Notka miała być dodana wcześniej, ale jak zwykle nie wyszło. I na dodatek jest moim zdaniem krótko. I nie zawarłam jeszcze tego fragmentu co chciałam. Ale w następnej nocie będzie to na 100% Tak na pewno. A teraz zapraszam na rozdział.
-------------------------
*Uruha*
Pochyliłem się nad książką od matematyki i próbowałem skupić się na tym co jest w niej zapisane. Trochę mi nie szło.
Był marzec i minęło kilka tygodni od mojej pierwszej kłótni z moim kuzynem. Tak, pierwszej, bo było ich coraz więcej, a były tak głupie, że aż szkoda gadać. W każdym razie, postanowiłem nie użalać się nad sobą i zawalczyć o mojego blondynka. Czy mi się udaje? W sumie nie jestem pewnien, bo nie znam relacji Deidary z Sasorim. Jednak chyba mam przewagę nad rudym biorąc pod uwagę to jak dogaduje się z tym aniołkiem.
Spojrzałem na postać siedzącą na dywanie naprzeciw mnie. DeiDei podobnie jak ja klęczał nad książką, i próbował coś wkuć do głowy. Siedzieliśmy właśnie w "jego" pokoju próbując się nauczyć do sprawdzianu z matematyki, fizyki i biologii. Sporo prawda? Ale co poradzić, taką sobie szkołę wybraliśmy. Tu nie nikt się nie śmieje że wkuwasz, bo... wszyscy to robią. Nie da się ściągać naprawdę niewielu to umie. Nikt prawie nie ryzykuje, bo jeżeli cię przyłapią- wylatujesz. Fajnie i w ogóle ale jak ja mam zdać z matematyki do cholery?! Przecież to czarna magia!
- Deidara ja nic nie rozumiem... -jęknąłem mu nad ucho.
- Zawsze tak mówisz. I co ja mam zrobić, wkuć to za ciebie? - podniósł na mnie wzrok znad książki. - weź się za coś innego na przyklad biologie. Zaraz ci to spróbuje wyjaśnić.
- Aha- sięgnąłem po drugą książkę i swoje notatki. Zacząłem wszystko przeglądać. Co to kurwa jest?! Przynajmniej to rozumiem ale... do jasnej ciasnej, po co nam to? Nieważne. Zrezygnowany wbijałem sobie tę wiedzę na siłę. Tak ostatnio wyglądały całe po południa. Siedzieliśmy i wkuwaliśmy. Chociaż jest jeszcze jeden akcent który trochę ubarwnia nam życie. Mianowicie....
- Aaaaaaa! - za drzwiami rozległ się dziki wrzask wyraźnie zbliżający się w stronę tego pomieszczenia. Tak tym kolorowym akcentem, a dokładnie stworzeniem mającym 160 cm wzrostu jest Ruki.
- NIE ZDAM! -wrzasnęło Maleństwo trzaskając drzwiami ( jakbym widziała swoje koleżanki z klasy :D od aut. ).
- Ruki czy możesz zamknąć drzwi, bo mi kartki się przewracają... - Deidara próbował ogarnąć papiery które zaczęły latać na różne strony.
- Ta jasne- burknął Ruki- DeiDei ratuj mnie z matmą do cholery bo Kai czasu nie ma! A ja nic nie rozumiem.
- Ustaw się w kolejce- spojrzałem na niego spode łba -pierwszy byłem.
- Ale ja potrzebuje pilniej korepetytora!
- Ty mały...
- Cicho, bo zaraz nikomu nic nie tłumacze- Deidara odezwał się cicho - poza tym sam najpierw muszę to zrozumieć a potem mogę wam obu naraz to wyjaśnić.
- O, to bardzo dobry pomysł! - Taka się uśmiechnął i wyjął swój zeszyt od fizyki- To ja w tym czasie się tego poucze.
Po jakiś 10 minutach ciszy Ruki zamknął z hukiem zeszyt i z jękiem położył się plackiem na podłodze.
- Co jest Taka-chan? - zapytałem go.
- Nie zdam...
***
- I to musisz tutaj spotęgować, tu masz pierwiastek i wychodzi ci taki wynik. Podstawiasz to do tego wzoru i obliczasz. Powinno wyjść... tyle- Deidara od godziny tłumaczył nam matematykę. Ja już w sumie to rozumiem. Na pewno na tyle żeby to zdać.
- Aha ok tylko czemu tu minus jest? - Taka wskazał palcem jeden z wyników.
- Bo tu jest taki minusik wcześniej, widzisz?
- Faktycznie, nie zauważyłem go...
- Na sprawdzianie też nie zauważysz? - zapytalem Maleństwo.
- Przecież mówiłem że nie zdam...
- Tłumaczyłem ci to przez grubo godzinę żeby ci się udało, jak nie zdasz to cię wysadze- Deidarze żyłka niebezpiecznie drgnęła na czole. Nawet taki aniołek jak on ma swoją cierpliwość. Ach... on jest piekny kiedy się złości. A to rzadki widok więc się naciesze.
- T-to ja idę się pouczyć fizyki... u Kaia, papa- Ruki wystrzelił z pokoju jak z karabinu. Tak szybko to nawet ja nie zapiepszam kiedy procenty wyjmują. Dei tylko westchnął i wyjął zeszyt z biologii. Usiadłem za nim i przyciągnąłem go do siebie, tak by patrzeć mu w notatki. Lekko się zarumienił. Awww...
- Co ty robisz? - zapytał.
- Przytulam się do ciebie by uczyć się z twojego zeszytu, bo masz lepiej rozpisane wszystko- uśmiechnąłem się do niego. Blondyn odwzajemnił gest i oparł się mocniej o mój tors, jednocześnie odchylił trochę zeszyt żebym lepiej widział. Objąłem go trochę mocniej ramionami. Jestem boski i Sasori niech wypierdala, bo jestem górą! Oł yea! Teraz to jestem tego pewnien. Oho, o wilku mowa. Akurat do pokoju bez pukania wpadł mój kochany kuzyn. Widząc mnie z Deidarą, skierował w moją stronę wzrok przepełniony jadem. Też cię kurwa, kocham.
- Coś chciałeś? - zapytałem słodkim głosem. Dei udawał, że nie zauważył rudego i uparcie wpatrywał się w książkę. I dobrze.
- Chciałem pożyczyć książkę od geografii bo Miyavi gdzieś schował moją- Saso nadal patrzył na mnie z chęcią mordu.
- Proszę- rzuciłem mu swój podręcznik- tylko oddaj potem ładnie- pomachałem mu na pożegnanie. Wyszedł trzaskając drzwiami. Może myślał że dostanie książkę od Deidary? Wybacz chłopie, nie dziś. Tak mi szkoda że aż wcale.
Spojrzałem na Deia. Głowę miał spuszczoną do dołu i takie smutne oczka.
- Stało się coś? - zapytałem trochę niepewnie.
- Możecie przestać się tak wobec siebie zachowywać?
- Ale że jak niby?
- Jesteście dla siebie niemili i cały czas się kłócicie. Jesteście kuzynami nie powinniście być skłóceni.
- Wiesz to nie jest takie proste, bo...
- Wiem przecież że to o mnie chodzi - przerwał mi- myślisz że jestem głupi?bTo widać z daleka, a ja mam tego dosyć. Zwłaszcza że lubie was obu z tego... a nieważne co to da? - blondynek spowrotem wbił wzrok w książkę odsuwając się ode mnie. Serio to aż tak widać że to o niego się kłócimy? Kurcze chyba się zrobiłem czerwony. Ja piepsze, on cały czas wiedział że to o niego chodzi. Jaki wstyd kur... Ale dobra, spokojnie Uru nic się jeszcze strasznego nie stało. Może nawet da się to jakoś wykorzystać.
- Może coś da, dokończ- zbliżyłem się do niego ponownie. Jego policzki zrobiły się czerwone. Kwak, pewnie to już mówiłem, ale on cudnie się rumieni *-* znów przełączył się na swój codzienny trub nieśmiałego Deidary.
- B-bo ty... mi się podobasz wiesz? - zaczął pstrykać nerwowo palcami. Zaraz... czy on właśnie powiedział że mu się podobam? .... TAK! Jestem zajebisty! Ale napewno to powiedział? Tak mój aniołek powiedział że mu się podobam!
Podszedłem do Deidary i dałem mu buziaka w usta. Teraz przypominał dojrzały buraczek. Mój śliczny. Przytuliłem go do siebie.
- Też mi się podobasz i to bardzo- spojrzałem mu w oczy. Ten przez chwilę siedział w ciszy jednak zaraz się uśmiechnął.
- Wiesz ile czekałem aż to powiesz?
- em... nie?
- Dokładnie od tamtej sytuacji w toalecie.
- S-serio? - siedziałem w osłupieniu.
- Aha, bo wiesz jak cię spotkałem to nie wierzyłem że mogę się spodobać komuś takiemu jak ty, ale kiedy kłóciłeś z Sasorim to tak jakoś... - blondynek zaczął się lekko trząść. Oj co się dzieje?
- Hej co jest? - zapytałem z troską.
- B-bo ja n-nieśmiały jestem i tak bałem się tobie to powiedzieć i... i teraz tyle ci powiedziałem i się zestresowałem- spojrzał na mnie szklanymi oczkami. O jejciu, aż tak się przejął. Mój malutki DeiDei. Przytuliłem go do siebie mocno i poczekałem aż się uspokoi.
- Przy mnie nie musisz się stresować, wiesz? - odezwałem się- mów mi o wszystkim ok?
Deidara kiwnął lekko głową, a ja dałem mu buziaka w czoło. - Uczymy się dalej? - wziąłem do ręki zeszyt. Siedzieliśmy razem do wieczora i w końcu zasneliśmy na jego łóżku.
*Ruki*
Aj, moja głowa. Za dużo materiału do nauki. Ja się wymęcze. Właśnie wlokłem się do pokoju by iść spać i do rana o niczym nie myśleć. Otworzyłem drzwi i ruszyłem w stronę zbawiennego posłania. Sięgnąłem do drabinki by wspiąć się na górę i przelotnie zerknąłem na łóżko na dole. O Deidara śpi sobie słodko wtulony w Uruhe.
...
...
...
Uruhe? Konsternacja... Co tu robi Uruha? I czemu śpi z Deidarą? Nie, mam może zwidy z przemęczenia. Ale to mi spokoju nie daje. Podszedłem do wyrka Deidary i pochyliłem się nad śpiącą dwójką. Wysunąłem palec i dotknąłem policzka Ślicznego. Kurwa, prawdziwy. Czyli nie mam schizów. Czyli jestem normalny! No może nie do końca. Ale wtedy co tu robi Kouyou? Nie, zdecydowanie za dużo dzisiaj było myślenia. Nie jestem na kacu by filozofować, ide spać.
*Uruha*
Obudziłem się rano z dobrym humorem. A jak inaczej. Chciałem właśnie usiąść gdy poczułem delkatny ruch na swoim torsie. Zerknąłem tam. Ojoj, Deidara spał oparty o mnie. A jak lekko pochrapuje to jest jeszcze słodszy :3 Jak tak leży to wydaje się jeszcze drobniejszy. I jest bardzo leciutki, bo nawet nie zauważyłem na początku że na mnie leży. Chyba przyłącze się do akcji dokarmiania go.
Podniosłem delikatnie blondynka i wysunąłem się spod niego. Rozejrzałem się po pokoju. Wszyscy śpią więc muszę być cicho. Wyjąłem z jednej szafeczki kartkę i długopis. Napisałem że idę się przygotować do lekcji i ogólnie ogarnąć więc zobaczmy się w szkole. Włożyłem kartke w rękę Deidary. Tak żeby nie pomyślał że wyparowałem. Wziąłem swoje rzeczy i jak myszka wyszedłem z pokoju, udając się do swojego lokum. Wślizgnąłem się do środka. Widzę że nie tylko ja spałem nie u siebie. Na piętrowym łóżku pochrapywali cicho Maya i Miyavi. Oczywiście wtuleni w siebie.
Uroczo tylko... czy oni nie mają ubrań? O.o Chyba wolę nie dociekać, bo będę bał się tu spać. Lecę do łazienki. Będę pierwszy \^w^/
***
Zanim wróciłem do pokoju zatrzymał mnie mój kochany (czyt. pierdolony) kuzynek.
-Czego chcesz kurduplu?-zapytałem słodko.
-wrrr... już nic- wywarczał. Phi, tego nie można nazwać warknięciem. To zbyt słodkie. Chociaż nie, słodki to jest tylko mój blondynek.
Wszedłem do pokoju. Pierwszą rzeczą jaka mi się rzuciła w oczy to Myv robiący loda Mayi. O kurwa O.o Wziąłem szybko swoje rzeczy do szkoły by tu już nie wracać i pobiegłem na śniadanie. To będzie ciężki dzień...
--------------------
Jak będzie 5 komentarzy to streszcze się i napisze nową notke w ciągu tygodnia. Choćbym miała jakąś nocke zarwać czy coś :) ale musicie komentować!
Suuuper :D
OdpowiedzUsuńPisaj dalej bo dobrze tb to idzie :)
Taka mała podpowiedź; może dodacie jakieś zdjęcia naszych bohaterów?