końcu go kochasz nie?
- Deidara aż wstał z moich kolan.
- Dokładnie! - Tak powinno być. Spokój i pokój! On z Uru a ja z Saso.... zaraz, zaraz.... KURWA MAĆ!
- A-ale skąd ty wiesz, że, ja yyy i... - wydukałem z siebie. No bo skąd wiedział?! Wygadałem się? Może po pijaku?
- Ale co? - spytał
- Że ja i Sasori... Znaczy ja w Sasorim się tegooo...
- Widać to na kilometr. Ale inni są chyba niewidomi- blondyn uśmiechnął się lekko. Achaa.... można i kurcze pieczone tak. Jest tak spostrzegawczy jak nasz Kai ( czyt. niania ).
- Wiesz nie trzeba być niewiadomo jak spostrzegawczym, żeby to zobaczyć- Deidara dodał po chwili widząc moją minę, która jak podejrzewam była jakaś dziwna. Nagle gdzieś niedaleko dało się słyszeć huk. Co się dzieje? Spojrzałem pytającym wzrokiem na DeiDeia. Zaraz znowu słychać było jakiś hałas jakby... trzaśnięcie?
- To dochodzi chyba z końca korytarza- blondyn zamyślił się chwilę i zaraz zrobił przerażoną minę. Hm, koniec korytarza, koniec korytarza... tam był pokój Sasoriego i... Uruhy? Ta~ to jest ich pokój. No i po co oni tam tak hałasują noż... ale chwilkę...
- JASNA CHOLERA! -wrzasnąłem i zeskoczyłem z łóżka. Wraz z Deidarą wybiegliśmy z pokoju. Oni się tam zabiją! A na pewno Uruha ucierpi. Gdy dobieglismy do drzwi z odpowiednim numerkiem, szarpnąłem klamkę i wpadłem do środka pomieszczenia.

*Uruha*

Nie wytrzymałem i rzuciłem się na swojego kuzyna. Wyjechałem mu z pięści w twarz. Yea, jak pieknie trzasnąłem go w nos.
- Ty pierdolony...! - Sasori się na mnie wkurzył. Rzucił się na mnie jak psychopata! Trzasnął mnie w moją piękną twarz. Będą sińce. A potem z pięści wyjechał mi w brzuch. Coś mi chyba pękło w środku. Może śledziona czy coś takiego. Biedna moja zajebista śledziona czy coś takiego.
Nie mogę się tak zachowywać jak baba. Też go zdzieliłem z całej siły w brzuch. Niech też mu coś pęknie. Za mojego blondynka! ( i moją śledzione )
Mój triumf nie trwał długo, bo zaraz Saso tak mi po twarzy rąbnął, że aż do tyłu poleciałem. I prosto na szafkę! A jak, niech mnie dobije bardziej!
I w tej chwili drzwi się otworzyły. Super, zbawienie nadeszło i niby się cieszyć powinienem, a zamiast tego jestem na siebie wkurwiony. Bo oczywiście najpierw sam się wpakuje w kłopoty, a potem ktoś mnie musi ratować! Wystarczy przypomnieć sobie sytuacje z Hidanem. Mam delikatne deja vu.
- Uru?! - usłyszałem krzyk obok. W drzwiach stali Ruki i Deidara i oboje byli przerażeni. Cóż Sasori jakby ich nie usłyszał i chciał mnie znowu walnąć. Przymknąłem oczy i czekałem na cios. Zamiast tego usłyszałem głośne tupanie, a ja nie oberwałem. Zerknąłem na czerwonowłosego. Koło niego stał blondynek i trzymał go za nadgarstek, dzięki czemu uniknąłem prawdopodobieństwa, że moja piękna twarz zostanie zniekształcona do końca życia. Mój ukochany mnie obronił... Ej ale na odwrót powinno być!
Sasori spojrzał spłoszony na Deia. A ten podniósł drugą rękę i wymierzył Sasoriemu policzek. Mój kochany blondynek uderzył mojego kuzyna! To znaczy, że definitywnie mnie wybrał? Tfu! Uruha kurwa mać, nie myśl teraz o takich rzeczach!
- Deid... - Sasori próbował coś powiedzieć ale przerwał to znowu DeiDei. Po pokoju rozeszło się głośne plasknięcie. Tym razem kuzynek oberwał w drugi policzek.
- De...
- Zamknij się! - krzyknął Deidara. Dopiero teraz dostrzegłem w jego oczach łzy. Aż mnie coś ścisnęło przy sercu. Miałem go ochote pocieszyć i przytulić. Ale nie mogłem w tej chwili.
- Ty... - blondynek zaczął cicho cały roztrzesiony- Ty, j-jesteś powalony. Co jest z tobą nie tak? Kochałem cię. Kochałem do cholery. To czas przeszły więc czemu nie odpuścisz? - Deidarze z każdą chwilą głos łamał się coraz bardziej.
- Dei... - zszokowany Sasori chciał coś powiedzieć.
- Nie ma Dei! Nie ma żadnego Dei! - wrzasnął blondynek- Wynoś się! Nie chcę cię dzisiaj widzieć. Dotarło?! Zostaw mnie w spokoju! WYPIERDALAJ!
Rozszerzyłem oczy w szoku. Pierwszy raz słyszałem przekleństwo z ust mojego aniołka. To tylko dowodziło jak bardzo był roztrzęsiony. Było mi wstyd. Kurwa miałem go nie stresować swoimi kłótniami z Sasorim. A tu takie coś wyszło. Nawaliłeś Uruha.
Czerwonowłosy wolno wycofał się z pokoju. Po minięciu progu pokoju odwrócił się i dziarskim krokiem ruszył przed siebie. Zaraz za nim pobiegł Ruki. Obejrzałem się w stronę Deia. Siedział tyłem do mnie. Usłyszałem jego cichy szloch. Czuje się jak skurwysyn. Na klęczkach podszedłem do niego powoli i objąłem lekko. Czekałem kilka minut aż się uspokoi. Gdy tak się stało obrócił się w moją strone przecierając oczka od łez. Spojrzał na mnie szklanymi oczami i ... trzasnął w twarz..
- A ty, co?! Musiałeś się z nim bić? Baka Kouyou!
Złapałem się policzek. Bolało. Kto by pomyślał, że w takim małym ciałku jest tyle siły. Zacząłem wpatrywać się w swoje kolana. Zasłużyłem sobie, nie?
Deidara patrzył na mnie chwilę i zaraz dotknął policzek, w który mnie uderzył.
- Przepraszam, poniosło mnie. Bardzo boli? - delikatnie głaskał mnie po twarzy. To było miłe.
- Nie przepraszaj. Należało mi się prawda? - posłałem mu mały uśmiech. Blondynek go odwzajemnił. Gdy widzę jak się uśmiecha to aż tak nie czuję bólu. O nie~ ja brzmie jak w jakimś romansidle!
- Ej- szturnąłem go w ramię- A czy akcja przed chwilą potwierdza, że ci się podobam?
DeiDei oburzył się pstryknął mnie w czoło.
- Ała - syknąłem
- Nie, wcale mi się nie podobasz - Deidara założył ręce na piersi. Jak to... nie?! Ja sie zaraz załamie.
- A-ale... - wydukałem z siebie.
- Wkurzyłeś mnie dziś- blondynkowi zaświeciły się oczka a policzki lekko się zarumieniły- Ale cię chyba kocham.
Przez moment trawiłem jego słowa. Kocha? Mnie... Kocha! Wyszczerzyłem się od ucha do ucha. Jestem taki szczęśliwy. Objąłem Deia i spojrzałem głęboko w oczy.
- Też cię kocham. A ty mnie na pewno. I nie strasz mnie tak więcej- wyliczyłem i pocałowałem go krótko w usta- A czemu powiedziałeś, że ci się nie podobam?
- Nie powiedziałem, że mi się ogólnie nie podobasz. To byłoby głupie. Nie podobasz mi się o taki- wskazał palcem na mój nos- Nie waż mi się z kimkolwiek i kiedykolwiek bić, zrozumiano? - blondynek zmarszczył gniewnie brewki.
- Tak jest- odparłem i pocałowałem Deidare namietnie w usta. Oddał pocałunek od razu. Coraz zachłanniej wpijałem się w jego usta kiedy...
- Aj! - jeknąłem gdy poczułem ból w łokciu- Ite~
- Widać całowanie nie jest ci jeszcze dane. Trzeba iść cię opatrzyć.
Skrzywiłem się. Oj to mi pielęgniarka dołoży po dupie...

*Ruki*

- Sasori stój, stój! - jak idiota zasuwałem za czerwonowłosym przez korytarz. To się porobiło. A ten na dodatek się zatrzymać nie chce.
- Czego chcesz?! - ryknął na mnie. Oj moje bębenki uszne. Oj mój nos. Zacząłem masować swój nosek po zderzeniu z plecami Saso.
- Noo bo.. - wydukałem. Ale ja mam szerokie słownictwo.
- Jak nic nie chcesz to po co mnie zatrzymujesz?
- Ja....
- Odczep się - warknął Skorpion i ruszył dalej. Niee ja przecież za nim ledwie nadążam na swoich krótkich nóżkach.
- Ale ja się o ciebie martwię a tobie leci krew z nosa i..
- Przestań za mną łazić! - Saso znów stanął i.. i mnie uderzył- przestań mnie wkurzać!
Ja go tylko wkurzam? Aż tak, że mnie uderzył? A-ale ja.. w moich oczkach zebrały się łzy. Nienawidzę. ..
- Nienawidzę cię! - wrzasnąłem- Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę cię tak bardzo jak kocham!
Zobaczyłem szok w oczach Sasoriego. I się wygadałem. Ale czemu w takiej sytuacji?! Buhu~! Odwróciłem się i pobiegłem przed siebie.

*Sasori*

Co to było? Stałem tak jak kretyn gapiąc się na miejsce gdzie zniknął Ruki. Nienawidzi w końcu czy kocha? Co on w ogóle miał na myśli? Dotknąłem swojego nosa. Kurna, boli. Chyba Kouyou mi go złamał. Będę pewnie musiał zachaczyć o gabinet pielegniarki. Niezbyt mi się to uśmiechało, ale co zrobić. Ruszyłem do gabinetu. Po drodze myślałem o tym co wykrzyczał/wypiszczał/wyskrzeczał (Wybierzta co chceta) Takanori. Czy to możliwe, że był we mnie zakochany? Zgadzałoby się z tym co pieprzył po pijaku. A może serio mnie nienawidzi? To by się zgadzało z tym jak zachowuje się na trzeźwo. Ech umysły osób typu Matsumoto są niezwykle skaplikowane.
Doszedłem pod drzwi gabinetu pielegniarki. Zapukałem ładnie i kulturalnie do środka lecz nikt nie odpowiedział. Tak więc nieładnie wszedłem do środka bez niczyjej zgody. A tam w gabinecie na jednej z kozetek siedział mój kuzyn. Miałem ochotę się wycofać jednak nie uśmiechało mi się chodzenie z krzywym nosem. A jakby taki został na stałe to jeszcze gorzej. Podszedłem do kozetki obok i usiadłem na niej tyłem do Uruhy. To, że nie jestem Rukim nie znaczy, że nie mogę strzelać fochów. Siedzieliśmy tak z dziesięć minut w ciszy. Już myślałem, że tak będzie do końca mojego pobytu tutaj jednak się przeliczyłem.
- Sasori? - Kouyou niepewnie się odezwał.
- Czego? - warknąłem.
- Będziesz się tak dalej boczyć gdy ta sprawa została załatwiona?
- Tak!
- A o co?
- O.. - zacząłem pewnie i zaraz się zamknąłem. Czuje się jak jakąś głupia dziewucha. O co ja się teraz wkurzam? Bo sumie nie mam o co skoro to Deidara o wszystkim zdecydował. Siedziałem tak- pewnie z głupią miną- i nie wiedziałem co odpowiedzieć. Ja Sasori nie wiem co powiedzieć?
- Przyznaj, że tak naprawdę nie ma o co się kłócić. Chyba nie chcesz tego sporu bez sensu ciągnąć? - Kouyou wyciągnął do mnie rękę na zgodę. Patrzyłem na nią niepewnie.
- Wow pierwszy raz twoje zachowanie wydaje się mądrzejsze od mojego- palnąłem. Uruszce niebezpiecznie drgnęła żyłka na czole. Hyh.
- Ty! - usłyszałem nagle za swoimi plecami i poczułem uderzenie w głowę. Odwróciłem się, a za mną stał Deidara z niezadowoloną miną- podaj mu rękę.
Tak szczerze to wolę tego nieśmiałego Deia. Jest wtedy taki słodki i rozkoszny. A gdy się przełamuje i staje się taki jak teraz, to się go aż troszkę boję... Ale troszkę. Podałem niepewnie dłoń swojemu kuzynowi. Poczułem lekką ulgę. Nie lubię się z nim tak naprawdę kłócić. Pierwszy raz chyba nam się taki spór zdarzył.
- A teraz Saso- blondynek szturnął mnie w ramię- gdy pielegniarka się tobą zajmie to ty pójdziesz zająć się małym problemem.
- Problemem? - zapytałem głupio nie wiedząc o co chodzi.
- Tak. Tym który spowodowałeś. Siedzi na dachu i wszystko przeżywa.
Zaraz, mu o Rukiego chodzi?
- Masz iść do Taki i go przeprosić za to co zrobiłeś! - Deidara wytknął we mnie palcem.
- A skąd ty to wiesz?
- Byłem przecież i z nim rozmawiałem.
- Aha. EJ TAK SZYBKO? - zrobiłem zszokowaną minę. Przecież zanim dojdzie się na dach i wróci spowrotem to minie masa czasu! A poza tym skąd on wiedział, że Taka jest na dachu?
- Ty jesteś lepszą nianią niż Kai- roześmiał się Kouyou.

*Ruki*

Siedziałem na dachu i jarałem papierosa za papierosem. Z każdym następnym powoli się uspokajałem. I jeszcze Deidara przyszedł mnie pocieszyć. On ma takie złote serduszko. Nie wiem skąd wiedział o tym co się stało, ale to nieważne. Zacząłem rozkminiać nad moją egzystencją i całym życiem. Z tego tematu zacząłem myśleć o niesprawiedliwości na świecie. Nie wiem skąd mi się to wzięło, jednak dzięki temu wymyśliłem piosenke :3 którą pewnie zaraz zapomne, bo nie mam gdzie jej zapisać.
W sumie to nieważne dzięki moim rozmyślaniom uleciał ze mnie cały żal do Saso. Trochę mi to zajęło biorąc pod uwagę to, że słońce powoli zachodzi i zaczęło się robić zimno. Sięgnąłem do paczki po kolejnego papierosa i niestety odkryłem, że został tylko jeden. Zerknąłem w bok i odkryłem, że wypaliłem dwie paczki. To się jutro na mnie odegra.
- Nie powinieneś tyle palić- usłyszałem za sobą głos Sasoriego. Och znów w mojej głowie pojawiło się moje drugie ja o głosie mojego ukochanego.
- Spierdalaj wewnętrzny głosie- warknąłem.
- Jaki znów "wewnetrzny głosie"?
Em zaraz, przecież wewnetrzne ja nigdy by... Odwróciłem się, a za mną stał Sasori. Ten prawdziwy. I to znaczy, że znowu robię z siebie debila! Buhu zaraz stąd skocze. Cały spokój poszedł w lae się paść!
- I po co przyszedłeś? - zmaszczyłem brewki patrząc na czerwonowłosego. Spojrzał na mnie niepewnie i usiadł obok mnie.
- Ja... - zaczął i od razu się zaciął. Pierwszy raz widzę Saso takiego niepewnego. Jaki on słodki taki <3
- Ty~
- Chciałem przeprosić.
Oczka mi się zaświeciły. Sasori chce mnie przeprosić. Aż mi się miło zrobiło. Czyli ten facet ma serce.
- Więc... przepraszam.
- Wybaczam- odparłem z uśmiechem. Saso zrobił wielkie oczka. Jaki on się uroczy zrobił!
- Tak po prostu?
- Tak. A jak ma być? - przekręciłem głowę w bok. Nie czaje czasami gościa.
- Nie wiem, wydrzeć się najpierw na mnie albo wyżyć za to, że cię uderzyłem.
W sumie to nie taki zły pomysł. Podniosłem piątkę i zacząłem uderzać Sasoriego. Ten tylko spojrzał na mnie jak na debila.
- Co ty wyrabiasz?
- Jak to co? Wyżywam się na tobie ^^ - wyszczerzyłem się do czerwonowłosego. Ten tylko zrobił facepalma.
- Dobra daruj sobie- westchnął.
- Ok!
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Zerknąłem ja niego. I wybuchnąłem śmiechem.
- Co?
- Haha też jak ReiRei nie masz nosa? - wydusiłem z siebie i znów zacząłem się śmiać. Bowiem Sasori miał identyczną opaskę na nosie jak Reita!
- Bardzo śmieszne- burknął.
- Hihi no pewnie! - wyszczerzyłem się i starałem uspokoić.
- A, Ruki podobam ci się czy mnie nienawidzisz w końcu? - Czerwonowłosy zapytał nagle. Momentalnie się zamknąłem. Wiedziałem, że w końcu poruszy tę kwestię!
- Ja.. ja cię kocham- powiedziałem cichutko. Przez jakiś czas panowała cisza. Aaa, jw zaraz nie wytrzymam, niech on coś powie! Może mnie nawet walnąć znowu.
- Ja cię lubię ale nie kocham- odezwał się Sasori.
- I nie możesz też być z Deidarą
- To nie ma nic do rzeczy...
- Ma- przerwałem mu- skoro nie możesz być z nim to bądź ze mna! Ja cię kocham... - poczułem łzy w oczach.
- Ruki tqk nie powinno być.
- Daj mi szansę! Sprawię, że też mnie pokochasz! Proszę~ - głos mi się łamał a po policzkach spłynęły łzy- Spróbuj mnie pokochać...
Sasori wyciągnął w moją stronę rękę. Zamknąłem iczy, bi myślałem, że mnie uderzy, ale on zaczął mnie gładzić po głowie. Spojrzałem na niego niepewnie. Co on teraz powie?
- Nie bucz już. Możemy spróbować- uśmiechnął się do mnie lekko.
- Hai! - uśmiechnąłem się przytuliłem do Sasoriego.
I wiecie co? On ma cudowny uśmiech...


~The end?


Nie ma jeszcze the endu, czeka nas epilog :)
A na początek. Przepraszam! Wiem nie było nic prawie dwa miesiące. .. dwa miesiące! Co to ma być? A miałam nadzieję, że w wakacje będę miała dużo czasu na pisanie. A tu dupa! Wakacyjny leń mnie dopadł. Albo brak czasu. I tak na zmianę. Jak widać za dużo wolnego dobrze mi nie robi. Uwaga, dzisiaj wyjeżdżam! I przez dwa tygodnie na pewno nic nie wstawię bo tam zasiegu nie ma. Ale postaram się pisać. A co wyjdzie to nie wiem... hyh. W każdym razie przepraszam jeszcze za jakiekolwiek błędy w notce, ale nie chciało mi się już jej sprawdzać. I życzę udanej drugiej połowy wakacji :)

czwartek, 5 czerwca 2014

Dziewczyna? - Ruki x Deidara

Pam pam pam! Mój długo produkowany shot w końcu skończony! :D wybaczcie, że tak długo. Ale końcu jest :)

Dedykacja dla Doroty. To ten shot dla ciebie. Wiem kto inny miał być na górze, ale pomysł był na coś takiego więc nie marudzić!

Miłego czytania

Paring: Ruki x Deidara
Ostrzeżenia: scena erotyczna

♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

- Mamusiu muszę tam iść?- malutki chłopczyk mocno trzymał swoją rodzicielkę za rękę i próbował dotrzymać jej kroku- ja się boję...
- Nie masz czego i owszem musisz. Powinieneś poznawać nowych ludzi, a moja przyjaciółka ma dwójkę dzieci i jedno jest w twoim wieku. Nie pamiętam czy to chłopiec czy dziewczynka, ale jestem pewna że się dogadacie.
- A co jeśli nie?
- Oj nie marudź mały pesymisto. Będzie dobrze- kiedy kobieta kończyła mówić skręcili pod mały domek- Widzisz, już jesteśmy- nacisnęła dzwonek. Chłopiec schował się za mamą i z napięciem wpatrywał się w drzwi, które po chwili zostały otwarte, a za nimi stała uśmiechnięta blond włosa dziewczynka.
- Ooo, mamcia, ta pani co o niej mówiłaś przyszła! -krzyknęła w głąb domu. Zaraz po tym zza rogu wyjrzała jakaś kobieta.
- Ach to ty, dobrze cię widzieć- uśmiechnęła się- zapraszam do środka. A ten młody kawaler to... - spojrzała na chowającego się chłopca.
- T-Takanori- maluch wychylił się delikatne ze swojego schronienia.
- Jaki uroczy i masz śliczne imię- kobieta wydawała się być cała w skowronkach- Ayumi widziałaś Deidare?
- Tu jestem- z pokoju obok wyłoniła się drobna postać również z blond włosami.
- Bardzo dobrze, zabierz Takanoriego do swojego pokoju i się razem pobawcie, hm? A ty Ayumi chodź z nami- kobiety szybko ulotniły się do innego pomieszczenia. Takanori zwrócił uwagę na osóbkę stojącą obok niego. Wyglądało na to że to dziewczynka z długimi włosami i błękitnymi oczami. Nie przypominała z wyglądu japonki. Jednak Taka uznał, że jest bardzo ładna. Zaczerwienił się na tę myśl.
- To chodźmy do mnie- dziewczynka delikatnie pociągnęła chłopca za rękę. Wbiegli na piętro i blondynka popchnęła drzwi na lewo od schodów. Oczom Takanoriego ukazał się cały jasno niebieski pokój z jasnymi meblami. Był dosyć mały, ale bardzo przytulny.
- To co chcesz robić? - dziewczynka skierowała wzrok w stronę Taki.
- A co można robić z dziewczynką? - chłopiec przekrzywił śmiesznie główkę wpatrując się w swoją towarzyszke.
- D-dziewczynką?
- No~ tak, a co?
- ...
- Coś źle powiedziałem? - Takanori się przestraszył.
- B-bo j-ja jestem ch-chłopcem- Deidara zrobił się cały czerwony.
- Naprawdę?! - Taka cały się speszył- N-nie miałem pojęcia. Wyglądasz jak dziewczyna.
- Nie wypominaj mi tego- chłopiec wbił spojrzenie w swoje rączki.
- Czemu?
- Bo tego nie lubię. Inni się śmieją że tak wyglądam...
- A nie powinni, moim zdaniem to ci bardzo pasuje i jesteś bardzo ładny- Takanori zrobił się czerwony jak burak gdy uświadomił sobie co powiedział- Znaczy ym... uznajmy że tego nie było- podbiegł do chłopca siedzącego na łóżku i wyciągnął w jego stronę łapkę- Cześć ja jestem Takanori, mama mówi na mnie Taka, a na podwórku wołają na mnie Ruki!
Blondynek momentalnie się rozpromienił.
- Ja jestem Deidara, siostra woła na mnie DeiDei, a mama... mówi że jestem malutki... - chłopiec lekko się zarumienił.
- Do mnie w sumie też dużo ludziów tak mówi. To zostaniemy małymi przyjaciółmi? - Ruki wyszczerzył się do nowego kolegi.
- Pewnie!

*kilka dni później*

- Deidara co ty tam masz? - Ruki próbował zobaczyć co blondynek trzyma za plecami.
- Pokaże ci jak wyjdziemy na dwór- chłopiec uśmiechnął się i pociągnął przyjaciela za rękę. Wyszli na pobliski plac zabaw.
- No pokaż mi
Deidara wyszczerzył ząbki i wyciągnął zza pleców małe ruloniki.
- Co to jest? - Ruki wziął jednen do ręki i zaczął uważnie oglądać.
- Nie wiem, ale widziałem że kiedy moj kuzyn to zapalał, to po chwili one robiły takie BUM! - blondynek wydawał się bardzo podekscytowany.
- B-bum? Ogień? - zapytał niepewnie Rukiś- I po co nam to?
- Jak to po co? Wiesz jak ja lubie wybuchy?! Są super i są take ulotne! - Deidara wyrzucił ręce do góry.
- Co to znaczy ulotne?
- Mama mówiła że takie coś co szybko znika. A ja lubie takie rzeczy. Są o wiele fajniejsze niż jakieś obrazki na ścianach. Chodź zapalimy, proszę~ - blondynek zrobił maślane oczka.
- Jak jest bezpieczne, to dobrze- Ruki wbił spojrzenie w piasek- Ale to ... jest bezpieczne prawda?
- Mój kuzyn tego używał więc ... tak.
Usiedli razem w piaskownicy. Deidara wyjął zapałki i położył jeden rulonik na ziemi.
- Podobno ogień jest niebiezpieczny- Ruki lekko się zatrząsł kiedy Dei próbował zapalić zapałkę.
- I właśnie dlatego jest ładny- w końcu udało mu się zapalić jeden patyczek- Jak się rulonik zapali to odbiegamy trochę, oki?
- Aha- Taka uważnie przyglądał się temu co robi jego przyjaciel. Kiedy blondynek zapalił jeden z ruloników, wyskoczyli szybko z piaskownicy. Niestety Deidarze wszystko w pośpiechu wypadło z kieszeni. Chłopcy schowali się za ławeczką i po chwili dało się słyszeć głośny huk. Ruki pisnął cicho, a Dei z ciekawością patrzył jak coś w piaskownicy się jeszcze zapala. Dostrzegł tam pudełko zapałek. Przestraszył się i sięgnął do kieszeni.
- Taka uciekamy- krzyknął i pociągnął przyjaciela za rękę. Nagle dało się słyszeć kilka bardzo głośnych strzałów. Ruki tak się przestraszył tego, że potknął się i upadł na ziemię, a za nim Deidara. W tym samym czasie usłyszeli czyjś przerażony pisk.
***

- Deidara ja prawie na zawał zeszłam- blondwłosa kobieta szybko chodziła po pokoju patrząc na dwójkę maluchów siedzących na kanapie. Ruki zwinął się w kłębek a Deidara cicho pociągał noskiem- Skąd wy te petardy wytrzasnęliście? Wiecie jakie to niebezpieczne? Można się tym zabić!
- Ale ja nie wiedziałem- blondynek zachlipał- kuzyn tym się bawił to myślałem, że to nic złego nie robi.. buuu....
- On też nie powienien tego ruszać. A ty mój drogi panie nawet jeśli nie miałeś pojęcia że to niebezpieczne, to przypomnij sobie co mówiłam ci na temat ognia. Nie powinieneś dotykać zapałek. Z tego powodu kara cię nie ominie. A Takanori...
- On jest niewinny- Deidara objął swoimi rączkami chłopca- Nic złego nie zrobił- Ruki spojrzał na mamę przyjaciela słodkimi oczkami.
Kobieta westchnęła ciężko. Miała złe przeczucie że pomimo tego iż teraz Taka jest grzeczniejszy od jej syna to niedługo się to zmieni. Chociaż pewnie i tak oboje będą mieli mnóstwo głupich pomysłów.

*3 lata później*

- Ruuuki! - Deidara krzyknął na cały głos, stojąc pod domem przyjaciela. Po chwili z okna na piętrze budynku, wychyliła się mała główka.
- Zaraz! - odkrzyknął chłopiec.
Blondynek usiadł na krawężniku i położył plecak obok siebie. A czas powoli mijał.
- Ruki, chodź już. Zaraz się spóźnimy!- DeiDei po dziesięciu minutach już miał dosyć.
- Zaraz! - po raz kolejny Taka odkrzyknął z okna swojego pokoju. Teraz Deidara postanowił sięgnąć po najcięższą artylerię.
- Bo pójdę bez ciebie do szkoły- wydarł się. Z domku dało się usłyszeć krzyk i dodatkowe do tego ciche "Bam". Zaraz po tym zza drzwi wejściowych wybiegł Ruki.
- To było nie fair- jęknał, dobiegając do furtki.
- Ale inaczej znowu byśmy biegli na lekcje, a mi się nie chcę- powiedział blondynek- Taka co ty masz z rzęsami? - zapytał po chwili przyglądając się uważnie przyjacielowi.
- A to? Fajnie że zauważyłeś. Moja mama używa takiego tuszu i ma wtedy takie ładne oczka. Więc postanowiłem zobaczyć jak ja bym wyglądał po użyciu tego. I co, ładnie? - Ruki zatrzepotał rzęsami.
- Ładnie- Deidara uśmiechnął się do niego. Rozmawiając i śmiejąc się oboje ruszyli do szkoły.
***

- Miała być tylko minuta Taka- jęknął Dei, ciągnąc przyjaciela za rękę, przez korytarz.
- Ale tam były takie ładne koszulki i fajne zabawki... poza tym nic się nie stanie jak się trochę spóźnimy- Ruki nadął policzki.
- Ale wczoraj też byliśmy spóźnieni. Sensei będzie zła i będzie rozmawiała z mamą- Deidara przyspieszył kroku. Po kilku minutach zapukali cicho do swojej klasy i weszli.
- No proszę, a wy znowu spóźnieni- Starsza kobieta za biurkiem spojrzała na nich surowo. - będę chyba musiała porozmawiać z waszymi rodzicami i... Matsumoto co ty masz na rzęsach, co?
- A taki kosmetyk mojej mamy- Ruki uśmiechnął się do wychowawczyni- Ładnie mi?
- Matsumoto nie wolno się malować do szkoły! Tym bardziej że jesteś chłopcem i masz dopiero 9 lat. Już bardziej bym zrozumiała to gdyby Deidara się pomalowała.
"P-pomalowała?" - blondynek zrobił się cały czerwony na twarzy.
- Proszę Pani Deidara jest moim przyjacielem i to chłopak! - Taka oburzony odezwał się do kobiety.
- Tak? Jestem waszą wychowawczynią, chyba wiem lepiej? - nauczycielka kpiaco powiedziała do chłopca.
- To mój przyjaciel i chyba jednak ja wiem lepiej.
- Matsumoto nie pyskuj mi! Zaraz dostaniezz uwagę za swoje oburzające zachowanie! A ty moja droga siadaj już- zwróciła się do Deidary. Taka spojrzał na nią z wściekłością
***

- Em... Ruki, nie myślisz że troszkę przegiąłeś? - Dei odezwał się do przyjaciela, siedząc z nim pod gabinetem dyrektora.
- Nie- chłopiec zdziwiony skierował spojrzenie na blondynka- Niby czemu?
- No, bo wiesz... ja też jej nie lubię ale chlapanie na nią swoim sokiem z porzeczki to lekka przesada.
- Zasłużyła sobie! - Takanori burknął pod nosem.
- Ale potem wziąłeś kanapke i wysmarowałeś jej spódnice majonezem!
- Hehe, ale jej mina była śmieszna- Ruki zaczął się śmiać. Nagle z gabinetu wyszła jego mama i momentalnie ucichł. Patrzył na rodzicielke ze strachem w oczach.
- I co ja mam z tobą zrobić? - zapytała. Chłopcy zerknęli na siebie z obawą. Kobieta po chwili wybuchnęła śmiechem. Taka spojrzał na nią zdziwiony.
- Och, Takanori tylko ty mogłeś coś takiego wymyślić, co? - pokręciła ze zrezygnowaniem głową i pstryknęła synka w czoło- następnym razem myśl mały kawalerze. I nie ruszaj mojej kosmetyczki. Kupisz sobie kiedyś swoją.

*jeszcze 3 lata później*

- Hej mała, chodź no tutaj z nami - Jakaś grupka chłopaków zaczepiła Deidare po szkole.
- N-nie jestem mała- Chłopiec burknął pod nosem
- Oj jesteś, dlatego ktoś się musi tobą zająć- jeden z grupki chwycił blondynka za nadgarstek.
- Zostaw!
- Nie bądź taka cnotliwa...
- Jestem chłopcem- Dei spuścił wzrok na ziemię. Starsi chłopcy stali chwilę w ciszy i zaraz wybuchnęli śmiechem.
- Stary słyszałeś to? Jaki chłopiec, coś ci się mała w główce poprzestawiało- wszyscy jeszcze głośniej się zaśmiali.
- Przestańcie- nagle przed Deidarą pojawiła się niższa postać. Ruki rozłożył ręce na boki w geście obrony przyjaciela.
- Pfff nie wtrącaj się maluszku- prychnął jeden z grupy.
"M-maluszku?!" - Tace niebezpiecznie drgnęła jedna brew.
- Zaraz pożałujecie! - krzyknął
- Patrzcie taki mały, a tak skacze, haha!
- Nawet nie wiesz jak wysoko- Takanori pobiegł do przodu w stronę jednego ze starszych chłopaków, podskoczył i uderzył go głową w szczękę. Jego przeciwnik złapał się za obolałe miejsce, klnąc pod nosem. Ruki wykorzystał jego nieuwagę i kopnął z całej siły w krocze. Chciał jeszcze zadać parę ciosów, jednak grupa zabrała szybko poszkodowanego i uciekła.
- Tchórze! Imbecyle głupie, wracać! - wrzasnął za nimi chłopiec.
- Ruki nie wywołuj kłopotów- Deidara chwycił przyjaciela za rękaw by go uspokoić. Tamten obrócił się szybko w jego stronę.
- Nic ci nie jest prawda? - zapytał. Blondynek pokiwał głową.
- Wszystko ok, nic mi nie zrobili. Ale znowu wzięli mnie za dziewczynę...
- Niewyżyte małpy! Pedofile młodszych próbują wykorzystać! - mniejszy z chłopców krzyknął oburzony.
- Taka oni nie są wiele starsi od nas...
- Pedofile i kropka! - Ruki tupnął nogą kończąc temat.
- Więc pedofile, niech będzie, że to pedofile- Dei uśmiechnął się krzywo.
- Zepsuli mi nastrój, tobie też. Więc idziemy na lody żeby poprawić sobie humor- chłopiec zadowolony ze swojego pomysłu złapał blondynka za rękę. Ten uśmiechnął się. W końcu uwielbiał słodycze. Od razu puścił niemiły incydent w niepamięć.
Oboje pobiegli do najbliższej budki z lodami.
- Poproszę śmietankowego- pierwszy był Taka.
- A ja truskawkowego- zaraz po nim przybiegł blondynek. Takanori zmarszczył śmiesznie nosek. Jego przyjaciel wiedział, że Ruki nieznosi truskawek. Dlatego zawsze jeśli to było możliwe, brał wszystko o smaku tych owoców. Wtedy też mógł podkradać słodycze niższemu chłopcu, bez obawy, że ten się mu odwdzięczy. No i poza tym Deidara w przeciwieństwie do Taki, uwielbiał truskawki.
Po otrzymaniu lodów ruszyli powoli w stronę najbliższej ławeczki.
- Za miesiąc koniec roku szkolnego- Ruki uśmiechnął się szeroko- po wakacjach idziemy do gimnazjum. Wiesz już gdzie idziesz?
- Nie za bardzo.
- To chodź tam gdzie ja! - Takanori aż podskoczył zadowolony ze swojego pomysłu- a najlepiej jakbyśmy byli w jednej klasie. Ze swoimi stopniami na pewno się dostaniesz.
- Nie wiem.
- Nic nie wiesz- burknął Taka siadając na ławce.
- Najpierw ty też musisz się tam dostać- Deidara przysiadł się do przyjaciela.
- O to się nie martw, doskonale wszystko umiem. I zobaczysz jak będą wyniki testów to będę pierwszy!
***

- Myślę, że się dostaniesz- Deidara stał przy tablicy z wynikami
- Serio? A nie mówiłem? -Ruki podbiegł do niego. Spojrzał tam gdzie blondynek.
- C-c-co? - krzyknął- jak to drugi?!!!
- Taka nie zwracaj na nas uwagi całego korytarza- jęknął DeiDei.
- Ale czemu ja jestem drugi?! Miałem być najlepszy! A pierwszy jest.... jes... jesteś ty?! - chłopiec z niedowierzaniem przyglądał się kartce papieru.
- Buuu jestem od ciebie gorszy, buuu.
- Taka nie płacz- Deidara spojrzał smutno na niższego chłopca.
- H-hej DeiDei, ale ty nie bądź smutny- Ruki zaczął machać spanikowany rękami- przecież jesteś najlepszy!
- Ale ty jesteś smutny- blondynek złożył usta w podkówkę.
- O nie, nie możesz się przeze mnie smucić- Takanori przytulił szybko przyjaciela- masz się cieszyć. Ja też wtedy będę.
- Dobrze...
- No uśmechnij się- Taka zaczął tarmosić Deidare za policzki.
- Ajć, przestań- chłopiec uśmiechnął się.
- Widzisz? Z Uśmiechem wyglądasz o wiele ładniej.
Blondynek się zarumienił.
- Naprawdę?
- Tak- Taka pokiwał entuzjastycznie głową- I dobrze, że to ty jesteś na pierwszym miejscu a nie ktoś inny.
- Czyli nie jesteś zły? - zapytał Deidara ocierając rękawemi oczka.
- Nie byłem i nie jestem- Ruki poczochrał przyjaciela po głowie- zły to będę jak nie będziemy w jednej klasie!

*współcześnie*

Blondwłosy chłopak uśmiechnął się lekko, wpatrując w widok za oknem. Doskonale pamiętał minę Taki, gdy okazało się, że jednak nie będą razem w klasie. Był conajmniej zły. Swoją drogą Deidara myśląc o tym przypomniał sobie, że nadal nie zapłacili za zniszczony wtedy przez Rukiego śmietnik.
- Deidara kochanie, zmoczysz gąbkę? - Nauczycielka przywołała chłopaka spowrotem do rzeczywistości. Blondyn zwrócił głowę w stronę tablicy.
- Tak, proszę pani- powiedział słodkim głosem. Był wyjątkowo lubiany przez nauczycielki. Może dlatego, że wszystkie mają go za dziewczynę? Podobnie jak połowa klasy...
"Nie masz im pozwalać skakać sobie po głowie!" - Tak powiedział Taka przed rozpoczęciem pierwszej klasy. Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Po tygodniu upominania każdego słowami: Nie jestem dziewczyną, miał dosyć i po prostu odpuścił. Dobijało go najbardziej to, gdy ktoś mu nie wierzył, bądź też trzeba mu było zwrócić uwagę conajmniej trzy razy... w ciągu jednej rozmowy. Blondyn uznał, że tak miało najwyraźniej być. W sumie życie dziewczyny nie jest takie złe. Inni ustępują miejsca, nikt go nie chce pobić. Nikt go nie wyzywa i nie wytyka palcami. Można powiedzieć, że prawie trzy lata gimnazjum minęły Deidarze spokojnie. Może w liceum to się zmieni?
Chłopak wstał i poszedł wykonać polecenie nauczycielki.
- Jesteś taka kochana- kobieta uśmiechnęła się do blondyna, który odwzajemnił gest.
***

- Co się dzieje? - Dei podszedł na przerwie obiadowej do swojego przyjaciela.
- Ano niedługo ten głupi bal dla trzecich klas- Ruki westchnął, dłubiąc pałeczkami w ryżu.
- I?
- Z kim ja iść mogę? - chłopak skierował spojrzenie na blondyna.
- To jest twój straszny problem? Ja tam nie wiem, nie jestem z tobą w klasie.
- Nie pomagasz! - Takanori puknął Deidare w czoło- Eh, chciałbym w sumie pójść, ale właśnie nie mam z kim. A sam nie pójdę, mowy nie ma! Tylko... wszystkie ładne dziewczyny są zajęte.
- Nic ci nie poradzę na twój problem- blondyn wzruszył ramionami.
- A ty idziesz?
- Nie, przecież wszyscy mają mnie za dziewczynę. Chyba, że bym zaprosił jakieś chłopaka... - Nagle nad głową Deidary pojawiła się mała, świecąca żaróweczka.
- Jak to mają cię za dziewczynę?! - Taka zmarszczył brwi- I przez całe gimnazjum o tym nie wiedziałem?! Jak ja im...
- Ruki wiem jak rozwiązać twój problem- Dei przerwał mu i uśmiechnął się. Jego towarzysz momentalnie zamilkł.
- Serio? - zamrugał oczami.
- Moglibyśmy iść razem na bal.
- Co?! - Taka aż otworzył usta- Że niby z tobą?!
- Nie krzycz, bo cała szkoła tego wiedzieć nie musi.
- Przecież oboje jesteśmy chłopakami... - niższy chłopak kontynuował ciszej.
- A co ja wcześniej powiedziałem? - Deidara oparł ręce o biodra.
- Em... że musiałbyś zaprosić chłopaka?
- Wcześniej głupku.
- Wszyscy mają cię za dziewczynę?
- Dokładnie- Dei aż klasnął. Takanori siedział chwilę zastanawiając się.
- To nie musi być takie głupie.
- Oczywiście, że nie jest- blondyn poczochrał Rukiego po głowie.
- Ale... kurcze, ty jesteś przecież ode mnie wyższy.
- Jak założysz lekkie koturny i natapirujesz włosy, to nie będzie widać tych 6 centymetrów różnicy.
- Twoje argumenty mnie przekonały- Taka wyszczerzył ząbki.
***

Deidara biegł najszybciej jak mógł do domu. Musiał zdążyć spotkać się z siostrą zanim ta gdzieś wyjdzie. Prawie się wywrócił przez drzwi, jednak udało mu się utrzymać równowagę. Zrzucił gdzieś po drodze buty i rozpoczął wędrówkę po schodach.
- Ayumi! - krzyknął wbiegając bez pukania do pokoju siostry- Musisz mi pomóc.
- Ja nic nie muszę, tym bardziej gdy nie szanujesz mojej prywatności- odparła dziewczyna nie zwracając na niego zbytniej uwagi- Co by było gdybym się przebierała?
- O jeny- westchnął chłopak- no proszę~ musisz mi pomóc wyszykować się na bal trzecioklasisty.
- Hę? - blondynka odłożyła jakąś gazetke obok siebie- Przecież masz swój ładny garniturek, nie rozumiem w czym mam pomagać...
- Ale ja go nie założe!
- Jak nie?! To bardzo ładny garnitur...
- Agh, jak ja mam ci to powiedzieć żebyś nie wzięła mnie za wariata?
- Już cię za niego mam, gadaj prosto z mostu.
- Pomożesz mi wybrać sukienkę?
- ...
- ...
- Gh, pfffh- dziewczyna wykrzywiła usta w grymasie i po chwili wybuchnęła śmiechem.
- Po co pytałem... - Deidara jęknął załamany.
- Haha, o boże nigdy nie myślałam, że doczekam takiego dnia. Ty chcesz założyć sukienkę? A jak sama chciałam cię ubrać to uciekałeś aż się kurzyło haha... A teraz tak serio. Dlaczego ty do jasnej cholery chcesz sukienkę?!!
- Jak się zgadzasz to chodźmy do centrum, a po drodze ci opowiem.
***

- Ok, czaje już po co to wszystko- Ayumi szła szybko po chodniku, a Deidara prawie za nią biegł. Czemu jest niższy od swojej siostry? I drobniejszy... od dziewczyny, kurczę!
- Pomożesz? - zapytał z nadzieją.
- A jak myślisz, po co teraz zapiepszamy do centrum handlowego, co? - blondynka uniosła jedną brew. Chłopak odetchnął z ulgą. Nie miał pojęcia co by zrobił gdyby się nie zgodziła.
- Ach, wybiorę ci cudowną sukienkę. Zostaniesz najpiękniejszą dziewczyną tego wieczora- Ayumi zaczęła radośnie świergotać, kiedy wchodzili do jednego ze sklepów.
- Poszukajmy czegoś błękitnego. Będziesz tak słodko wyglądać!
- Musi być słodko? Ja chce tylko...
- Musi! - dziewczyna przerwała bratu- będziesz śliczny! Zobaczysz jak ci to będzie pasować. Podbijesz tego wieczoru serce nie jednego chłoptasia. Ale przede wszystkim Takanoriego.
- Zaraz, zaraz- Deidara zrobił się cały czerwony- to mój przyjaciel, oboje jesteśmy chłopakami i niby skąd ci przyszło do głowy, że mam się mu podobać?
- A wiesz podrzuciła mi to głowy część mózgu odpowiedzialna za moje yaoistyczne zapędy. Masz przymierz- Ayumi wcisnęła blondynkowi trzy sukienki do rąk. Ten nadal czerwony jak buraczek podreptał do przymierzalni. Po chwili wyszedł stając przed swoją siostrą.
- Hmm, nie to ci nie pasuje, przymierz drugą- dziewczyna pokręciła głową na boki. Deidara zrezygnowany wrócił za parawan, by zaraz wyjść w drugiej kreacji.
- Ta już lepiej, ale to nie to. Te obcisłe kiece ci nie pasują. Dawaj tą trzecią.
Chłopak znowu zniknął w przebieralni. Po trochę dłuższym czasie wyszedł w ostatniej sukience.
- Ślicznie ci w niej! - dziewczyna zadowolona klasnęła w ręce- Ale znajdziemy ci ładniejszą, bo przed nami jeszcze siedem sklepów.
Deidara spojrzał przerażony na siostrę.
- Oj nie patrz tak na mnie, dla bycia ładnym trzeba cierpieć. Poza tym już wiem według jakiego kryterium szukać. Przebieraj się i idziemy!
Blondyn ubrał swoje ciuchy i ruszyli dalej. Chodzili po galerii trzy godziny, szukając odpowiedniej sukienki ( "Gorset też musisz mieć. Ładna talia to podstawa!" ). Gdy w końcu znalezli najładniejszą, przez godzinę biegali w poszukiwaniu odpowiednich baletek ( "Gdybyś nie miał mniejszej nogi ode mnie to pożyczyłabym ci swoje" ). Na koniec siedzieli dwie godziny w sklepie jubilerskim, dobierając odpowiednią biżuterię ( "Jak to nie macie klipsów? Nie, ona nie ma przebitych uszu!" ).
Do domu wrócili około 22. Przemknęli niezauważeni przez rodziców, na piętro. Deidara od razu wpadł do wojego pokoju i rzucił się na łóżko.
- Jestem padnięty- jęknął w poduszkę.
- W ogóle kondycji nie masz do zakupów- Ayumi westchnęła, patrząc na brata.
- To chyba oczywiste. Nie wiem jak wy tak możecie chodzić całymi dniami...
- Też nie wiem. Ja w każdym razie będę miała jutro odciski- dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła z pokoju blondyna.
"To zakupy mam za sobą" - pomyślał chłopak i zasnął.

*tydzień później*

Nadszedł dzień balu. Deidara wszystkie lekcje siedział jak na szpilkach. Kiedy rozległ się ostatni dzwonek, wybiegł ze szkoły.
- DeiDei, gdzie ty się tak śpieszysz? - przy bramie dopadł go Ruki.
- No przyszykować się muszę nie?
- Ale przecież masz jeszcze dużo czasu- Taka jęknął błagalnie- a ja chciałem z kimś po mieście pochodzić...
- Jak zaraz nie przyjdę do domu to mnie siostra wykastruje.
- He? Mam wrażenie, że jej zależy bardziej na tym jak bedziesz wyglądał niż ty sam.
- Tak to bywa- Deidara uśmiechnął się do Rukiego i pobiegł do domu.
***

- CO TAK DŁUGO?! - Ayumi dopadła brata już pod drzwiami wejściowymi.
- Ruki mnie zagadnął na wyjściu ze szkoły- blondyn wszedł niepewnie do przedpokoju.
- Mamy masę roboty, a ty co? Gadasz sobie? Pięć minut spóźnienia w takiej sytuacji jest niewybaczalne. A ty spóźniłeś się siedem!
Deidara jęknął cicho. Te przygotowania będą straszne.
- Do mojego pokoju, ale już! Natychmiast! - blondynka trzasnęła brata szmatą w tyłek. Ten pisnął i poleciał do pokoju. Dziewczyna ruszyła szybko za nim.
- Siadać- Ayumi posadziła chłopaka na krześle, znajdującym się na środku pokoju. Poszła w stronę swojej szafy i wyjęła odpowiednie ubrania i dodatki.
- Udało mi się to ukryć cały tydzien przed rodzicami. Nie martw się, wracają z pracy, kiedy bedziesz na balu, a potem od razu jadą w gości i nie będzie ich do rana. Możesz więc spokojnie wrócić w tej sukience do domu.
- Dobrze wiedzieć- Dei rozglądał się po pomieszczeniu, machając nogami. Tak rzadko bywał w pokoju siostry, że nawet nie pamięta jak wygląda.
- A teraz do roboty, mamy mało czasu- dziewczyna zaczęła przeszukiwać kosmetyczke- przebieraj się. Deidara spojrzał na nią krzywo.
- O co ci znowu chodzi?
- Możesz się odwrócić? - zaczerwienił się i wbił wzrok w swoje stopy.
- Nie, bo tego nie zawiążesz sam. Jeszcze zaplączesz i co będzie? Wkładaj już.
- Dobrze- blondyn zdjął powoli koszulkę i założył pierwszą warstwę materiału. Ayumi podeszła do niego i wzięła się do roboty.
- Ała- wrzasnął Dei.
- Już cię boli? Przytyłeś przez ten tydzień, czy co, że tak reagujesz?
- To boli i ostatnio też tak bolało.
- Marudzisz.
- Agh... Aj, aj, ajaja! Ugh...
- Przestań wydawać takie dźwięki, przecież to nic strasznego! - krzyknęła blondynka.
- T-to jest straszne- chłopak oparł się o ścianę.
- Może faktycznie przytyłeś przez ten tydzień? Bo przecież ten gorset zwięzić się nie mógł, do cholery jasnej!

*wieczorem*

- Ding dong- Ruki nacisnął dzwonek do drzwi. Czekając aż ktoś mu otworzy, zaczął drobić w miejscu. Czas strasznie mu się dłużył. Po chwili dało się słyszeć kroki za drzwiami i otwierany zamek.
- No naresz... - Taka zaczął z pretensją ( przecież musiał "tak długo"czekać ) jednak urwał i aż otworzył usta, kiedy zobaczył swojego przyjaciela... W niesamowicie seksownej jego zdaniem sukience. Była niebieska i zwiewna. Dosyć prosta, ale śliczna. Do tego perfekcyjnie wykonany makijaż. Takanori zaczerwienił się, zresztą Deidara też. Za plecami blondyna pojawiła się jego siostra. Widząc zachowanie tej dwójki, wywróciła oczami i popchnęła brata za drzwi.
- Zabierz swoją panienkę na bal, macie się dobrze bawić i tak dalej, i tak dalej- uśmiechnęła się szeroko- A, i nie wracajcie za szybko, najlepiej w ogóle, a najbardziej bym była szczęśliwa gdybyście w końcu się przerżnęli! - dodała po chwili.
Deidara zrobił się tak czerwony, jak tylko się da.
- C-co ty...?! - krzyknął zmieszany w stronę blondynki.
- A nic, papa, do zobaczenia jutro- zamknęła im drzwi przed nosem. "Kiedy oni to zrozumieją?" - pomyślała i pokręciła zrezygnowana głową.
A w tym samym czasie chłopcy powoli ruszyli w odpowiednią stronę. Ruki cały czas patrzył na Deidarę. W tej chwili wyglądał o wiele lepiej od nie jednej modelki. Zafascynowany przejechał palcem po boku blondyna. Ten lekko się spiął.
- C-co robisz? - zapytał cicho. Taka spojrzał na jego zaczerwienioną twarz. Wyglądał teraz niesamowicie pociągająco według Takanoriego.
- Nic, zastanawiam się jakim cudem masz taką talie- niższy chłopak ponowił gest.
- Przez dwie godziny męczyłem się z siostrą gorsetem- westchnął Dei.
Ruki uśmiechnął się. Chociaż na początku miał bardzo dużo wątpliwości co do tego balu, to jednak to wszystko zaczynało mu się coraz bardziej podobać. Może to była wina jego przyjaciela zasuwającego w kiecce? W której był ponadprzeciętnie seksowny.
"O czy ja myśle?" - Takanori zbeształ się w głowie- "Jak można mieć takie myśli o swoim przyjacielu..."Normalnie, skoro cię tak jara to nic dziwnego. Przeleć go! No dawaj, wiem, że chcesz!" - na prawym ramieniu Rukiego pojawił się mały diabełek.
"Nie rób tego. Zastanów się dokładnie, bo potem możesz żałować" -na lewym ramieniu pojawił się mały aniołek.
"Ty, w białej kiece się lepiej zamknij, bo jak ci pier..."
"Nie używaj tak okropnych słów. A ty nie słuchaj go..."
"Nie, to tego dekla nie słuchaj!"
Takanori westchnął pod nosem i potrząsnął głową na boki. Momentalnie dwie postacie zniknęły.
"Chyba powinienem wybrać się do psychologa" - pomyślał.
Reszta drogi była dosyć cicha. Szybko wraz z Deidarą doszli na miejsce. Szkoła była ładnie ozdobiona, było dużo lampek i błyskotek. Idąc na sale gimnastyczną, blondyn czuł na sobie pełno spojrzeń. To było dla niego niekomfortowe. Zawsze stał z boku nie zwracał na siebie uwagi ... a tu taka odmiana. Przytulił się do boku swojego partnera.
- Nie stresuj się tak- Takanori złapał przyjaciela za rękę. Dei czuł palące rumieńce na policzkach. Miał przeczucie, że tego wieczoru go nie opuszczą. Swoją drogą, myślał, że Taka będzie bardziej skrępowany w czasie balu. A tu niespodzianka. Niższy chłopak zachowywał się jakby był w swoim żywiole.
"A myślałem, że najlepiej to on się czuje w galerii handlowej."
Dotarli w końcu na sale gimnastyczną. Tam było jeszcze więcej światełek niż przed szkołą. Deidara zmrużył lekko oczy. Było aż za jasno.
"W co ja się wpakowałem. Trzeba było w domu zostać!"
We dwoje stanęli trochę z boku. W każdym razie na tyle, ile się dało. Na sali było strasznie dużo uczniów. Po jakimś czasie dało się słyszeć pukanie w mikrofon i wesoły głos.
- Witajcie moi kochani! Wszystkie pary, gołąbki i tak dalej. Tu wasza najdroższa, przewodnicząca samorządu uczniowskiego. Zaczynamy bal, koteczki! I żeby było jasne, wszyscy macie pięknie tańczyć, bo dzisiaj wybieramy króla oraz królową balu! - dziewczyna jak katarynka nadawała do mikrofonu- Wszyscy mają się dobrze bawić. To rozkaz! - rozległ się śmiech i po chwili mikrofon został wyłączony. Zaraz po tym włączona została muzyka. Pierwszy kawałek był wolny.
Ruki pociągnął Deidare na parkiet. Objął go delikatnie w tali i oboje zaczeli tańczyć.
- Chciałbyś wygrać? - Taka zapytał blondyna na ucho.
- C-co? - chłopak lekko podskoczył.
- Który raz dzisiaj słyszę od ciebie to pytanie- Takanori zaśmiał się cicho- czy chciałbyś zostać królową balu?
- A po co? - Dei nadał policzki i schował twarz w zagłębieniu szyji przyjaciela. Czuł na sobie za dużo par oczu, wgapiających się w niego. Takanori poczuł lekkie łaskotki, na co mruknął zadowolony. Pogłaskał partnera do tańca po głowie.
- Po prostu. Spróbować zawsze można.
- Można... - blondynek zgodził się cicho. Przez dłuższy czas już nie odzywali się do siebie. Jednak po trzech tańcach, Deidara oświadczył, że musi odpocząć.
- Szybko wymiękłeś- Ruki oparł się o stół przy, którym Dei stał i popijał soczek.
- Nie mam kondycji i dobrze o tym wiesz- chłopak odstawił kubek na stół.
- Ale to były tylko trzy tańce, na dodatek wolne.
- Pff- blondyn prychnął.
- Nie marudź i chodź- Ruki wyszczerzył się i pociągnął Deia spowrotem na parkiet.
- Jak będę wyglądać jak spocony pawian to dostaniesz po pysku!
- Okej, okej- Taka wysuszył ząbki.
Tańczyli cały wieczór. Deidarze nawet się to spodobało. Oboje świetnie się bawili i to było najważniejsze. A na koniec zostały ogłoszone wyniki. I (nie)spodziewanie królem i królową balu zostali:
- Deidara i Takanori!- przewodnicząca krzyknęła radośnie do mikrofonu- zapraszamy naszą wspaniałą parę na scenę!
Taka dumnie wszedł na podest, zaraz za nim blondyn. Oboje dostali korony ( Koron-chan?! ). Ruki szczerzył się jak głupi do aparatu, a Dei zerknął krzywo na swoją nagrodę.
"Dam siostrze" - uśmiechnął się do siebie. Podszedł do przyjaciela i przytulił się do niego. Taka poczuł rumieńce na policzkach i starał się je ukryć, aby nie było ich widać na zdjęciach, które wszyscy dookoła pstrykali.
"Ciekawe jak by moja mama zareagowała, jakby zobaczyła te fotki..." - zastanawiał się. Skierował swoje spojrzenie na uśmiechniętego i zarumienionego blondynka. Doszedł do wniosku, że jego rodzicielka uznałaby go za piękną dziewczynkę. Parsknął śmiechem na tą myśl. Deidara zganił go spojrzeniem.
Po całym tym zamieszaniu zaczęli kierować się w stronę wyjścia. Wszystkie dziewczyny patrzyły na Deia z zazdrością. Nie podobało im się najwyraźniej, że to on wygrał.
"Jeśli każda baba taka jest to jednak się cieszę, że jestem facetem".
Dziewczyna idącą przed nim co chwilę się odwracała, a gdyby spojrzenie mogło zabijać, blondynek z pewnością byłby trupem. Tuż przy wyjściu ze szkoły miał jej dosyć, więc wpadł na genialny pomysł aby... stanąć na jej sukience, która ciągnęła się po ziemi. Zrobił to tak "niechcący". A efekt był świetny, bo dziewczyna nie dość, że zaliczyła piękny upadek to jeszcze jej piękna sukienka rozerwała się aż do pasa! Ruki widząc co zrobił jego przyjaciel ledwo powstrzymał wybuch śmiechu. Ale inni się nie hamowali. Dookoła dało się słyszeć salwę śmiechu. Tym bardziej, że dziewczyna miała na sobie bijące po oczach, różowe stringi!
- Ups- Deidara uśmiechnął się pod nosem i popchnął delikatnie Rukiego w stronę wyjścia- szybko, bo się połapie, że to moja wina.
Taka zaśmiał się głośno i ciągnąc Deia za rękę przeciskał się przez tłum. W końcu udało im się dotrzeć na dwór. Oboje głęboko odetchnęli. W środku był straszny zaduch.
- To teraz muszę cię ładnie odprowadzić do domu- Takanori odezwał się po chwili ciszy. W sumie ni chciał się żegnać z blondynkiem. Jakoś tak dzisiaj strasznie go do niego ciągnęło.
- Nie chce
- Hę? - Ruki zamrugał oczami- co?
- Nie chce wracać do domu, bo mnie siostra napadnie. A ja zmęczony jestem. Mogę wpaść do ciebie na noc?
- T-tak, pewnie- pierwszy raz, Taka miał dziwne skojarzenia na pytanie o nocke.
"Coś się dzisiaj ze mną dzieje"
Skierowali się powoli w stronę domu niższego. Szli w ciszy, każdy pogrążony w swoich myślach. Deidara co jakiś czas zerkał na Takanoriego. Odkąd był z siostrą na tych głupich zakupach, miał nieprzyzwoite myśli na jego temat. Starał się na niego nie patrzeć i odganiać dziwne wizje pojawiające się w głowie.
"Mam chore zapędy, o których nawet nie wiedziałem"
Po około 20 minutach wędrówki doszli do domku Rukiego. Ten starał się otworzyć jak najciszej drzwi od mieszkania. Ale niepotrzebnie, bo okazało się, że nikogo nie ma.
- Rozgość się jak zawsze- uśmiechnął się do swojego gościa.
Deidara ściągnął swoje baletki, poszedł do pokoju Taki, zdjąć biżuterię i zmyć makijaż. W tym samym czasie gospodarz zaczął robić jakieś kanapki do jedzenia. Gdy blondyn zszedł na dół, nadal miał na sobie sukienkę.
- Czemu się nie przebrałeś? - zapytał Takanori- wiesz przecież gdzie są moje ubrania.
- Z tym gorsetem chyba sam sobie nie poradze- westchnął chłopak i sięgnął po jedną kanapkę.
- To zjedz, a jak się ogarnę to ci pomogę to zdjąć- Ruki poszedł do swojego pokoju. Dei w tym czasie powoli zjadał swoją porcję jedzenia. Gdy skończył, posprzątał po sobie i ruszył w ślad za przyjacielem. Wszedł do pokoju, a tam... Takanori w mokrych włosach i bez koszulki. Niby widzial to często, ale przez ostatnie myśli ten widok wydał mu się bardzo erotyczny. W jednej chwili uświadomił sobie o czym myśli i zrobił się calusienki czerwony.
- O, jesteś. Pomóc ci z tą sukienką? - Ruki wyszczerzył się w stronę przyjaciela, który jak kołek stał na środku pokoju- Halo, DeiDei, powrót na ziemię, powrót.
- A, tak- chłopak zamieszany podszedł do Takanoriego.
"Od kiedy ja mam takie zboczone myśli?"
Deidara skierował wzrok na usta niższego. Zaczął myśleć o wszystkich ostatnich zdarzeniach i insynuacjach swojej siostry.
- Taka- odezwał się gdy Takanori mocował się z zamkiem sukienki.
- Hm?
- Bylibyśmy przyjaciółmi cokolwiek bym zrobił? - blondynek zarumienił się mówiąc to.
- Tyle odpałów razem mieliśmy, że cokolwiek by się nie stało to będziemy przyjaciółmi nie? - chłopak posłał mu śliczny uśmiech- Ale dlaczego w ogóle pytasz?
Deidara zbliżył się szybko do Rukiego i pocałował. Taka zrobił wielkie oczy i przez chwilę nie wiedział kompletnie co zrobić. Jednak szybko się uspokoił.
"Widać, że nie tylko ja mam ostatnio dziwne myśli" - pomyślał i oddał pocałunek pogłębiając go. Deidara jakby na moment się zaciął widząc zachowanie przyjaciela, ale zaraz kontynuował. Całowali się namiętnie, aż do utraty tchu. Gdy już brakowało im powietrza, oderwali sie od siebie, a blondyn usiadł na łóżku i przyłożył palce do swoich ust.
- Co my wyrabiamy? - mruknął pod nosem. Taka przyglądał mu się w zamyśleniu i po jakimś czasie uśmiechnął się zawadiacko.
- Myślę, że słuchamy rad twojej siostry- usiadł obok przyjaciela, a następnie wpił się spowrotem w jego usta. Sięgnął do zamka sukienki i rozpiął ją do końca.
Deidara zarzucił Tace ręce na karku oddając pieszczote. Zastanawiał się jeszcze czy na pewno dobrze robi. Ale zaraz przestał się tym przejmować. W końcu sam to zaczął. Zjechał swoimi zgrabnymi łapkami niżej, jeżdżąc delikatnie po szczupłym brzuchu niższego.
Takanori zsunął z ramion przyjaciela sukienkę i rzucił gdzieś na podłogę. Położył chłopaka na swoim łóżku, zjeżdżając pocałunkami w dół. Powoli obcałowywał szyje blondyna. Kiedy trafił na gorset, skierował dłonie na plecy Deia i zaczął rozwiązywać wstążeczki na jego plecach. Delikatnie muskał palcami jego ciało, a ustami pieścił tors tak nisko, na ile pozwalał jeszcze nie zdjęty materiał. Kiedy się go pozbył, zsunął ręce pod majtki Deidary i ścisnął lekko jego pośladki. Ten zadowolony wypchnął biodra do góry, ocierając się o kochanka. Poczuł na sobie jego podniecenie, na co jęknął i ponowił ruch. Chwycił po chwili zamek od spodni Rukiego i zaczął go rozpinać by pozbyć się uciążliwego elementu garderoby. Ściągnął je po chwili szarpaniny, razem z bokserkami. Taka nie zostawał w tyle i ściągnął z blondynka ostatnią część ubrania. Wrócił do ust kochanka w tym samym czasie błądząc rękoma po jego ciele. Po chwili zjechał po raz kolejny niżej, aż do podbrzusza. Głaskał palcami wewnętrzną stronę ud wyższego, a ten wzdychał zadowolony.
Takanori zsunął się spowrotem niżej i językiem polizał lekko męskość Deidary, na co ten jęknął cichutko. Wziął go całego w usta i od razu zaczął energicznie poruszać głową, ssać i podgryzać penisa swojego przyjaciela.
- T-Taka... ah szybciej! - krzyknął chłopak i chwycił niższego za włosy. Ten starał się go posłuchać i przykładał się jeszcze bardziej.
- Ah! - w końcu blondyn doszedł w usta Takanoriego. Ten połknął wszystko i oblizał sie perwersyjnie. Pocałował namiętnie po raz kolejny blondyna. Ten ochoczo oddał pocałunek, zlizując resztki swojego nasienia.
- Czekaj chwilę- Takanori uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Moment później wrócił z jakąś małą tubką w ręku.
- Czemu był tylko truskawkowy- chłopak burknął pod nosem. Dei zaśmiał się słysząc to. Juz wiedział po co tamten poszedł. Wstał w łóżka i podbiegł do przyjaciela całując mocno i namiętnie jego usta. Ruki popchnął go od razu na łóżko.
- Zaczyna się ukazywać twoja ciemna strona- wyszczerzył się wisząc nad blondynem.
- Nie gadaj tyle- wyższy chłopak chwycił męskość Taki by go uciszyć. Bardzo skutecznie zadziałało. Niższy sięgnął po lubrykant i starał się wylać trochę trudne.
- Kurde Dei to cholernie przyjemne ale przestań, bo nie mogę się skupić- warknął Takanori. Blondyn zachichotał i rozstawił szeroko nogi przed kochankiem.
- Jak tak będziesz się zachowywał to cię po prostu przerżnę! - Taka spojrzał groźnie na Deidare.
- To rżnij, po to tu jestem- chłopak uśmiechnął się i pomachał nóżkami. Sam nie wierzył w to co gada. Słowa same leciały mu na język. Co najciekawsze, spodobała mu się taka wersja samego siebie.
A Ruki zamrugał zaskoczony. Jego mały aniołek zamienił się małego, seksownego diabełka. Mrau.
- Skoro tak- Takanori nasmarował swojego członka specyfikiem i bez przygotowania wszedł do końca w blondynka. Ten jęknął czując przyjemność i ból, który... w sumie też był przyjemny.
"Fajnie jest się dowiedzieć, że jest się masohistą"
Taka zatrzymał się widząc grymas na twarzy przyjaciela. Jednak ten niezadowolny szarpnął biodrami.
- Ruszaj się- warknął. Rukiemu nie trzeba było powtarzać. Od razu po tym zaczął się mocno poruszać we wnętrzu kochanka. Ten sapał i jęczał zadowolony. Po jakimś czasie z jego ust zaczęły wyrywać się nawet krzyki.
- T-Taka szy-bciej... błagam mocniej! Ah! Tak głębiej!! - Blondyn zaczął krzyczeć na cały głos.
- Ta-Taka... Ah! Tak, tam! OCH!- chłopak prawie zdarł sobie gardło kiedy Takanori trafił w jego czuły punkt. Po dwóch następnych ruchach osiągnął po raz drugi orgazm.
Ruki poruszał się w nim jeszcze dopóki sam nie osiągnął szczytu.
- O boże- jęknął gdy tak sie stało. Oboje zmęczeni opadli na łóżko. Chwilę normowali oddechy.
- R-Ruki- odezwał się Deidara lekko zachrypniętym głosem- Ja chyba cię kocham.
- A ja pominę to "chyba" - Taka pogłaskał blondynka po głowie- kocham cię.
- Chyba oboje zadaliśmy sobie z tego sprawę dosyć późno nie? - Dei uśmiechnął się i wtulił w Rukiego.

- Kochanie... - Taka odezwał się kiedy prawie spali.
- Hm?
- A ubrałbyś jutro mini?

czwartek, 1 maja 2014

Tytuł w remoncie cz. 9

Witajcie, przybywam z nową częścią opowiadania ^^ cieszmy się. W sumie to wzięłam się za niego dzięki dziewczynie, która napisała do mnie na gg ( wybacz nie mam obecnie dostępu do gg, a nie pamietam twojej nazwy *drapie się po głowie* hańba mi ).

W każdym razie postanowiłam zadedykować jej tę część. Aha i wyjątkowo cały rozdział pisałam ja, więc jak coś się nie podoba to do mnie ;)

A dziś jak weszłam to okazało się, że jest 1007 wyswietleń! Cieszmy się.  Znaczy, że ktoś czyta.
Miłego czytania.

♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡

*Uruha*

Siedziałem sobie spokojnie w stołówce i dziobałem widelcem swoje śniadanie. Sam. Samiutki jak palec. A to czemu? Bo trafił się jakiś cud i pierwszy dotarłem do jadłodajni z rana. Ja do cholery! Istna magia ( Albo po prostu Maya i Miyavi ). I tak siedziałem i siedziałem z dobre 10 minut, dopóki nie przyszedł Kai. Przywitał mnie swoim uroczym uśmiechem.
- Ohayo Kou-chan, co masz taki skwaszony wyraz twarzy? - zapytał siadając obok mnie.
- Ano siedze tu długo sam. Bo rano dzieci ( Maya i Myv ) robiły brzydkie rzeczy i nie chciałem podglądać - dodałem szybko widząc zdziwioną minę przyjaciela.
- Uf, już się bałem, że chory jesteś skoro wcześnie wstałeś. Jednak nic ci dzięki bogu nie jest- Tanabe poczochrał mnie po włosach.
- Łapy precz z mojej fryzury! - strzepnąłem jego rękę z głowy. Usłyszałem jak gada pod nosem "jak Ruki". Ja ci kurwa dam "jak Ruki" to się przez tydzień nie pozbierasz. Już miałem go trzasnąć w łeb kiedy, on wcisnął mi kanapkę do buzi.
- Siedzisz tu niby długo, a śniadania prawie nie tknąłeś... a tak w ogóle, to podobno nie było cię na noc w pokoju. Gadaj czego to nie wiem- zbliżył swoją twarz niebezpiecznie do mojej, oczekując odpowiedzi.
- Mamusia musi wszystko wiedzieć? Nie twoja sprawa Kai.
- Wiesz ty co, przyjacielowi nie powiesz? - naburmuszył się lekko.
- Nie.
- I tak się dowiem! - Tanabe powiedział zadowolony. Zawsze dojrzały Kai i jedyna osoba potrafiąca zapanować nad naszą grupką, zachowuje się jak małe dziecko, gdy chce coś wiedzieć. Weź tu zrozum człowieka...
- Wiem, że się dowiesz dlatego nie chce mi się tobie mówić.
- Ale jesteś...
Hm zaraz, zaraz... Kai powiedział, że "podobno" nie było mnie w "moim" pokoju na noc. Spałem na łóżku Deidary, a Tanabe dzieli z nim pokój. Powinien wiedzieć gdzie byłem. Chyba, że on też nie spał w swoim łóżku... będę go musiał o to wypytać. Koniecznie!
Chwilę rozmawiałem jeszcze z Kaiem, kiedy pojawił się Deidara. Miał na sobie rajstopki, na to krótkie spodenki, a na górę założył za duży, luźny, szary sweterek. Haha, Ruki mu ich jednak z głowy całkowicie nie wybił. Chociaż moim zdaniem to nawet lepiej, bo blondynek wygląda niezwykle pociągająco w za dużych sweterkach.
- Hej Dei-chan, jak się spało? - zapytałem gdy siadał obok mnie.
- A bardzo dobrze- uśmiechnął się do mnie. Jego dołeczki są cudne *-* zerknąłem na jego tacke. Hmm... faktycznie za mało je. Sięgnąłem ręką do kanapek Tanabe i przełożyłem dwie na talerz Deidary. Ten wraz z perkusistą spojrzał na mnie krzywo.
- Co? Dołączam się do akcji dokarmiania ciebie- pokazałem ząbki.
- I dlatego mi zabrałeś część śniadanka? - Kai spojrzał smutno na swoje kanapki.
- Tak, bo raz: jestem leniwy, dwa: ty nie potrzebujesz tyle jedzenia, trzy: jak będziesz jeszcze chciał to wstaniesz i pójdziesz po dokładkę.
Tanabe patrzył na mnie jeszcze chwilę niezadowolony, jednak zaraz uśmiechnął się, pokazując swój powalający uśmiech, i puknął Deidare w ramię.
- Ej, ej a może ty wiesz co Uruha robił...
- Nie wie! - dźgnąłem "mamusie" w bok na co chłopak syknął niezadowolony.
- A skąd wiesz? -burknął w moją strone. Posłałem mu spojrzenie mówiące "bo wiem". On tylko zaczął machać prosząco rękoma na wszystkie strony przekazując, że: "Ja chcę wiedzieć! Potrzebuje informacji! To jest niezbędne do mojej egzystencji!". Powiem, że jak tak się zachowuje to jest w sumie słodki... Cholera, ostatnio używam za dużo określeń typu "słodkie" i "urocze" itp. Uruha ogarnij dupe. Ale to wszystko przez mojego słodziaka... Kurwa znowu. Jednak to nie moja wina, że on mnie tak rozbraja. Skierowałem na niego spojrzenie. Właśnie kończył kanapkę, a na ustach miał masę okruszków. Ojoj, on wyglada tak... tak... ja piernicze, zna ktoś zamiennik do słów "słodki" albo "uroczy"? Nieważne. Starłem mu okruszki z buźki i pocałowałem w skroń. Zarumienił się tak... wiecie co, ja chyba później pójdę po jakiś słownik.
- Cześć wam- usłyszałem zimny głos Sasoriego. Czyli widział co zrobiłem. Ooo, to znaczy, że będzie zły. Znaczy... już jest, hehe.
- Ohayo- odpowiedziałem uprzejmie, ale tylko dlatego, bo nie chcę się z nim kłócić przy Deidarze. Niech sobie nerwów nie niszczy.
Reszta również się przywitała, a po jakimś czasie pojawiła się cała reszta. Maya i Miyavi wkładali sobie jedzenie do ust, Ruki dłubał w jedzeniu, wyraźnie się nad czymś zastanawiając ( on myśli - boże uchowaj nas przed apokalipsą ), a Hidan jadł jak najszybciej patrząc krzywo na parkę siedzącą obok. Czyli wszystko wygląda tradycyjnie.
Po śniadaniu ruszyliśmy zwartą grupą ( oprócz Hidana, który udawał, że nas nie zna ) do szkoły. Usiedliśmy pod ścianą i czekaliśmy na dzwonek. Chociaż Miyavi, Maya, Kai i Sasori mają lekcję w innej klasie, to dotrzymywali nam jak zwykle towarzystwa.
- Kouyou- Dei odezwał się do mnie- zrobiłeś pracę domową?
- Em, jaką?
- Z japońskiego... przypominałem ci wczoraj, ale stwierdziłeś, że zrobisz ją rano...
- Kwak zapomniałem- Kurwa jestem w dupie, do jasnej ciasnej, koleś dziś sprawdza zeszyty! Blondynek westchnął cicho sięgając do torby.
- Wiedziałem, z tobą jest tak zawsze- podał mi swój zeszyt- przepisz, bo się na ciebie znowu uweźmie- uśmiechnął się do mnie. Mój kochany, tyłek mi ratujesz! Nie chce żeby Reita znowu stał nade mną całe lekcje. Czemu basista naszego zespołu musi pracować też jako naiczyciel? I uczyć naszą klase? Uwielbiać się nade mną znęcać? Oraz co najgorsze, być naszym wychowawcą?! Powieście mnie.
- Dziekuje, jesteś kochany- przytuliłem do siebie Deidare i pocałowałem krótko w usta. Blondynek zrobił się cały czerwony, jednak wyglądał na zadowolonego. W przeciwieństwie do mojego kuzyna. Zapomniałem, że jest obok. Ale to nic, jesteśmy w szkole więc nie będzie do mnie skakał. Gorzej jak wrócimy do internatu. Heh najwyżej mnie spróbuje zabić. Mówi się trudno. W każdym razie śmiesznie wygląda, jak tak teraz siedzi i zaciska zęby.
***

Lekcje minęły zaskakująco szybko i nawet dostałem plusa za prace na lekcji. Jestem boski.
W czasie obiadu było spokojnie, nie licząc tego, że cały czas czułem na sobie wzrok próbujący mnie zabić na odległość. Chyba jednak łatwo się domyślić kto to był. Tym bardzej, że wcale nie widziałem jak Sasori celował we mnie groszkiem. Czasami jest bardziej dziecinny od dziecka tęczy. Głupi czy co?
W każdym razie później był basen. Fajnie, super itd. Pływalismy sobie ładnie pod czujnym okiem trenera, jednak gdy ten odwracał się w inną stronę choćby na chwilę, to Miyavi chlapał na mnie wodą. Chociaż gorzej było kiedy Ruki postanowił się pobawić w topienie mnie. Cóż, zbyt nie ucierpiałem dopóki nie zaczął wbijać mi pazurów w ramiona. Będą ślady na mojej doskonałej skórze.
***

Po męczącym dniu, cały szczęśliwy szedłem do pokoju z Deidarą. Gadaliśmy i śmialiśmy się. Dla mnie super, tylko zapomniałem w drodze powrotnej, że dzisiaj komuś podpadłem. Otworzyłem drzwi a tam siedzi wkurwiony Sasori. Miło, a teraz przydałoby się ewakuować. Niestety nie było mi dane w spokoju wyjść, bo mój kuzynek złapał mnie z całej siły za rękę. Kurwa, boli. Taki kurdupel, a tyle siły ma. I Deidara sobie poszedł. Zajebie zaraz rudego.
- Co ty wyrabiasz?! - warknąłem wściekły.
- Chyba ja powinienem zapytać, co?! - syknął zaciskając mocniej dłoń na mojej ręce- Chyba mówiłem wyraźnie, że masz się trzymać od niego z daleka? Nie zrozumiałeś?
- Coś tam mówiłeś i nie, nie rozumiem czemu mam się do Deidary nie zbliżać. I nie masz prawa mi zabraniać się z nim spotykać, bo masz takie widzimisię- zauważyłem, że kłócimy się jak dwie nastolatki z okresem.
- I niby jak dowiesz się o co chodzi, to będę miał prawo? - spytał ironicznie.
- Mógłbym przynajmniej wziąć pod uwagę twoje zdanie- założyłem ręce na piersi. Sasori stał chwilę intensywnie nad czymś myśląc. Nagle popchnął mnie na łóżko. Będę miał kolejnego siniaka. Już miałem na niego nawrzeszczeć, jednak on mnie uprzedził.
- Dobra, to słuchaj- westchnął. Zamrugałem oczami. Czy on chce...
Skorpion wywrócił oczami.
- Opowiem ci naszą historyjkę, pasuje?
Kurwa, serio powie?

*Deidara*

Wbiegłem do pokoju i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Znowu się będą kłócić, znowu, znowu, znowu. Ja tego nie lubię. W oczach zakręciły mi się łzy. Czemu ja jestem taką ciapą? Z niczym sobie nie radzę i rycze.
- Dei-chan? - usłyszałem głos Rukiego. Dlaczego on musi mnie widzieć akurat kiedy się rozklejam? Podszedł do mnie i przytulił.
- Co się stało? - zapytał.
- Bo... bo oni znowu się kłócą przeze mnie- pociągnąłem nosem. Taka zaprowadził mnie do łóżka i posadził na nim.
- To czemu nie zrobisz z nimi porządku, skoro to o ciebie chodzi? - powiedział jakby z pretensją w głosie- jak czujesz coś do Sasoriego to idź do niego!
- Ale ja go już nie koch... - zatkałem usta dłonią. Jak zwykle coś wykrakam. Ruki spojrzał na mnie zdziwiony- No... ten tego, mi się Uruha podoba...
- Ale czemu "już"? Ty Sasoriego...
Westchnąłem i usiadłem Takanoriemu na kolanach, przytulając go.
- Umiesz trzymać buzię na kłódkę? - zapytałem. Ruki chwilę sie zastanawiał.
- Jak się nie upije, to tak- odparł z głupim uśmieszkiem. Tego mogłem się spodziewać.
- Nigdy tego nikomu nie opowiadałem i chciałbym się tak... wygadać. Tylko nie wiem czy chce ci się słuchać.
- Zależy co to.
- To chodzi o mnie i Saso.

*Sasori*

-Znaliśmy się od piaskownicy. Poznaliśmy jak mieliśmy może po trzy lata. Okazało się, że mieszkamy w blokach naprzeciwko. Nawet mieliśmy okna naprzeciw siebie. Codziennie się bawiliśmy, rozmawialiśmy i tak dalej. Można śmiało powiedzieć, że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

*Deidara*

-Mieszkaliśmy w biedniejszej i niebezpiecznej okolicy. Sasori zawsze bronił mnie przed innymi nawet gdy to był ktoś wiekszy od niego. Podziwiałem go za odwagę i pewność siebie. Pełnił rolę starszego brata. Ja nigdy nie miałem rodzeństwa, więc byłem bardzo szczęśliwy.

*Sasori*

-W gimnazjum coś zaczęło się zmieniać. Miałem wrażenie, że mi nie ufa. Odzywał się o wiele mniej i był bardziej nieśmiały, o ile w jego przypadku to możliwe. Oddalał się ode mnie, a to nie było miłe, w końcu byliśmy przyjaciółmi.

*Deidara*

-Widziałem, że on czuje się z tym źle, jednak bałem się mu powiedzieć o co naprawdę chodzi. I wcale nie było to winą mojego ojca, który lubił popić, a w tamtym okresie było z nim gorzej.
Zakochałem się w Sasorim. I starałem się nie mówić przy nim za dużo, bo bałem się, że zdradzę samego siebie. W końcu znając moje umiejętności... W każdym razie nie powiedziałem mu nic o swoich uczuciach, bo miał dziewczynę. To bolało kiedy przytulał ją i całował a ja nic nie mogłem zrobić. Wiedziałem, że jest biseksualny i miałem nadzieję, że jednak coś do mnie poczuje. Męczyłem się tak ponad dwa lata.

*Sasori*

-Chociaż nie lubiśmy chodzić na imprezy to postanowiliśmy wybrać się na jedną do znajomego. Alkohol lał się hektolitrami. Na początku trochę wypiliśmy, jednak jak łatwo się domyślić, na "trochę" się nie skończyło. Nadal nie wiem jakim cudem, ale wróciliśmy do mnie do domu. Przez wypite procenty w ogóle nie zastanawialiśmy się nad tym, co robimy i... przespaliśmy się ze sobą. Rano jak się obudziłem wszystko pamiętałem, Deidara też. Ciężko mi określić co wtedy czułem. Zdradziłem swoją dziewczynę i to na dodatek ze swoim najlepszym przyjacielem.

*Deidara*

-Rano byłem skołowany, ale też miałem nadzieję, że będzie jak w jakimś głupim romansie i Sasori wyzna mi miłość. Jednak tak kolorowo nie było. On stwierdził tylko, że to przez alkohol i powinniśmy o tym incydencie zapomnieć. Miałem wrażenie, że serce mi pękło dosłownie. Chciało mi się płakać.
Tak się złożyło, że leżałem na Saso i kiedy próbowałem wstać... otarłem się o niego. Na tyle żebyśmy, wiesz...
I tak w skrócie, zrobiliśmy to na trzeźwo. Potem wróciłem do siebie i płakałem w poduszkę. Myślałem, że Sasori przyjdzie do mnie, powie cokolwiek, ale tak się nie stało. A ja sam bałem się do niego odezwać.

*Sasori*

-Bałem się do niego podejść. Nie rozmawialiśmy ze sobą w ogóle, nie widywaliśmy się. Po dwóch tygodniach dostałem zawiadomienie, że dostałem się do tej szkoły. Był początek wakacji, jednak postanowiłem jak najszybciej wyjechać. Napisałem Deidarze, że dostałem się do szkoły i za trzy dni mnie już nie będzie.

*Deidara*

-Wysłał tylko sms-a. Wtedy już całkiem się załamałem. Wiedziałem, że to przeze mnie. Ale chciałem żeby przyszedł do mnie i chociaż się pożegnał normalnie. Czekałem dwa dni. W dzień przed jego wyjazdem czekałem do 22. Ale on nie przyszedł. Byłem załamany i zmęczony. Zasnąłem około drugiej w nocy.

*Sasori*

-Nie byłem pewny czy do niego iść. Cały czas miałem w głowie coraz to inne wymówki. W nocy przyszedłem w końcu. Było jakoś przed trzecią. On spał, więc tylko trochę przy nim powiedziałem i pogłaskałem po głowie. A rano wyjechałem.
Jednak po jakimś czasie zaczęło mi go coraz bardziej brakować. W końcu zrozumiałem, że się w nim zakochałem. Ale było za późno by mógł się o tym dowiedzieć.
Oto nasza cała historia kuzynku.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Tytuł w remoncie cz. 8

Notka miała być dodana wcześniej, ale jak zwykle nie wyszło. I na dodatek jest moim zdaniem krótko. I nie zawarłam jeszcze tego fragmentu co chciałam. Ale w następnej nocie będzie to na 100% Tak na pewno. A teraz zapraszam na rozdział.

-------------------------

*Uruha*

Pochyliłem się nad książką od matematyki i próbowałem skupić się na tym co jest w niej zapisane. Trochę mi nie szło.
Był marzec i minęło kilka tygodni od mojej pierwszej kłótni z moim kuzynem. Tak, pierwszej, bo było ich coraz więcej, a były tak głupie, że aż szkoda gadać. W każdym razie, postanowiłem nie użalać się nad sobą i zawalczyć o mojego blondynka. Czy mi się udaje? W sumie nie jestem pewnien, bo nie znam relacji Deidary z Sasorim. Jednak chyba mam przewagę nad rudym biorąc pod uwagę to jak dogaduje się z tym aniołkiem.
Spojrzałem na postać siedzącą na dywanie naprzeciw mnie. DeiDei podobnie jak ja klęczał nad książką, i próbował coś wkuć do głowy. Siedzieliśmy właśnie w "jego" pokoju próbując się nauczyć do sprawdzianu z matematyki, fizyki i biologii. Sporo prawda? Ale co poradzić, taką sobie szkołę wybraliśmy. Tu nie nikt się nie śmieje że wkuwasz, bo... wszyscy to robią. Nie da się ściągać naprawdę niewielu to umie. Nikt prawie nie ryzykuje, bo jeżeli cię przyłapią- wylatujesz. Fajnie i w ogóle ale jak ja mam zdać z matematyki do cholery?! Przecież to czarna magia!
- Deidara ja nic nie rozumiem... -jęknąłem mu nad ucho.
- Zawsze tak mówisz. I co ja mam zrobić, wkuć to za ciebie? - podniósł na mnie wzrok znad książki. - weź się za coś innego na przyklad biologie. Zaraz ci to spróbuje wyjaśnić.
- Aha- sięgnąłem po drugą książkę i swoje notatki. Zacząłem wszystko przeglądać. Co to kurwa jest?! Przynajmniej to rozumiem ale... do jasnej ciasnej, po co nam to? Nieważne. Zrezygnowany wbijałem sobie tę wiedzę na siłę. Tak ostatnio wyglądały całe po południa. Siedzieliśmy i wkuwaliśmy. Chociaż jest jeszcze jeden akcent który trochę ubarwnia nam życie. Mianowicie....
- Aaaaaaa! - za drzwiami rozległ się dziki wrzask wyraźnie zbliżający się w stronę tego pomieszczenia. Tak tym kolorowym akcentem, a dokładnie stworzeniem mającym 160 cm wzrostu jest Ruki.
- NIE ZDAM! -wrzasnęło Maleństwo trzaskając drzwiami ( jakbym widziała swoje koleżanki z klasy :D od aut. ).
- Ruki czy możesz zamknąć drzwi, bo mi kartki się przewracają... - Deidara próbował ogarnąć papiery które zaczęły latać na różne strony.
- Ta jasne- burknął Ruki- DeiDei ratuj mnie z matmą do cholery bo Kai czasu nie ma! A ja nic nie rozumiem.
- Ustaw się w kolejce- spojrzałem na niego spode łba -pierwszy byłem.
- Ale ja potrzebuje pilniej korepetytora!
- Ty mały...
- Cicho, bo zaraz nikomu nic nie tłumacze- Deidara odezwał się cicho - poza tym sam najpierw muszę to zrozumieć a potem mogę wam obu naraz to wyjaśnić.
- O, to bardzo dobry pomysł! - Taka się uśmiechnął i wyjął swój zeszyt od fizyki- To ja w tym czasie się tego poucze.
Po jakiś 10 minutach ciszy Ruki zamknął z hukiem zeszyt i z jękiem położył się plackiem na podłodze.
- Co jest Taka-chan? - zapytałem go.
- Nie zdam...
***

- I to musisz tutaj spotęgować, tu masz pierwiastek i wychodzi ci taki wynik. Podstawiasz to do tego wzoru i obliczasz. Powinno wyjść... tyle- Deidara od godziny tłumaczył nam matematykę. Ja już w sumie to rozumiem. Na pewno na tyle żeby to zdać.
- Aha ok tylko czemu tu minus jest? - Taka wskazał palcem jeden z wyników.
- Bo tu jest taki minusik wcześniej, widzisz?
- Faktycznie, nie zauważyłem go...
- Na sprawdzianie też nie zauważysz? - zapytalem Maleństwo.
- Przecież mówiłem że nie zdam...
- Tłumaczyłem ci to przez grubo godzinę żeby ci się udało, jak nie zdasz to cię wysadze- Deidarze żyłka niebezpiecznie drgnęła na czole. Nawet taki aniołek jak on ma swoją cierpliwość. Ach... on jest piekny kiedy się złości. A to rzadki widok więc się naciesze.
- T-to ja idę się pouczyć fizyki... u Kaia, papa- Ruki wystrzelił z pokoju jak z karabinu. Tak szybko to nawet ja nie zapiepszam kiedy procenty wyjmują. Dei tylko westchnął i wyjął zeszyt z biologii. Usiadłem za nim i przyciągnąłem go do siebie, tak by patrzeć mu w notatki. Lekko się zarumienił. Awww...
- Co ty robisz? - zapytał.
- Przytulam się do ciebie by uczyć się z twojego zeszytu, bo masz lepiej rozpisane wszystko- uśmiechnąłem się do niego. Blondyn odwzajemnił gest i oparł się mocniej o mój tors, jednocześnie odchylił trochę zeszyt żebym lepiej widział. Objąłem go trochę mocniej ramionami. Jestem boski i Sasori niech wypierdala, bo jestem górą! Oł yea! Teraz to jestem tego pewnien. Oho, o wilku mowa. Akurat do pokoju bez pukania wpadł mój kochany kuzyn. Widząc mnie z Deidarą, skierował w moją stronę wzrok przepełniony jadem. Też cię kurwa, kocham.
- Coś chciałeś? - zapytałem słodkim głosem. Dei udawał, że nie zauważył rudego i uparcie wpatrywał się w książkę. I dobrze.
- Chciałem pożyczyć książkę od geografii bo Miyavi gdzieś schował moją- Saso nadal patrzył na mnie z chęcią mordu.
- Proszę- rzuciłem mu swój podręcznik- tylko oddaj potem ładnie- pomachałem mu na pożegnanie. Wyszedł trzaskając drzwiami. Może myślał że dostanie książkę od Deidary? Wybacz chłopie, nie dziś. Tak mi szkoda że aż wcale.
Spojrzałem na Deia. Głowę miał spuszczoną do dołu i takie smutne oczka.
- Stało się coś? - zapytałem trochę niepewnie.
- Możecie przestać się tak wobec siebie zachowywać?
- Ale że jak niby?
- Jesteście dla siebie niemili i cały czas się kłócicie. Jesteście kuzynami nie powinniście być skłóceni.
- Wiesz to nie jest takie proste, bo...
- Wiem przecież że to o mnie chodzi - przerwał mi- myślisz że jestem głupi?bTo widać z daleka, a ja mam tego dosyć. Zwłaszcza że lubie was obu z tego... a nieważne co to da? - blondynek spowrotem wbił wzrok w książkę odsuwając się ode mnie. Serio to aż tak widać że to o niego się kłócimy? Kurcze chyba się zrobiłem czerwony. Ja piepsze, on cały czas wiedział że to o niego chodzi. Jaki wstyd kur... Ale dobra, spokojnie Uru nic się jeszcze strasznego nie stało. Może nawet da się to jakoś wykorzystać.
- Może coś da, dokończ- zbliżyłem się do niego ponownie. Jego policzki zrobiły się czerwone. Kwak, pewnie to już mówiłem, ale on cudnie się rumieni *-* znów przełączył się na swój codzienny trub nieśmiałego Deidary.
- B-bo ty... mi się podobasz wiesz? - zaczął pstrykać nerwowo palcami. Zaraz... czy on właśnie powiedział że mu się podobam? .... TAK! Jestem zajebisty! Ale napewno to powiedział? Tak mój aniołek powiedział że mu się podobam!
Podszedłem do Deidary i dałem mu buziaka w usta. Teraz przypominał dojrzały buraczek. Mój śliczny. Przytuliłem go do siebie.
- Też mi się podobasz i to bardzo- spojrzałem mu w oczy. Ten przez chwilę siedział w ciszy jednak zaraz się uśmiechnął.
- Wiesz ile czekałem aż to powiesz?
- em... nie?
- Dokładnie od tamtej sytuacji w toalecie.
- S-serio? - siedziałem w osłupieniu.
- Aha, bo wiesz jak cię spotkałem to nie wierzyłem że mogę się spodobać komuś takiemu jak ty, ale kiedy kłóciłeś z Sasorim to tak jakoś... - blondynek zaczął się lekko trząść. Oj co się dzieje?
- Hej co jest? - zapytałem z troską.
- B-bo ja n-nieśmiały jestem i tak bałem się tobie to powiedzieć i... i teraz tyle ci powiedziałem i się zestresowałem- spojrzał na mnie szklanymi oczkami. O jejciu, aż tak się przejął. Mój malutki DeiDei. Przytuliłem go do siebie mocno i poczekałem aż się uspokoi.
- Przy mnie nie musisz się stresować, wiesz? - odezwałem się- mów mi o wszystkim ok?
Deidara kiwnął lekko głową, a ja dałem mu buziaka w czoło. - Uczymy się dalej? - wziąłem do ręki zeszyt. Siedzieliśmy razem do wieczora i w końcu zasneliśmy na jego łóżku.

*Ruki*

Aj, moja głowa. Za dużo materiału do nauki. Ja się wymęcze. Właśnie wlokłem się do pokoju by iść spać i do rana o niczym nie myśleć. Otworzyłem drzwi i ruszyłem w stronę zbawiennego posłania. Sięgnąłem do drabinki by wspiąć się na górę i przelotnie zerknąłem na łóżko na dole. O Deidara śpi sobie słodko wtulony w Uruhe.
...
...
...
Uruhe? Konsternacja... Co tu robi Uruha? I czemu śpi z Deidarą? Nie, mam może zwidy z przemęczenia. Ale to mi spokoju nie daje. Podszedłem do wyrka Deidary i pochyliłem się nad śpiącą dwójką. Wysunąłem palec i dotknąłem policzka Ślicznego. Kurwa, prawdziwy. Czyli nie mam schizów. Czyli jestem normalny! No może nie do końca. Ale wtedy co tu robi Kouyou? Nie, zdecydowanie za dużo dzisiaj było myślenia. Nie jestem na kacu by filozofować, ide spać.

*Uruha*

Obudziłem się rano z dobrym humorem. A jak inaczej. Chciałem właśnie usiąść gdy poczułem delkatny ruch na swoim torsie. Zerknąłem tam. Ojoj, Deidara spał oparty o mnie. A jak lekko pochrapuje to jest jeszcze słodszy :3 Jak tak leży to wydaje się jeszcze drobniejszy. I jest bardzo leciutki, bo nawet nie zauważyłem na początku że na mnie leży. Chyba przyłącze się do akcji dokarmiania go.
Podniosłem delikatnie blondynka i wysunąłem się spod niego. Rozejrzałem się po pokoju. Wszyscy śpią więc muszę być cicho. Wyjąłem z jednej szafeczki kartkę i długopis. Napisałem że idę się przygotować do lekcji i ogólnie ogarnąć więc zobaczmy się w szkole. Włożyłem kartke w rękę Deidary. Tak żeby nie pomyślał że wyparowałem. Wziąłem swoje rzeczy i jak myszka wyszedłem z pokoju, udając się do swojego lokum. Wślizgnąłem się do środka. Widzę że nie tylko ja spałem nie u siebie. Na piętrowym łóżku pochrapywali cicho Maya i Miyavi. Oczywiście wtuleni w siebie.
Uroczo tylko... czy oni nie mają ubrań? O.o Chyba wolę nie dociekać, bo będę bał się tu spać. Lecę do łazienki. Będę pierwszy \^w^/

***

Zanim wróciłem do pokoju zatrzymał mnie mój kochany (czyt. pierdolony) kuzynek.
-Czego chcesz kurduplu?-zapytałem słodko.
-wrrr... już nic- wywarczał. Phi, tego nie można nazwać warknięciem. To zbyt słodkie. Chociaż nie, słodki to jest tylko mój blondynek.
Wszedłem do pokoju. Pierwszą rzeczą jaka mi się rzuciła w oczy to Myv robiący loda Mayi. O kurwa O.o Wziąłem szybko swoje rzeczy do szkoły by tu już nie wracać i pobiegłem na śniadanie. To będzie ciężki dzień...

--------------------

Jak będzie 5 komentarzy to streszcze się i napisze nową notke w ciągu tygodnia. Choćbym miała jakąś nocke zarwać czy coś :) ale musicie komentować!