*Uruha*
Przez długi czas panowała cisza. Deidara i Sasori patrzyli na siebie ze... strachem? Zaczynam sie bać. Przyszła jeszcze jakaś kobieta ze stołówki i wydarła się na nas o ten zbity talerz. Sprzatnęła i znowu polazła. I o co robi zamieszanie mnie bardziej interesuje o co chodzi tej dwójce. Ale to potem. I tak teraz niczego się nie dowiem.
-ej... Saso idziemy...?- łaskawie na mnie spojrzał i skinął głową. Kątem oka zauważyłem że lizakożerca przygląda się Miyaviemu no no no... to się porobiło. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Zabrałem z tamtąd mojego kuzynka. W swoim czasie wszystko mi powie. A jak nie on to Deidara. Postaram się o to. Teraz musze przygotować się na wieczór. Oj hidan hidan... Pożałujesz swojej ślepoty. I tego że wziąłeś mnie za dziewczyne.
*wieczór*
Sasori zabrał Myva tak jak poprosiłem. Znalazłem moje najdziwkowate (shhhh wiem że niema takiego słowa! Od.aut.) spodenki... Teraz tylko doczepić paseczki i dalszą nogawke. Hmmm wszystko czarne. Trzeba by kolorku. Hmhmhm. Nie wiem! Może se daruję. No... wyglądam zajebiście. Teraz fryzura i makijaż. Hm. Włosy natapirowałem. A makijaż. Ten co zawsze. Uuuuuu jaki ja seksowny. Chyba sam sobą się podniecę. I ten wzrok.. ta mina. Awwww.
Wyjżałem na korytarz. Hidan już szedł. Kuso! Musze pościelić lóżko.
Obejżałem cały pokój. Zapaliłem kadzidełka. Niech bedzie ładnie. I jeszcze troche ogarnąłem. I dałem Winogrona. Idealnie.
-hey kochanie-poczułem jego zimny miętowy oddech na szyi. Brrrr. No ale cóż potem się powinno opłacić.
- witaj -odwróciłem się do niego powoli ocierając biodrem o jego krok. Hahaha już mu stoi. O jaki jestem zarąbisty pod każdym względem. Włożyłem mu winogrono do buzi. On zamiast winogron chce zjeść mnie. Czeka go rozczarowanie.
Moje zamyślenie popsuło mi plany. Przycisnął mnie do ściany i złapał za krocze. Odskoczył jak oparzony. Jego mina... genialna. Oj. On zaraz wybuchnie o.o pomocy.
- ty jebana szmato!- To.. zabolało mimo wszystko. Chyba mnie uderzył. Czuję krew w ustach. Ał to był tylko kawał popierdoliło go?! Podniósł mnie z ziemi. Aktualnie jej niedotykam. Dusze się. Ratunku to wariat.
-Hidan póść go! -usłyszałem czyjś głos. Resztkami sił spojrzałem w bok. Jakiś maluch krzyczał na siwego. W drzwiach stał mój kuzyn. Aż tak źle wyglądam? Niewiem. Już nic nie widze. Chyba zemdlałem.
*Ruki*
-DEIDAAAAARAAAAAA!!-tak chamsko wydarłem się mu do ucha. Aż podskoczył. Kai zdzielił mnie po głowie. Nie za mocno ale zrobił to pałeczką. Kiedy on ich niema przy sobie? No mniejsza z tym.
- uh. Niekrzycz mi do ucha. Głuchy jeszcze nie jestem.
-mówię do Ciebie od 5min. A ty niereagujesz. Ignorujesz mnie. Foch!-Odwróciłem łepek a Kai zachichotał. Jaki on miły. Nie ma co.
-przepraszam Taka..-spojrzałem na niego. Żałował.
-Ok, Chodźcie. Pokażemy wam to przejście.
Skineli głowami. Ruszyliśmy w inną stronę. Gdy prawie byliśmy u celu wszystko się pierdolnęło.
- a gdzie się panowie wybierają?- Pan od matmy... co on tu do cholery robi? Mamy przesrane. Spojrzałem na Deidare. On zaraz zawału dostanie. Chyba mi się go toche szkoda zrobiło. Czekaj... jednak nie. Poprostu dalej jestem głodny. Ale trzeba coś wykąbinować.
-my... yyy... ten, właśnie pokazywaliśmy im gdzie nie mają chodzić-wyszczerzyłem ząbki w uśmiechu. -a czemu niemają tu chodzić?- kurwa... nie miałeś pytać chłopie!
- Yyy bo tu chodzą ci, no... pedofile!
-pedofile powiadasz?- Ups coś mi nie wyszło. Kai patrzy na mnie jak na idiote. Spiepszyłem.
-Taaaa, my już pójdziemy- wziąłem Deia za ręke i pobiegłem tak szybko jak mogłem na swoich krótkich nóżkach. Kai i Maya za mną.
- Mówiliście, że nikt tam nie chodzi!- Deidara wydarł się na nas gdy wszyscy mogliśmy już normalnie oddychać po biegu
- Bo nauczycieli nigdy tam nie ma. Szczegulnie faceta od matmy. Ruki. Pedofile? Naprawdę? Aż takim jesteś idiotą?- Kai nie mógł mi darować. No bo kurwa po co?
- Ok ok mój błąd. Spanikowałem. Idę się przejść.
Wyszedłem stamtąd zanim Kai coś powiedział. Nie chce mi się z nim kłócić. Ogólnie wyszła masakra z tym wszystkim.
Po chwili zauważyłem idącego naprzeciw mnie czerwonowłosego. Ciekawe gdzie zgubił Tęczaka. Swoją drogą jego usta wyglądają jam stworzone do całowania. Ciekawe jak to by.... Jeb!
Przez ten chwilowy tok myślowy wpierdoliłem się w niewiele wyższego chłopaka. Gdyby nie fakt, że objął mnie w pasie poleciałbym z hukiem na zimną podłogę. Podniosłem troszkę główkę. To był błąd. Pocałowałem go. Kurwa, faktycznie ma miekkie usta. Odsunąłem się i poczerwieniałem.
-co ty odpierdalasz?- zapytał spokojnym głosem. Jak na mnie zaspokojnym. On jest straszny ( i słodki ale shhh )
-ja? Yyy... ten no... to.. yyy... przypadkiem.. i ten... FOCH!- Krzyknąłem i odwróciłem się tyłem do niego. Usłyszałem ciche westchnienie
- Ruki kurwa... o co sie fochasz?
-pfff...
-dobra sorry
Spojrzałem na niego zadowolony. Wygrałem keke.
Usłyszeliśmy krzyk i huk. Co kurwa? Sasori spojrzał wystraszony w stronę swojego pokoju. Coś było nie tak. Wbiegłem tam. Zauważyłem Hidana trzymającego Kouyou (o.o) Co on tu robi? Potem się nad tym zastanowię. Uruha zwisał niewiele nad ziemią. Miał rozciętą warge. Bez większych skrupułów rzuciłem się na wyższego o conajmniej 15cm kolege.
- Ty pasożytniczy wyliniały pawianie! - wrzasnąłem na siwego. - Chcesz go udusić?! Czy ty myślisz?! Mojego gitarzyste?! - darłem się w niebogłosy uderzając na ślepo i z całej siły w Hidana. Szczerze? Gówno to dało bo mam małe piąstki i jestem słaby ale miałem to głęboko w dupie ( niedługo będziesz miał tam co innego ^^ od aut. ) Nikt nie będzie bił Uruhy za... nie wiem za to co ale walić to!
- Nie dusiłem go- siwy krzyknął na mnie chwytając za nadgarstki.
- Jak nie, prawie go udusiłeś! Nawet przytomność stracił!
- Już się budzi- usłyszałem głos Sasoriego który siedział przy Kouyou trzymając rękę na jego czole. Słodko wyglądał i tak... Ruki ogar!
Spojrzałem na siwego
- W sumie to czemu go tłukłeś? - zapytałem
Momentalnie zrobił się cały czerwony. Usłyszałem cichy śmiech. Spojrzałem na Sasoriego. Uśmiechał się a obok Uru to samo. Wyglądał o wiele lepiej. A po ich minach wnioskuje że coś uknuli. - Wyjaśnisz o co chodzi? - zwróciłem się do czerwonowłosego.
- Bo widzisz- odezwał się ledwo powstrzymując śmiech. Moment Sasori się śmieje?
- Hidan wziął mojego kochanego kuzyna z.. za dziewczyne! Haha więc został wrobiony.
Zaraz zaraz. Kouyou? Że jako dziewczyna?! Nie ja nie moge serio co za idiota!
- Hahahaha kurwa ty wziąłeś Uruhe za babe? Haha pierdole... o kurwa nie mogę...
- ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnął Jashinista. Co za idiota :D
*Sasori*
Wyszło genialnie. Prócz rozciętej wargi mojego kuzyna. Ale nie przeszkadzało mu to bo nawet nie było prawie widać. Za dwa dni nic nie będzie miał.
Siedzieliśmy do późna. Hidan się nie gniewał co było cudem. A mi polepszył się humor. Nawet się śmiałem. Tylko jedna rzecz mnie zastanawia. Ruki ciągle mnie obserwował. Ale gdy na niego spojrzałem cały się czerwienił. Bardziej niż moje włosy. Wtf?
*Ruki ( Noc) *
Niemogę zasnąć. Ciąglę myślę o Sasorim. Głupi czerwonowłosy słodziak.. yyy. Pajac! To właśnie miałem na myśli. On słodziak? No chyba nie! Kogo ja oszukuję? On jest taaaaki słodziutki że chyba przestanę słodzic herbatę :P
Jest trzecia rano a ja nadal nie śpię. Muszę się przejść bo niewyrobię. A więc wstałem. Poszedłem na dach by zapalić. Nie mam 18stki a już palę. Problem XXIw.
Ruszyłem po schodach na górę. Prawdę mówiąc prawie nikt nie wie jak tam wejść. No chyba że o czymś nie wiem i będzie jak z przejściem. Ale też racja że poszliśmy tam w dzień a nie w nocy jak zawsze. Może to dlatego.
I tak oto doszedłem na samą górę do drabinki "dla konserwatorów" na dach. Otworzyłem klape i wyszedłem. Fuck mogłem wziąć kurtke, ale przeciez ja nie myśle że jest zima no nie?
Wyjąłem papierosa i chciałem zapalić kiedy w tej samej chwili usłyszałem pociąganie nosem i cichy jakby zduszony szloch. Spojrzałem za siebie ale nikogo nie było. Podszedłem do komina który był troche dalej. Kto tu...?
*Deidara*
Kuso*, kuso, kuso! Głupia bezsenność. I głupie wspomnienia. Akurat teraz mi się na nie zebrało. I jeszcze mi zimno. I na dodatek Ruki przyszedł jak się rozkleiłem.
- Deidara co ty tu robisz?! - krzyknął szeptem. O ile tak można. Wiedziałem że zapyta. - Stało się coś?
- Nie nic- próbowałem mówić normalnie jednak to oczywiste że drżał mi głos. Jasne jest że mi nie uwierzył.
- Ślepy to ja nie jestem. Dei o co chodzi?
- Ja... - powiedzieć? - po prostu zebrało mi sie na wspomnienia... związane z... kimś. Ale już mi minęło- odpowiedziałem częściowo. Znam go dopiero niecały dzień nie będę się jeszcze zbytnio zwierzał.
- aha... a jaki ktoś?
- kiedyś powiem- szepnąłem cicho
- a.. ok
Nastąpiła nieznośna cisza. Zimno mi. Mogłem nie wychodzić
- Jak tu wszedłeś? - Ruki przerwał ciszę- niewielu wie jak tu się dostać.
- szukałem miejsca do siedzenia i tak wyszło. O tamtym przejściu też mówiliście że nikt nie wie.
- Bo nikt nie wie. Nauczyciele tylko nas podejrzewają o ucieczki. Nie wynikają. Natkneliśmy się na pana od matmy bo poszliśmy tam w dzień. I na dodatek tylko on nas aż tak pilnuje. Reszcie się nie chce. Trzeba tylko uważać żeby nie przyuważyli. To bedzie spokój- wyjaśnił zaciągając się papierosem. Fuj.
- to jaka jest różnica gdzie sie wychodzi skoro mają nas w dupie?
- w nocy działają kamery a w tamtą strone jest jedyna droga gdzie jest "czysto". Ani kamery nie sięgają ani nauczyciele.z okien nie widzą. ..
- moment- jak z okien?
-ty myślisz że oni to gdzie mieszkają? Nieważne chodź bo marzne- pociągnął mnie za rękę do klapy. Gdy szliśmy przez korytarz zacząłem się zastanawiać na jedną rzeczą
- Ruki- odezwałem się cicho- jest środek nocy nie mogłeś spać?
- nie mogłem
- myślałeś o kimś? - przystanął na chwile
- ni-nie o nikim, musiałem tylko zapalić a przy drzwiach by mnie złapał portier wiec poszedlem na dach...
Był cały zmieszany. Czyli miałem racje. Ciekawe kogo sobie upatrzyłeś Ruki.
*Ruki*
Daaagh! Zauważył zauważył! Dobrze że przynajmniej nie wnika.
W tamtej chwili po spotkaniu na dachu, jakby bardziej się zrozumieliśmy. Dogadaliśmy. Myślę że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi :)
Jakimś cudem udało nam się wrócić do pokoju nie zabijając się. W końcu ciemno było i zawsze łatwiej jest gdzieś wywędrować niż wrócić.
Położyłem sie na łóżku nad Maya. Dlaczego śpię na jednym łóżku ( piętrowym ) z nim a nie Kaiem? Proste. Nie mógł się dogadać z Deidarą kto śpi na górze. Bo oboje chcieli spać na dole. Dziwne nie zawsze jest na odwrót.
- Ja śpię na dole Maya bo z góry zlece
- Nie ja śpię na dole bo inaczej z sufitu zeskoczy na mnie ciasteczkowy potwór!
- yyy... czy potwory nie są przypadkiem pod łóżkiem- zapytalem wtedy
- mnie straszą z sufitu! - Maya tupnął nogą na znak że nie odpuści
Kai w końcu nie wytrzymał miał ich dosyć i powiedział że Maya idzie spać na jego łóżku a on idzie tam na górę. No i tak to dziś wyglądało
- Czemu nie śpisz? -usłyszałem pod sobą głos. Nieee
- byłem zapalić- taka prawda nie zrzędzić
- a Deidei?
- przewietrzyć
- Ja tu coś wyczuwam...
- DOBRANOC! - prychnąłem kończąc wymiane zdań. Co oni się dziś na mne uwzięli? Znając życie jutto bedzie gorzej... zawsze tak jest.
* dla niewiedzących cholera :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz