Pierwsza notka miała być o wiele wiele szybciej. Ale co poradzić. Najważniejsze że w końcu jest.
Najpierw krótkie scharakteryzowanie kilku postaci:
Uruha- zna sie na modzie, porównują jego usta do do dziubka kaczki, rzadko pomaga, Miv go onieśmiela, zboczony i humorzasty
Deidara- Niejadek ale kocha slodycze. Wybuchowy i jednoczesnie niesmialy. Źle się czuje w wiekszej grupie osób, uważa że sztuka jest chwilą
Sasori- opanowany i spokojny. Podobnie jak Dei jest artystą ale uważa że sztuka powinna być wieczna. Strasznie niecierpliwy.
Miyavi- strasznie zakrecony, często zachowuje się jak dziecko. Niedojrzaly ale kiedy trzeba potrafi ogarnąć dupe. Robi wszystko po swojemu. W jednym słowie wariat. Przez swoje włosy nazywany czasami dzieckiem tęczy ^^
To na razie tyle nastepne opisy w nastepnych notkach a teraz zapraszamy do czytania :)
~~~~~~~~~~~~
-Haaalo, rudy- siwowlosy chłopak zaczął jeczec nad uchem nadal śpiącego Sasoriego. Takie budzenie z rana nie skończy się dobrze, oj nie...
-Zamknij się pizdo- jęknął czerwonowłowsy przewracajac się w łóżku na drugi bok.
-Raz: nie jestem pizdą, dwa: WSTAWAJ! - Hidan wydarł się prosto do ucha współlokatora. Biedak zleciał z łóżka na co jego "budzik" wybuchnął niepochamowanym śmiechem. Sasori od razu obdarzył go jakże pięknymi epitetami.
- Oj się czepiasz- Hidan wzruszył ramionami nie przejmując się w ogóle usłyszanymi wyzwiskami. - Wstawaj i powiedz mi lepiej co jest nie tak!
- To coś jest?- spytal mało mądrze Skorpion- ja nic nie wiem ani nie widze.
Na potwierdzenie rozejrzal sie po pomieszczeniu w ktorym byli- Możesz być jednak pewny ze nieźle oberwiesz za budzenie mnie...
- Nie bij Hidana przy Miyavim! - Coś nagle chwyciło go od tyłu bardzo mocno- Miyavi nie lubi przemocy.
"Coś" pisnelo i jak sie okazało to "Coś" było drugim współlokatorem czerwonowlosego.
- Miyavi puść, proszę- stęknął Saso, jednak ten nie zamierzał poluźnić uścisku. Chłopak westchnął cicho
- Nie będę bił Hidana- odezwał się
- Jej! - krzyknal siwowlosy- Czyli mi się upiekło jestem boski!
Kiedy tylko Miyavi puścił Sasoriego ten zgromil go wzrokiem. Chętnie by mu roztrzaskal nos jednak niestety cos obiecal.
Juz w pełni rozbudzony, dopiero teraz zauwazyl ze Hidan miał racje. Coś było nie tak. Czegoś brakowało. Nie ,to kogoś brakowało. A dokladniej jednego ich wspollokatora. Jego łóżko bylo tak zascielone jakby nikt tam nie spał.
- Gdzie Gaara?- zapytal czerwonowlosy
- Mówiłem że coś jest nie tak?- wrzasnal zadowolony z siebie Hidan jednak Sasori nie zwrócił na niego uwagi- wiesz coś? - spytal Miyaviego
- Ojoj zdaje sie że Sasori nie sluchal na ostaniej lekcji- zasmało się "duże dziecko" jednak napotkajac spojrzenie Skorpiona natychmiast ucichl. Odezwal sie po chwili normalnie- Jest wymiana. Jakoś godzine ,dwie temu Gaara sie spakowal i pojechał do innej szkoły. Wiem, bo obudzil mnie niechcący.
- Wymiana? - zapytal jak zwykle niemyślący Hidan
- Tak jełopie, wymiana- odezwal się swoim beznamietnym glosem czerwonowłosy- nazwa mówi sama za siebie. Szkoły jak chcą to wymieniają między sobą na stałe chetnych bądź nie, uczniów.
Oczywiście "Jashinista"* musial przyswoić sobie tę jakże skomplikowaną wiedzę. W końcu poza seksem i "dupach" nie mysli o niczym innym. Kiedy tylko skończył tą niezwykle trudną czynność, wyszczerzyl się glupio i odezwał
- Czyli tego pedała już tu nie bedzie nie?
Sasori spojrzal na niego z mordem w oczach. Nienawidził slowa "gej" a tym bardziej "pedał". A tylko dlatego ze jak je slyszal to nachodzily go wspomnienia. I nie byłyby złe gdyby nie jego obecna sytuacja...
*Uruha*
Rozejrzałem się po swoim pokoju. W kącie stały spakowane walizki, a łóżko było równo zascielone białą posciela. Nie wiem czemu mama na wyjazd kazała mi zmieniac poszewki to bez sensu. Swoja drogą nie lubie białego. Kojarzy mi sie ze światłościa, czystością i spermą. Wole fioletowy i czarny.
Może to glupie ale to internatu wziąłem swoja pościel. Bo bialej nie przezyje...
W ogóle o czym jak myśle? O jakiejś jebanej, kurewsko białej pościeli. Kto w ogóle... dobra nieważne. Mam nadzieję że wszystko wzialem. I że tam jednak nie bede musiał zmieniac poszewek. Bo to wiecej roboty...
***
Jade autokarem do nowej szkoły. Z tego co wiem jest tam moj kuzynek Sasori. I będę z nim w pokoju. Brrr.... juz sie boje. A przede mną jeszcze full drogi.
Wracając do autokaru... a moze to minibus? W sumie nie ma różnicy. W kazdym razie wiem jedno- za mną siedzi lizakożerca! Jego torba podreczna jest pełna lizaków! Mam nadzieje że żaden nie wyląduje w moich pieknych, natapirowanych wlosach. Jeżeli tak sie stanie to obiecuje że zajebie skurwiela własnymi paseczkami od spodenek! I jeszcze... uh Kouyou spokojnie lizaki to nie powód do kastracji kogoś. Zreszta wierze ze nie wrzuci mi tego w moje kłaczki. I mysle ze chyba by mu bylo szkoda marnowac jedną z tych psujacych zęby paskud.
Moje rozmyslania przerwal busik ktory zatrzymal się pod jakimś budynkiem.
Psychiatryk?
To pierwsze co mi przyszlo na myśl. Sadzac po minie lizakozercy pomyslal dokladnie to samo.
W oknach byly kraty a ze scian odpadal tynk.
- Jesteśmy na miejscu? -pożeracz lizakow spytał niepewnie. Dopiero teraz mu sie przyjrzalem. Mial jasne blond wlosy z różową pasemka ulozone w tak zwany artystyczny nielad. Ładny i.... yyy stop!
- Jeszcze nie- odezwal się ktos z minibusu- bedziemy jechac jeszcze dwie godziny tylko po kogos tu przyjechaliśmy.
Podszedłem do okna kolo drzwi bo tam był lepszy widok na budynek. Niepewnie przez nie patrzyłem. Zauważyłem jak po chwili wyłonił sie stamtąd chlopak. Nie... to nie był chlopak. To istny anioł! Szedł w nasza stronę. Z wrażenia oparlem sie o drzwi. Mial złote włosy delikatnie opadajace na pół twarzy. I te jego oczy... no jedno oko bo drugie jest zaslaniane przez te cudne włosy ale nieważne.
Tak sie w niego zagapilem, że przypadkiem otworzylem te cholerne drzwi!! Runąłem do przodu turlajac sie po gownianej i smierdzacej ziemi. Prosto pod JEGO nogi!
Kurwa.
Jaka siara noż ja pierdole! Słów po prostu brak!
I jeszcze upokorzylem sie przed tym aniołkiem. Jaka ze mie niezdara. Spojrzalem na niego spodłba. Chce sie zapasc pod tą smierdzaca pelna obslizglych robakow glebę.
Zauwazylem że chlopak wpatruje sie we mnie lekko zdziwiony. Niedziwne. Leży przed nim ktoś kto wylecial z drzwi i na dodatek ujebał się cały błotem... Jeej! Super!
Podał mi reke bym mógł wstać. Chetnie przyjalem pomoc by móc sie po chwili przekonac jak bardzo sie uwalilem... Nie ma to jak pierwsze wrazenie. Moje dwugodzinne przygotowanie poszło w... ekhem khem.
Chcialem spojrzec mu w oczy i wtedy okazało się że jest ode mnie mniejszy o niecałą głowę.
Mój mały aniołeczek ( ojoj od aut. :) ). Jest uroczy.
A ja w sumie nie mam prawa nazywac go swoim, nie jest mój. I na 100% jest hetero. To pewne jaki ze mnie idiota -,-
- Nic ci sie nie stało? - zapytał cichutko spuszczajac łepek. Awww pocałowałbym go w usteczka. O coś mnie pytał. Ano tak.
- ym?, nie. Jestem Kouyou a ty? - ojej jakie ma rumieńce!
- Deidara- odpowiedzial i spuścił mocniej główkę
- Idziecie czy nie?! - krzyknął kierowca do nas. Fuj jaki oblech!
Przeszliśmy do bagażnika. Gdy blondynek wpakował swoje torby ja zdążyłem sie przebrać ( nie pytajcie gdzie :P ). Ruszylismy dalej. Lizakożerca cały czas się ze mnie nabijał. Noo ok nie tylko on. Caly busik z wyjatkiem Deidary miał niezly ubaw. Zacząłem sie zastanawiac nad bolndynem. ( ktory siedzi obok pana lizaka :D ) Wydaje sie być nieśmiały. I jest sliczny.
***
Po dwóch meczacych godzinach dojechalismy na miejsce. Troche nameczylem się z drogą do swojego pokoju. Po wejściu do niego położylem swoje torby na środku mojego nowego mieszkanka ( z trzema wariatami od aut. ). W sumie zastanawiam się jak ja je tu przytaszczyłem. Bo było ich sporo.
Rozejrzałem się po pokoju. Szare ściany na szczescie nie odpada tynk i jest czysto. O, dwupietrowe łóżko! Ciekawe czy mój kuzyn tam śpi. Były jeszcze dwa ale juz jednoosobowe wyrka. Podszedlem do tego ktore wydawało się wolne. Wyglądało na dosyc wygodne. Od razu się na nie walnąłem. Wnetrze pokoju nie powala ale... zainwwstowali w łóżeczka! :3
Jednak coś mi tu nie pasi. Wstałem z mojego posłania i przyjrzalem sie mu.
Nie, błagam.
Litości.
Biała pościel kurwa!
Ja jebie *-,- chyba zwariuje. Dobra jakos musze przeżyć. I zmienić to cholerstwo. Jednak najpierw zacząłem rozpakowywac swój bagaż. Swoją drogą zastanawiam się jak ja tam wszystko upchnąłem. Byly tam rzeczy o których istnieniu nie pamietalem. Nie bede o tym myślał bo mi łeb urwie.
Po godzinie wszystko było ładnie ułożone a torby znalazły sie pod łóżkiem. Nagle zauważyłem przy drzwiach jedna niewiwlka siatke. A co to było. .. A, moja mama wladowała to na ostatnią chwilę do busiku. Zerknąłem do środka. Ja p... nieważne. Mówiłem żeby nie ładowala mi tu jedzenia. Ale nie posluchala bo jak? Dobra podziele sie z moimi współlokatorami. Bo inaczej sie tego nie pozbęde. Nie żeby moja mama gotowala źle itp ale naladowala tego zdecydowanie za dużo.
Juz nie zaprzatajac sobie takimi sprawami głowy postanowiłem pójść się umyć. Zdjąłem buty ( dopiero teraz ) i poczułem coś miekkego pod nogami. Spojrzalem w dol. Dywan! I jaki mięciutki. Na pewno nie kupiła go szkola bo za fajny.
Ym, momencik. Ten dywan jest czerwony. Nawet lubie ten kolor ale... On ma odcień krwi! Aaa bedzie mnie straszyl w nocy :(. Teraz chyba wiem kto go tu przyniósł ( kochany Sasori od aut. ).
Dobra idę sie myć. Do wspolnej łazienki. Dla calego piętra.... buuu mam nadzieje ze mnie tam nic nie zje. BŁAGAM
***
Wrocilem bezpiecznie z łazienki. Nawet czysta co moim zdaniem jest cudem.
Zacząłem zmieniac pościel a kiedy skończyłem usłyszałem hałas na korytarzu. Postanowiłem sprawdzić co sie dzieje. Gdy byłem przy drzwiach ktoś je otworzyl z hukiem. Oberwalem nimi w moja piękną twarz. Co ja dzisiaj mam, caly czas wypadki! Oczywiście wywracajac sie ( drugi raz tego dnia ) przywalilem tyłem glowy w szafke. Aż mnie zamroczylo i zrobilo mi sie ciemno przed oczami. Nie chce zemdlec. Poczułem jak ktos mnie podnosi i kladzie na łóżku.
-nic ci nie jest?- uslyszalem czyjś głos. Powoli otworzylem oczy. Nade mną pochylal sie mój kuzynek.
- nie, Chyba. Jak tam rudzielcu? - pokazalem mu jezyczek. Nie obchodzilo mnie co u niego po prostu musialem okreslic go rudzielcem. Uwielbiam to robic.
- Ty sam jesteś rudy. A ja mam czerwone włosy wiec się odwal
- nie jestem mi podchodzi pod kasztan- usłyszałem czyjś chichot. Spojrzałem w bok. Na sąsiednim łóżku siedzialy dwie osoby. Teczowowlosy chłopak z przekszywionym irokezem, drugi siwowlosy najwyraźniej znudzony wszystkim. Takie sprawiał wrażenie.
- Sasori pójdzie z Miyavim do automatu?- odezwal się tęczak. Czyli ten siwy to Miyavi? Tylko że on się nawet nie ruszył kiedy moj kuzyn i ten z irokezem wyszli z pokoju. To znaczy że ten Miyavi mówi o sobie w trzeciej osobie? Chyba trafiłem do wariatkowa... ( no wow od aut. )
- Co masz taką minę ślicznotko? - odezwal się siwy. Ślicznotka? Gdzie...? Że niby ja? Czy on mysli że... uuuu :3
- um tak jakoś- wymusilem rumieniec. Ale ze mnie zajebisty aktor
- a jak sie nazywasz, ja jestem Hidan- Boże niech on się tak na mnie nie gapi! Rozbiera mnie wzrokiem.
- Jestem Kouyou- spuściłem "zawstydzony" wzrok. Musze sie zapisać na kółko teatralne
- Kouyou... - zamyslil się Hidan- bardziej pasuje Uruha ( jak ktos nie wie jap. śliczny )
- Tak mi mówią znajomi...
- Więc ja też tak będę mówił- zbliżył sie do mnie. O nie ,ratunku! Z pomocą przyszedł mi ... Miyavi! Dzieki bogom.
- ja po telefon- krzyknął- i zaraz obiad wiecie? chodźcie ,chodźcie
I jak sie pojawił tak samo zniknął.
- W takim razie chodźmy. Pokaże ci stołówkę. - odezwal się do mnie siwy łapiąc moją rękę- dołączymy do tych pedałów.
Pedałów? Chodzi o Miyaviego i Saso? Jaki nietolerancyjny... Nie lubie go.
- ok dobrze- zgodziłem się. Zmiana glosu też mi wychodzi. Będzie bardzo ciekawie.
~~~~~~~~~
* Dla niewiedzących Hidan wierzy w boga o imieniu Jashin. Oczywiście jest jego jedynym wyznawca dlatego to taka jego ksywka :)
No i koniec pierwszej części. Przepisywalam ją na telefonie bo nie miałam jak na komputerze a podejrzewam że Se7en nie miałaby czasu. Chyba troche krótka ale myśle że i tak nie jest źle jak na początek. I za jakiekolwiek błędy przepraszam.
Notki powinny się pojawiać od tygodnia do najwyżej miesiąca odstepu o dłuższych nieobecnościach bedziemy pisać. I oczywiście prosimy o komentarze bo musimy wiedzieć czy ktokolwiek to czyta.
Na razie to tyle nie bede dłużej ględzić. Do następnego.
《Sumire》
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz