poniedziałek, 2 grudnia 2013
Tytuł w remoncie cz.2
Opisy postaci:
Maya- szybko się nudzi, zwariowany, kocha lizaki, nie daje spokoju swoim znajomym. Rzadko ma zły humor. Może być sygnałem w ambulansie :)
Kai- radosny, cierpliwy, panowany, kocha gotować lubi ład i porządek
Ruki- kocha zakupy ( witaj bratnia duszo ) rzadko pokazuje uczucia, uwielbia psy, często się focha, szlachetny. Nie lubi mówić onswoim wzroście
I nasz debil Hidan- zboczeniec, myśli tylko o jednym. Ma ciężki humor. Uwielbia jeść ale nadal jest szczupły. Uważa że pieniądze nie są najważniejsze w życiu. Mimo tego plusa jest ogólnie idiotą. I może ma problemy ze wzrokiem.
A teraz notka i zapraszamy.
*Deidara* ( aż od początku )
Nareszcie dzień wyjazdu. Naprawdę długo na to czekałem. Spakowany byłem już od dwóch dni, więc jestem pewien że niczego nie zapomniałem.
Gdy tylko się ogarnąłem od razu wybiegłem z mieszkania w stronę. .. nazwijmy szkoły, gdzie miał po mnie przyjechać bus. Właściwie to nie szkoła tylko stary sypiący się budynek podobny do więzienia.
Pół roku temu mojemu ,już teraz- byłemu przyjacielowi udało się stąd wyrwać. Teraz moja kolej.
Muszę przyznać że zawsze się wszędzie spóźniam a dziś wyjatkowo jestem przed czasem. Zostało aż dziesięć minut. Siedziałem pod wejściem do "szkoły" cały się trzęsąc. W końcu zima idzie to zimno. ( masło maślane )
Po niedługim czasie zobaczyłem nadjeżdżający z daleka minibus. Kiedy się zatrzymał ruszyłem w jego strone. Byłem już prawie pod drzwiami kiedy zostały otwarte i coś przez nie wyleciało.
Ups, pomyłka. To nie jest coś tylko ktoś. Chłopak.
A jak podniósł głowę okazało się że bardzo ładny chłopak.
Un wypadałoby pomóc. Powoli wyciągnąłem w jego stronę rękę żeby mógł wstać z... tego na czym wylądował. Ble! Śmierdzi.
Kiedy w końcu udało mu się podnieść chciałem spojrzeć na niego.
Trochę wyżej
Jeszcze trochę
O! Widzę jego twarz.
Kuso jest ode mnie o wiele wyższy. Czuje się jak liliput :( będę płakać normalnie.
- Nic ci nie jest?- zapytałem opuszczając głowę. Czemu musze się rumienić przy każdym nowo poznanym człowieku? Nienawidze tego. I czemu do cholery faceci mnie zawstydzają! Trudne jest bycie biseksualistą. I na dodatek niskim -,-
- Ym nie- przerwał moje rozmyślania- jestem Kouyou a ty?
- Deidara- żadnych podrywów. Czyli nie wziął mnie za dziewczynę? Chociaż jeden nie jest ślepy na tym świecie!
Teraz spojrzałem na jego ciuchy. Co prawda całe brudne ale i tak widać że nie były najtańsze. Odnoszę wrażenie że wyglądam jak szmaciarz w moim wdzianku. Help.
- Idziecie czy nie?!- usłyszałem wrzask kierowcy. Nie o taką pomoc mi chodziło, przestraszyłem się. Nie ja nie chce na samym poczatku zbierać batów. Ruszyłem szybko do bagażnika włożyć torby. Tak w ogóle to ten kierowca jest wstrętny.
Zamknąłem klape i wszedłem do busu. Zobaczyłem Kouyou. I miał już czyste ciuchy! Gdzie on sie przebrał? O_o ( Macie zagadkę buhaha od aut. )
Usiadłem na wolnym miejscu za Kouyou obok jakiegoś chłopaka w blond włosach i różowej pasemce. Y?
Wszyscy w pojeździe nabijali się z mojego nowego znajomego. Mnie jego wpadka nie śmieszyła więc ich nie rozumiem. Spojrzałem na torbe mojego współpasażera. Lizaki, papierki, patyczki.
I nic więcej. Spojrzałem na niego. W buzi trzymał właśnie trzy lizaki. Boje sie.
A co jak mnoe zje tak samo jak te lizaczki? Nie chceeee!
***
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Cali i zdrowi uf. Kiedy wsiedlismy ukazało nam się kilka sporych budynków. Czyli szkoła, budynki z pokojami itp.
D-duże to powiem.
Chciałem pogadać z Kouyou ale zobaczyłem że od razu zabrał swoje bagaże i poleciał gdzieś fiiuu...
A to znaczy że zostałem sam z nieznajomymi. No jest jeszcze lizakożerca ale jego sie boje.
Zabrałem swoje torby i ruszyłem w strone internatu dla chłopców. Chyba, bo po prostu polazłem za reszta uczniów. Gdy weszliśmy do środka stwierdziłem że jeżeli gdziekolwiek się stąd rusze- zgubie się. W głównym pomieszczeniu bylo pełno odnóg do korytarzy i pokoi. Chyba dostałem oczopląsu.
- Elo! - usłyszałem za sobą krzyk i nim się obejrzałem poczułem silne uderzenie w plecy. Kurwa co to miało być?!
- To ja, to ja, pamietasz mnie? Musisz pamiętać siedzieliśmy razem w autobusie! - ktoś darł mi się to raz do lewego to do prawego ucha. Dokladniej to pan lizak jak zdążyłem się połapać. A ciężko było bo biegał dookoła mnie jakbym był niewiadomo czym.
- tak tak nie musisz mi krzyczeć do ucha- jęknąłem cicho - o co chodzi?
- o nic ale tak do ciebie podszedłem bo nikogo nie znam tu- uśmiechnął się- poza tym nie przedstawilem się. Jestem Maya. I kocham lizaczki!
Chłopak przedstawił sie po czym wyjął lizaka z kieszeni i wpakował mi go do buzi.
- To dla ciebie. A jak ty się nazywasz? - spytał patrzac na mnie ciekawsko
- Jessspfemm Deipfalaaa
- Jak? - wyjął mi lizaka z buzi
- Deidara! - krzyknalem i chciałem dodać że chce poszukać mojego pokoju jednak Maya uniemożliwił mi to po raz drugi wpakowując mi słodycz do jadaczki. Nagle poczułem jak ściska mnie z całej siły. Zaraz mi chyba flaki wyjdą na wierzch...
- Maya się cieszy! DeiDei będzie przyjacielem Mayi prawda? Bo jak nie to Maya będzie bardzo niepocieszony... - Pisnął chlopak trzęsąc mną. Musze przyznać że go polubiłem. Jest jak taka słodka przytulanka. Ale jednak byłbym przeszczesliwy gdybym odzyskał wolność.
- Oczywiscie że będą. Ale możesz mnie już puścić? - odpowiedziałem mu z lekkim uśmiechem. Tak w ogóle ten jego lizaczek smaczny jest ^^
- Tak tak spokojnie już puszczam. A gdzie DeiDei ma pokój? Ja mam w 63. - Spojrzalem się na niego troche zdziwiony
- Też jestem w tym pokoju- odparłem podnosząc swoje bagaże. Nim zdążyłem się w czymkolwiek połapać musiałem pędzić za swoim współlokatorem. Biegł jak szalony przez cały korytarz. Szczerze to ledwie za nim nadążyłem.
I po schodach i w prawo i lewo i po chwili staliśmy pod drzwiami z numerem 63. Aż dziw że nie zgubiłem ani jednej walizki. Maya bez pukania wciągnął mnie do środka.
- Heeeeeej! - wrzasnal do naszych współokatorów.
W naszą strone odwróciła się dwójka chłopaków. Jeden mial blond-brązowe dredy związane w kucyk i wydawał się trochę mały a drugi brązowe włosy.
- cześć- obaj usmiechneli się do nas.
- Jestem Maya a to Deidara. Jaram sie nowymi kolegami ~woooo- Lizaczek uśmiechnął się.
- Ja jestem Takanori a to Yutaka. - odezwał się dredziak. Hm... Był w stylu mojego przyjaciela. Po dłuższej rozmowie dowiedziałem się że na dredowatego wołają Ruki a na brązowo włosego (potem się kapnąłem że on tez ma dredy tylko cieńsze i nie ze wszystkich włosów... miał je związane w kucyka ale zamiast gumki miał rzemyk i warkoczyki) mówią Kai. Obydwaj byli weseli tylko że Ruki łatwo się focha. Szybko sie o tym dowiedziałem. A to było tak:
- Ruki maleństwo- skomętowal Maya gdy Taka wstał.
-JA NIE JESTEM MAŁY!!!!!-wybuchł na lizakożerca.
- Jesteś do tego słodziutki ^^
Na te słowa nasze maleństwo odwróciło się do nas tyłem.
-Kai, co on robi? - zapytałem po chwili ciszy
-Ruki? Właśnie się focha na Maye- odpowiedzial patrząc na mnie z uśmiechem.
- Cooo?! - Maya krzyknął zrozpaczony- Maleństwo nie fochaj się na mnie! -Blondyn podlazł do Taki i go przytulił za co oberwal w twarz -Za co? -jeknął smutny składając usta w podkówkę.
-Za to jak mnie nazwałeś- odezwał się maluch. No ok sam nie jestem najwyższy a wrecz przypominam liliputa jak już się określiłem ale do niego to tak pasuje :3 - Ale już się nie focham- dodał po chwili. I dobrze, bo nie chciałem żeby Lizak się rozplakał.
***
Udało mi się rozpakować. A było to trudne do osiągnięcia, bo Maya zamiast rozładowywać bagaże chciał się bawić a jak odmawialiśmy to nas zaczepiał krzycząc ~woooo. Wariat jeden.
- Głodny- zaczął marudzić. Takie duże dziecko.
- Za godzine bedzie obiad- powiedział Ruki przeglądając moje ciuchy. Nudzi mu się czy jak? Co jakiś czas na jego twarzy pojawiał sie grymas nie zadowolenia na widok moich sweterków. No co lubię je, do wszystkiego pasują i są mięciutkie.
- W co ty się ubierasz? - pisnął na widok moich starych wytartych dżinsów. Nie mam kasy na nowe wiec niech się nie czepia.
- W sobote jedziesz ze mną do sklepu- oświadczył głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Można jutro, przecież bedzie piątek- wtrącił Maya z uśmiechem.
- Nie- odezwał się Kai. Spojrzałem na niego jak na wariata. Jak nie? - można wychodzić tylko w weekendy. Witaj w naszej szkole-
- jak to?- Lizak zaczął marudzić- to nie chodzicie w piątki na party? Żadne? Ja nie przeżyje!
- A kto powiedział że siedzimy tu w tygodniu? - Maluch wyszczerzył się chytrze.
- Mam rozumieć że jest gdzieś miejsce gdzie można się wymknąć- zapytałem niepewnie. Cała reszta spojrzała na mnie z uśmiechem. To wszystko źle się skończy ja to mówię.
***
Minęła sobie godzinka i właśnie jesteśmy w drodze na stołówkę. A żeby na nią dojść trzeba opuścić nasz internat. Musialem ubrać kurtke a jej nie lubie. Co za zło.
Ogólnie droga zleciała na gadaniu o głupotach i pokazywaniu mnie i Mayi całego terenu. Wszystko było w osobnych budynkach. Szkoła, internat i stołówka z basenem ( mają basen ^^ ).
Teraz już wiem czemu tu są takie drogie czesne. Ja nie płace bo wygrałem kilka konkursów. Inaczej w życiu bym sie tu nie przeniósł.
- Jesteśmy- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kaia- gapciu rusz tyłek- popchnął mnie lekko. Gdy weszliśmy od razu poczułem ładny zapach. Nawet troche zgłodniałem. Ja i jedzenie. Cud.
- Chce papu! - Maya krzyknął biegnąc do okienka po tacke z jedzeniem. Poszliśmy w jego ślady i moment później siedzieliśmy przy stoliku.
- Jak skończymy- odezwał się Takanori- to pokażemy wam nasze przejście do magicznej krainy
- Tylko wy o nim wiecie? - zapytałem z ciekawości
- Nie ale jesteśmy jednymi z niewielu. Gdyby cała szkoła o tym wiedziała to mogliby nas przyłapać. A wtedy na sto procent by nas wywalili. I do tego zamkneli przejście. - powiedział Yutaka. Jak miło już nas chcą tak narażać. A dopiero co przyjechałem.
***
*Uruha*
Gdy byliśmy w połowie drogi do stołówki zobaczylem juz z daleka tęczową czupryne Miyaviego i czerwone kołtuny Sasoriego.
-ohayou Miyavi, Sasori-kun
-ohayo... yyyyy.. Miyavi nie wie jak śliczny ma na imie :(
-eh... mów mi po prostu Uruha. Jak reszta znajomych.
-Miyavi sie cieszy, Uru zaprzyjaźni się z Miyavim, prawda?
-hahaha tak -zauważyłem wzrok Hidana. Czy on właśnie gapił się na moje piękne i zgrabne nogi? Mrau. Znowu się ''zarumieniłem''. Sasori spojrzał na mnie jak na wariata ale po chwili chyba zrozumiał o co chodzi bo uśmiechnął się zawadiacko.
-Co kuzynko. Już mniej cię przeraża wizja posiadania pokoju z chlopakami? - zapytał a kąciki jego ust niebezpiecznie drgały od powstrzymywanego śmiechu.
- Tak, mogło być gorzej nie uważasz?-wymusiłem kobiecy głosik. Kurwa jestem zajebisty. Nawet lepiej niż zajebisty! Aktor doskonały! I tak, będę się tym jeszcze długo chwalił.
- Chodźmy bo zgłodniałem- odezwał się Hidan uśmiechając się do mnie. Zaraz padne.
- Miyavi musi najpierw do łazienki- oświadczył szczerząc się Tęczak i pobiegł. Zauważyłem że zrobił to tylko po to żeby się nie roześmiać. Czyli też już zaczaił baze.
Tak więc pozostałą trójką weszliśmy do środka. Gdy zdobyliśmy swoje pożywienie posadziliśmy swoje zacne tyłki na krzesłach.
- Jak ci się tu widzi?- zapytał mnie siwy.
- Myśle że mi się tu podoba- odpowiedziałem. Cholera to się robi trochę męczące. A Sasori, mój zawsze spokojny kuzyn właśnie się chichrał jak idiota. Niech się zamknie bo zaraz sam nie wytrzymam!
- Miyavi też uważa że tu fajnie- usłyszałem za sobą pisk- tylko czesne trochę drogie i Miyavi dostaję przez to pół kieszonkowego- zrobił smutną minke.
- Ciebie nikt nie prosił o zdanie- prychnął Hidan. Gbur jeden.
- Miyaviego nie trzeba prosić żeby dzielił się swoimi myślami- pokazał język i usiadł mi na kolanach. - Uruha pokarmi Miva?
A co ja niańka?
- Zostaw JĄ w spokoju- zarządził siwowłosy. Sasori prychnął, Tęczak zaczął się chichrać a ja przez tych kretynów nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Zabije ich!
- A z czego wy się tak śmiejecie?! - Hidan ryknął na nas a my prawie pospadaliśmy z krzeseł. Brzuch mnie zaczął boleć.
- Hi-hidan- westchnął Saso- wiesz w sumie to później się dowiesz.
Oczywiście siwy się wielce obruszył i wyszedł ze stołówki cały oburzony i wściekły. Khe khe. Akt pierwszy zakończony. Poczekamy do wieczora.... ( Uru diable od aut. )
Przez cały posiłek mieliśmy niezły ubaw. Dopiero po zjedzeniu się uspokoiliśmy. Odnosiłem właśnie swój talerz z chłopakami kiedy spostrzegłem dlugie blond włosy.
- O Deidara- powiedzialem na głos. Sasori stanął w miejscu przede mną. - Jaki Deidara?
- A taki z busiku poznałem dzisiaj. Bardzo miły. Tam jest- pokazałem blondyna gestem głowy. Już chciałem go zwołać kiedy usłyszałem trzask zbitych talerzy. Obejrzałem się w strone Sasoriego. Stał jak wryty cały blady. Spojrzałem na Deidare. Był odwrocony w naszą strone i patrzał prosto na mojego kuzyna. I wyglądał gorzej od niego.
O... o c-co chodzi?
***
I to na tyle. Miały być jeszcze obrazki i zdjęcia ale to kiedy indziej, bo na telefonie ciężko się wszystko robi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz