sobota, 8 marca 2014

Między śmiercią a... miłością

Oj dawno mnie tu nie było. Bycie chorym nie jest zbyt miłe jednak dzięki temu skończyłam tego shota... za którego pewnie moja przyjaciółka mnie zabije ( Ups ). chciałam to wstawić już w czwartek jednak nie wyszło ale wyrobiłam się na dzień kobiet ^^

Paringi: Aoi x Uruha, Aoi x Kai, we tle Reita x Ruki, Uruha x Tora ( alice nine )

Ostrzeżenia: Próba samobójcza, trochę przekleństw

Uwagi ode mnie: Więc nie wiem do końca jak to wyszło, bo jedyne komentarze jakimi podzieliła się ze mną Se7en gdy wysłałam jej fragmenty to: "słodkie" albo "aw". Ogólnie najpierw powstał tylko fragment ( potem Se7 powiedziała żebym z tego historię zrobiła ) który znajduje się w 3/4 części potem początek a potem koniec :) W dodatku przez to jedna scena jest moim  zdaniem bardzo podobna o ile się nie powtarza :/ ale to chyba nie powinno przeszkadzać. Mam nadzieję...

----------------------------------

- Kaaaiii, kończmy na dzisiaj. Przecież zaraz mamy wolne- Maleństwo marudziło od dziesięciu minut na próbie. Powoli reszta zespołu zaczęła go popierać jednak chyba tylko dlatego że mieli go po prostu dosyć
- Liderze... - jęknął Reita- błagam kończmy tę próbę już nie ze względu na Rukiego a na nasz słuch
- ej! - oburzył się Taka
- Dobrze, dobrze kończymy skoro tak wam zależy- westchnął Tanabe- Uwaga mamy trzy dni wolnego. Tak wiem że się cieszycie ale... we wtorek mamy próbę na 9 i macie się nie spóźnić bo nogi z dupy powyrywam... i nie tylko- posłał wszystkim swój cudowny uśmiech w tej chwili jakby psychopatyczny. Wszystkich aż dreszcze przeszły.
- Kochanie chodźmy się napić- Uruha uwiesił się na ramieniu Aoia kiedy się zbierali
- Jutro, dzisiaj na wieczór mam zaplanowane coś innego- mówiąc to pociągnął Kouyou do drzwi.
Reita gwizdnął patrząc jak wychodzą
- To te gołąbki niech się poruchają a my pójdziemy na piwo nie Ruki? -wyszczerzył się do Takanoriego
- Pewnie a ty Kai idziesz z nami?
Lider tylko pokręcił głową
- Mam coś jeszcze go zrobienia- uśmiechnął się ale tak jakoś... inaczej. Akira spojrzał na niego podejrzliwie jednak nic nie powiedział i wyszedł z sali prób.
Kai usiadł na podłodze. Już nie musiał udawać. Po jego policzku spłynęła jedna samotna łza. Dziś po raz kolejny od kilku miesięcy pragnął znaleźć na miejscu Uruhy.
"Aoi pokochaj mnie"
***

Wracał do domu pieszo. To nic że droga zajmie mu gdzieś godzinę. Nie chciało mu się jechać. Nic mu się nie chciało. Taki nastrój miał od kilku miesięcy. Nawet nie liczył ilu. Pamiętał tylko dzień kiedy dwójka gitarzystów wpadną cała zadowolona do sali oznajmiając coś
"Uru i ja jesteśmy ze sobą - Aoi objął wspomnianą osobę.
- Od kiedy? - pisnął zachwycony Ruki
- Od wczoraj- wyszczerzył się Kouyou.
- Gratuluję, wiedziałem że się w końcu zejdziecie- Reita poklepał obu po plecach. A Kai się tylko uśmiechał czując jak serce pęka mu na części. Bardzo powoli zaczynało się rozpadać."
Teraz nie zostało z niego prawie nic. Nienawidził tych wspomnień przez które czuł się od razu gorzej kiedy wracały.
- Kurwa- wrzasnął Tanabe mając głęboko gdzieś mijających go ludzi. Kiedy chłopaków nie było w pobliżu nie miał siły udawać tak jak przy nich. Nie potrafił się uśmiechać i mówić "wszystko gra, jest pięknie i życie jest cuuudowne". Znowu czuł ciężar w nogach i tę niechęć to do swojego ciała i egzystencji.
"Po co żyje?" Pomyślał patrząc w niebo z którego powoli zaczynał padać deszcz.
"Jak wrócę do domu od razu spotkam się moją przyjaciółką"
Od razu poprawił mu się lekko humor. Zawsze tak było nawet jak tylko o tym tylko pomyślał.
"Czas z nią pogadać"
***

Wszedłem do domu cały mokry. Po drodze całkowicie się rozpadało. Ale co się będę przejmował. Zrzuciłem buty na podłogę to samo zrobiłem z kurtką. Ruszyłem w stronę łazienki. Umyłem dokładnie ręce i zacząłem szperać w szafkach. O, jest, znalazłem. Trzeba taką ofiarę jak ja ładnie pochwalić za zrobienie czegokolwiek dobrze.
- My little friend, my little friend- zanuciłem pod nosem. Zawsze tak robiłem przed "rozmową" z moją kochaną przyjaciółką. W sumie towarzyszy mi od chwili gdy dowiedziałem się że Aoi oddał swoje serce Uru. Powiem szczerze że mimo długiej przyjaźni... nienawidzę Kouyou. Od tamtego dnia. Znalazłem więc kogoś nowego na jego miejsce. Moją koleżankę którą dostrzegłem dopiero wtedy. I jest przynajmniej szczera nie to co niektórzy.
- Co mi powiesz co? - spojrzałem na mały kawałek metalu- że jestem straszny? Masz racje- zrobiłem cięcie na prawej ręce krzyżując je z jakąś starą blizną
- Że potwór? Brzydki na dodatek? - uśmiechnąłem się i zrobiłem kolejne cięcia. W końcu mój codzienny rytuał dobiegł końca. Będę musiał znowu umyć podłogę. Zastanawiam się czemu jeszcze się nie zabiłem. Ano tak... ta czwórka dużych dzieci mnie powstrzymuje. Ale przede wszystkim Yuu. Piękny, cudowny, doskonały Yuu. Przez niego boję się podciąć żyły. O ironio, przecież to przez niego powiedziałem w ogóle "cześć" mojej przyjaciółce.
***

Całe trzy dni wolnego spędził w domu. Prawie cały czas spał i nic praktycznie nie jadł. A kiedy się przebudził na dłużej to sprzątał. Nic innego nie chciał robić. Wyjść? Po co, to bez sensu. Telewizji nie odpalał bo jeszcze jakiś ich wywiad będzie leciał czy co. To samo z radiem. W każdym razie mieszkanie miał bardziej wysprzątane niż Ruki.

Nadszedł wtorek. Kai prawie nic nie zjadł na śniadanie. Co z tego że uwielbiał gotować skoro teraz prawie nic nie potrafił przełknąć?

Wybiegł z mieszkania. Samochód zostawił wczoraj pod wytwórnią. Mówi się trudno.
Tuż przed drzwiami do budynku założył swoją maskę. Kochany i jednocześnie surowy lider zespołu. Wszedł do wieżowca i skierował się w odpowiednie miejsce. Oczywiście przyszedł punktualnie pomimo braku pojazdu. I oczywiście Rukiego jak zwykle na czas nie było. Kai uśmiechnął się do reszty i wybrał numer wokalisty.
- Halo?
- Ruki-chan kotku czy wiesz która jest godzina? Nie? To powiem ci tylko że masz dziesięć minut na dojechanie na próbę albo spełnię swoją obietnice z piątku. Papa- zakończył połączenie. - a wy co tak oczka rozszerzacie? Rozkładać sprzęt, już!
***

-Kai zróbmy przerwę- krzyknął Ruki do mikrofonu
- Spóźniłeś się prawie pół godziny i masz czelność prosić o przerwę? Do roboty ale już!
***

"I co robisz do cholery?"
Kai patrzył z nienawiścią na Uruhe, który właśnie wygłupiał się z Aoim. W sumie można powiedzieć że się cały czas macali i cmokali. Tanabe miał wrażenie że zaraz nie wytrzyma psychicznie i albo się rozryczy jak głupi albo wywali ich za drzwi. Chociaż lepiej wywalić tylko Kouyou. I wykastrować przy okazji. Albo zrobić coś innego.
- Kai no~ zróbmy przerwę- Ruki po raz kolejny przerwał grę
- Takanori do jasnej kurwy skończ marudzić! Nie, nie zrobimy teraz tej piepszonej przerwy!!
Cały zespół patrzył w szoku na lidera, a w oczach Maleństwa zebrały się łzy. Reita od razu do niego podbiegł i przytulił
- Co się z tobą dzisiaj dzieje co?! - wybuchł na perkusistę- od rana zachowujesz się dwa razy gorzej niż zwykle! Ogarnij się.
W Kaia wpatrywały trzy oburzone pary oczu i jedne przestraszone.
- Ale...
- Rozumiem że musisz nas trzymać w ryzach i nigdy nam to nie przeszkadzało jednak dzisiaj przekroczyłeś wszelkie normy- Aoi patrzył na niego ze złością. Kai podniósł wzrok znad ziemi i skierował go na Yuu. Miał wrażenie że wszyscy go teraz nienawidzą. To bolało. Nawet nie zapytali czemu tak się dzisiaj zachowuje. I tak by im nie powiedział bo co? "Mam dosyć gapienia się na Yuu i Kouyou bo kocham Aoiego i przez to nienawidzę Uruhe?" To głupie jednak chciał żeby się chociaż zainteresowali. A zachowanie Shiroyamy bolało go najbardziej.
- Próba jest jutro na 10 - powiedział cicho i wyszedł z sali. Nikt za nim nie poszedł. Nikt nie dociekał.
"Dlaczego się jeszcze nie przyzwyczaiłem do bólu"
Pobiegł do windy i nacisnął przycisk aby zjechać na parter. Kiedy tam dotarł wybiegł z budynku i pobiegł w najbliższą uliczkę. Sięgnął pod rękaw i zaczął rozrywać wczorajsze rany. Bolało i to strasznie. Jednak musiał to zrobić inaczej nie wytrzymałby psychicznie.
***

Nawet nie pamiętał jak wrócił do domu. Ale chyba nie samochodem. Jutro znowu będzie musiał iść na piechotę. Ułożył równo buty i powiesił kurtkę. Następnie poszedł do sypialni i położył się na łóżku. Starając się nie myśleć o dołujących rzeczach, zasnął.
***

Przespał całą resztę dnia i całą noc. Jednak i tak był zmęczony i wyczerpany. Względnie się ogarnął i zjadł śniadanie które ciężko tak nazwać bo składało się tylko z połowy opakowania jogurciku.
***

Po około godzinie był pod wytwórnią. Dzisiaj znowu musiał założyć maskę. I tym razem nie mógł pozwolić by opadła jak wczoraj. Dawał radę tyle miesięcy. Teraz też wytrzyma. Ale mimo wszystko obawiał się że będzie jak wczoraj.

Gdy wszedł do sali prób wszyscy już byli. Nawet Ruki się nie spóźnił. Cały zespół uważnie przyglądał się Kaiowi
"Nie patrzcie tak błagam"
- Kai- Reita odezwał się pierwszy
"Nie wracajcie do wczorajszego dnia"
- Słuchaj my... wczoraj troszkę za mocno na ciebie naskoczyliśmy i... no...
"Teraz dopiero się połapałeś do cholery?"
- Jest nam trochę przykro- powiedział Uruha
"Tak bo tobie kurwa najbardziej"
- I przepraszamy
"Szczerze?"
- Wybaczysz?
Tanabe popatrzył na ich twarze- Wybaczam zresztą sam przesadziłem. Przepraszam. Zaczniemy? - uśmiechnął się do reszty chociaż w ogóle mu się nie chciało. Nic mu się nie chciało. Usiadł za swoją perkusją i pokręcił pałeczkami- Za tydzień koncert więc do roboty!
***

Wszystkie siedem dni przed występem było dla Kaia mordęgą. Ruki i Reita cały czas się do siebie lepili. Nie byli teoretycznie razem ale było widać że się kochają i na pewno niedługo się zejdą. Jednak gorsze było oglądanie Aoia i Uruhy. Słabo mu się robiło gdy Kouyou przytulał się do swojego chłopaka całował go i te inne. A jeszcze gorzej było oglądać jak obiekt jego westchnień robi to samo. Naprawdę ten tydzień był dla niego bolesny. Ale jeżeli teraz stwierdził że było źle to potem to już była masakra.
***

Nadszedł dzień koncertu. Jechali swoim busikiem do Kanagawy. Gdy byli na miejscu wyszli z niego. Teraz całe popołudnie minie im na przygotowaniach. Na szczęście dla Kaia, każdy miał osobną garderobę. Cieszył bo nie musiał się w czasie przebierania przejmować że reszta zobaczy jego prawą rękę.
Wszyscy bardzo skupili się na pracy i zanim się spostrzegli była godzina koncertu.
Kiedy wyszli Ruki pogadał coś do mikrofonu i zaczęli grać. Kai był po raz pierwszy od dawana z czegokolwiek zadowolony. Bawił się świetnie wykonując zza perkusji gesty w stronę fanów. Aż w końcu nadeszło coś tak magicznego jak fanservise.
Aoi podszedł do Uruhy i złapał do za tyłek na co śliczny udał zawstydzenie jednak po chwili przyciągnął do siebie drugiego gitarzystę i zaczął się z nim namiętnie całować. Fanki krzyczały z radości i domagały się więcej. Natomiast serce Tanabe krzyczało o litość. By to wszystko się skończyło. Miał ochotę zostawić tę piepszoną perkusje i uciec ze sceny. Dalszą część koncertu ledwie przeżył. Chciał się już znaleźć w domu, wsiąść żyletkę i pozbyć się bólu w swoim wnętrzu.
"Chyba się od tego uzależniłem" uśmiechnął się krzywo.
Kiedy nastąpił koniec męczarni perkusista podziękował szybko i prawie pobiegł do swojej garderoby. Nie mogąc znaleźć nic ostrego, roztłukł część lustra i biorąc najostrzejszy kawałek odwinął rękaw. Czas zabrać się za robotę.
***

Mijały tygodnie a nawet miesiące. W tym czasie przewinęło się masa prób i koncertów. Kai czuł się coraz gorzej zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jednak nadal doskonale to tuszował. Zakładał długie rękawy, czasami kilka par koszulek i dwie pary spodni by ukryć to jak bardzo schudł. Malował się też mocniej. Ale w taki sposób by nikt nie zauważył. Nie spał bo od jakiegoś czasu nękały to koszmary. Chociaż żadnych nie pamiętał, bał się ich. Jednak gorsze były jego napady lękowe. Siedział w mieszkaniu i nagle wpadał w panikę. Nie wiedział co robić a żebra uciskały mu płuca. Bał się, cholernie się bał. Kiedy to mijało, uciekał pod koc, kołdrę czy cokolwiek pod czym można się schować. A potem zastanawiał się: czego się boję?
Nie znalazł odpowiedzi na to pytanie.

Zawsze był słaby psychicznie i już od jakiegoś czasu coś się z nim działo. Nawet próbował brać leki. Jednak ponad rok nieodwzajemnionej miłości do Yuu zniszczył go kompletnie co widać po jego zachowaniu i wyglądzie. Ale nikt tego nie widzi bo on to doskonale ukrywa. I już nie czuje potrzeby się leczyć. Sam nawet nie dałby rady. A przecież innym nie powie.
"Bo po co? Jestem tylko problemem"
***

Był marzec. Kolejna próba. Kai po drodze do wytwórni wszędzie widział zakochane pary. Całowali się, przytulali i tak dalej. A Tanabe już patrzeć na to nie mógł. Na dodatek jeszcze na próbie czeka na niego czwórka zakochanych. W tym jego nieodwzajemniona miłość.
"Życie jest boskie" pomyślał z sarkazmem.
Gdy dotarł na miejsce, w sali siedzieli już Uruha i Aoi. Oczywiście byli wtuleni w siebie i mieli absolutnie gdzieś że lider wszedł do pomieszczenia. Całowali się i śmiali.
"Będę kurwa rzygał"
Spojrzał z nienawiścią na Kouyou i zaraz się uśmiechnął gdy ten w końcu na niego spojrzał.
- A co tu tak wcześnie robią nasze gołąbki? - zapytał udając wesołego.
- a tak jakoś- wyszczerzył się Aoi
"Czyli po prostu w nocy się nie piepszyli i są wyspani. Jak miło"
Po chwili do sali weszli Reita z Rukim. Cali w skowronkach.
"Za dużo szczęścia i pluszu"
Wiedział o co chodzi. Już bardzo dawno się na to zapowiadało. A mianowicie, uwaga: za trzy, dwa, jeden...
- Jesteśmy parą, jesteśmy parą- zaświergotał Ruki.
"Kurwa zostanę jasnowidzem"
- Super gratuluje- śliczny od razu do nich wyskoczył, zresztą Aoi to samo. No i co mógł zrobić biedny perkusista?
- Strasznie się cieszę naprawdę- powiedział z uśmiechem. Objął Rukiego i poklepał Reite po ramieniu. Ledwo się powstrzymał żeby nie usiąść na podłogę i się nie rozryczeć.
***

To była jedna z najgorszych prób mojego nędznego życia. Co chwilę klepanie po tyłkach, cmokanie po policzkach w usta i jakieś inne sratatata. Miałem ochotę iść do domu. Potrzebuje mojej przyjaciółki. Boli. Klatka piersiowa niemiłosiernie mnie uciska. Jeszcze kilka piosenek. Dam rade. Zawsze daję.

Koniec. Zadowolony odłożyłem pałeczki na miejsce.
- Kai chodź z nami na piwo trzeba uczcić zejście się Reity i Rukiego- Uruha uśmiechnął się do mnie. A za nic w świecie z tobą nie pójdę. Chyba śnisz. Poszedłbym ze względu na Aoia ale nie mam ochoty patrzeć jak się nim liżesz.
- Nie mogę mam papierkową robotę
- Oj Kai-kun naprawdę cholernie dawno z nami nie byłeś nigdzie- Maleństwo spojrzało na mnie prosząco. Błagam niech mnie coś wyratuje. Nagle do sali wpadł menadżer.
- Kai słuchaj macie niedługo sesje, uzupełnisz papiery?
Zbawca mój.
- Tak oczywiście- uśmiechnąłem się do niego- innym razem Ruki-chan.
***

Czas mijał dalej. W końcu nadeszło lato a wraz z nim cieplejsze dni. Na szczęście dla perkusisty, nie aż tak ciepłe by musiał koniecznie rezygnować z długich rękawów i spodni. Jednak i tak ubierał się lżej. Miał ochotę odwołać próbę gdy na termometrze pojawiło się prawie 30 stopni. Ale nie zrobił tego i grzecznie wyszedł z domu mając nadzieje że reszta nie zauważy jego wystających kości. Trochę się zawiódł ale odniósł też połowicznie sukces.
- Kai schudłeś- odezwał się na koniec próby Reita.
I teraz rozterka: jak zaprzeczy to się na niego uwezmą i zobaczą jak wygląda naprawdę a jak przyzna tak po prostu racje to też będzie źle.
"Już wiem"
- No wiem. Niestety to chyba przez nadmiar pracy. Myślałem nad załatwieniem nam wolnego.
"Bzdura wymyśliłem to na poczekaniu"
- Super to chodźmy poprosić o wolne razem a potem zabieramy cię na porządny obiad Kai-kun! - zapaliło się Maleństwo.
"Fuck"

Nie wiedział jak to wszystko przeżył. O dziwo wolne dali im wyjątkowo bez problemu. A potem zespół zaciągnął go do restauracji.
Dostał dużą porcje jedzenia. Jego zdaniem. Co wcale nie oznacza że faktycznie była duża. Po prostu dawno tak nie jadł. I już po połowie...
"Niedobrze mi"
Miał wrażenie że wszystko zaraz zwróci. Cóż się dużo zastanawiać. Po prostu tak zrobił. A wtedy nawet było gorzej. Piekło go gardło a żołądek odmawiał współpracy.
Kiedy chciał wrócić na miejsce obie pary siedziały do siebie wtulone. Kaia coś zakuło w piersi.
"Nawet poza próbami"
Wszystko miał przy sobie więc nie chcąc zawracać im głowy wyszedł z restauracji.
"Czemu tylko ja nikogo nie mam?"
Chociaż nie miał sił biegł do mieszkania.
"Nie chce być sam"
***

Koniec lata, koniec ciepła i koniec chodzenia ubraniach w których jest za gorąco. Kai dosyć entuzjastycznie przywitał jesień chociaż nie okazywał tego.

Niedługo mieli mieć kolejny koncert. Tanabe wszedł do sali i zastał dość nietypowy widok. Uruha siedział na kanapie strojąc gitarę, Aoi robił to samo jednak na drugim końcu pomieszczenia.
"Znowu się pokłócili?"
Jednak tym razem wyglądali jakoś inaczej. Perkusista postanowił nie zwracać na to uwagi i gdy wokalista z basistą przyszli, zaczął próbę.
- Dobra przerwa- zarządził po dwóch godzinach.
- Chodźmy na kawę- pisnął Ruki skacząc jak króliczek. Wszyscy ruszyli do automatu z gorącymi napojami.
- Nie wziąłem drobniaków- westchnął Kai
- To idź do sali po nie- powiedział Reita czekając na swój napój.
- Obejdę się bez kawy. Piłem dziś już jedną
"Nieprawda piłem tylko zieloną herbatę"
- No wiesz ty co...
- Nie nie wiem. Będę czekać w sali prób. Macie 20 minut. Znajcie moją dobroć- Kai uśmiechnął się i poszedł.
Będąc w sali chciał usiąść przy perkusji gdy usłyszał cichy szloch.
"Ja to mam szczęście" - pomyślał i ruszył w stronę źródła dźwięku. Po chwili zauważył kogoś koło kanapy. A tam był...
- Uruha? - gitarzysta na dźwięk swojej ksywki podniósł przestraszone i zapłakane oczy na lidera.
"Cholera co znowu?"
- Co się stało? - zapytał choć teraz mało go to obchodziło.
- Nic- burknął Kouyou na co Tanabe posłał mu spojrzenie w stylu: "taaa jasssne". Usiadł obok Shimy czekając na wyjaśnienia.
- Ja... znaczy... ja nie jestem już z Aoiem, b-bo on dziś... p-powiedział że... - Śliczny rozpłakał się jeszcze bardziej.
"Nie są razem? Znaczy Yuu zostawił Uruhe?!"
W tym momencie Kai uśmiechnął się pod nosem. Ile on czasu czekał na tę chwilę. Teraz cała nienawiść do gitarzysty gdzieś się ulotniła. Zaraz jednak spochmurniał
"Musi tu być haczyk..."
- A co ci powiedział?
- Że on... zakochał się kimś innym
"Wiedziałem do cholery". Perkusista objął delikatnie Kouyou dając się mu wypłakać zanim przerwa minie.
- Na pewno znajdziesz kogoś lepszego- powiedział na głos
- A-ale ja nadal go kocham. Nie będzie lepszego od niego- jęknął Uruha.
- Kiedyś ci przejdzie, znajdziesz sobie kogoś i pokochasz
"Haha bardzo śmieszne. Mi się takie coś nadal nie udało. No ale przecież nawet jakbym się odkochał w Aoim to i tak bym nikogo nie znalazł bo jestem straszny"
- A mówił coś jeszcze o tym kimś? - musiał to wiedzieć.
- jak go zapytałem o niego to powiedział że ma cudowny charakter i najśliczniejszy uśmiech na świecie.
"Nadal mogę o nim tylko śnić"
***

Po próbie wrócił do domu. Obejrzał się w lustrze i wyraźnie skrzywił.
"Uruha to przynajmniej ma szanse kogoś znaleźć. I pewnie szybko znajdzie"
Chciał iść do kuchni coś zjeść jednak zaraz zrezygnował.
"Skoro jestem brzydki to będę chociaż szczupły"
Co z tego że już był za chudy?
***

Przewidywania Kaia szybko się spełniły. Jakieś dwa miesiące później Kouyou związał się z Torą. Zaczęły się wydzwaniania w czasie prób, bieganie po całej wytwórni jakby Uruha miał owsiki. Częste, długie przerwy i prawie codziennie goście z Alice Nine. Wszyscy cali szczęśliwi z wyjątkiem Kaia który robił coraz krótsze próby żeby sobie gołąbki mogły pogruchać.
On sam już stracił całkowicie chęci do grania i ogólnie życia.
"Po co się urodziłem?"
***

Spojrzał z obrzydzeniem na swoje odbicie w lustrze. Był straszny.
"Po co nam ciało skoro jest brzydkie?"
Obrócił się wokół własnej osi.
"Po co nam ciało skoro nas ogranicza?"
Zerknął na godzinę w telefonie. Na tapecie było zdjęcie Aoiego. Był piękny. Doskonały. Ideał wszystkiego co istniało.
A on był okropny. Pokraczny i brzydki. Po raz kolejny czuł się słaby. Znowu pragnął się uwolnić z powłoki w której był. Potrafił tak zrobić tylko na chwilę. A przynajmniej się tak poczuć.
- Come, come my little friend- zanucił pod nosem przeglądając szafki nad zlewem.
- Tu się zgubiłaś kochana- uśmiechnął się smutno na widok małego kawałka metalu.
"A teraz odpokutujesz wszystkie swoje błędy tego dnia. Odpokutujesz to że w ogóle żyjesz"
- Brzydki, gruby, ofiara losu, potwór- z każdym słowem na skórze pojawiała się głęboka czerwona linia. Stare rany były otwierane, obok pojawiały się nowe, jedna rana przykrywała następną. Na kafelkach zaczęło się pojawiać coraz więcej krwi.
Skończył swój wieczorny rytuał wpatrując się w swoje dzieło. Ręka była całą w czerwonej posoce. Piękny widok. Podszedł do zlewu i puścił wodę następnie wkładając pod kran poranioną kończynę. Rany zaczęły niemiłosiernie piec jednak jemu sprawiało to radość. Jakby pozbywał się zbędnego ciała.
Po owinięciu ręki położył się zadowolony spać. Szkoda że rano to uczucie minie.
***

Słyszał ciche buczenie. Bardzo wkurzające buczenie, które po chwili męki ucichło. Otworzył oczy i spojrzał na stolik koło łóżka. Budzik na nim wskazywał 13.
"O nie chłopaki mnie zabiją próba miała być na jedenastą"
Wziął telefon i zetknął na wyświetlacz. 10 nieodebranych połączeń od Reity, 7 od Uruhy, 14 od Rukiego i 28 od Aoiego w tym cała tona smsów.
"Tak, jestem trupem..."
Wyrzucił telefon na drugi koniec pokoju. Wstał i po chwili zastanowienia podniósł go i ruszył w stronę łazienki. Na podłodze była zaschnięta plama krwi z poprzedniego wieczoru. Popatrzył na nią obojętnie. Następnie przeniósł swoje spojrzenie na lustro. Nastrój sprzed kilku godzin powrócił.
"Nic nie ma sensu" mruknął pod nosem i wystukał wiadomość że nie dotrze na próbę. Nie chciał widzieć Aoiego. Wiedział że kiedy go spotka to stchórzy mając durną nadzieję że ten kiedyś go pokocha. A chciał zrobić to do czego się już od dawna przymierzał.
Wyjął z szafki rzyletkę. Była dokładnie w tym miejscu gdzie zostawił ją wczoraj. Spojrzał na swoją prawą rękę. Istne arcydzieło. Czas stworzyć drugie. Patrząc w lustro przyłożył narzędzie do żyły przy lewym nadgarstku. Jedno cięcie. Prawie nic nie leci. Drugie i trzecie poprowadzone aż do łokcia. Teraz lepiej. Ale jest nie symetrycznie do prawej. Zaczął robić pełno nacięć.
"I teraz jest ładnie"
Powoli zaczynał tracić siły. Usiadł na podłodze i odblokował telefon by móc spojrzeć na zdjęcie Aoiego. Pocałował delikatnie ekranik.
"Przepraszam, że jestem słaby"
Zamknął oczy i stracił przytomność.
***

Jasno. Ciemno. Wszystko miga jakie to wkurzające. Jakieś głosy. Zostawcie... przecież pragnąłem śmierci. Czuje że mnie od niej oddalają. Nie... NIE! ZOSTAWCIE, DOBIJCIE MNIE! Panie, śmierci i umarłych... czemu mnie zostawiłeś?
***

Przebłyski z których nic nie pamiętam. Ile tu leże? Kilka dni? Może godzin? Wszystko tak boli że nawet nie mam chęci próbować się poruszyć.
***

Nic nie widzę i prawie nic nie słyszę. Ale czuję że ktoś przy mnie siedzi. Czuje jak głaszcze mnie po ręce. Jestem ciekawy kto to. Jednak... czy otworzenie oczu ma jakikolwiek sens?
***

Zastanawiam się czy spróbować otworzyć oczy. Ta niemoc zaczyna mnie dobijać. A przy mnie cały czas ktoś siedzi. Coraz bardziej ciekawi mnie kto.
Delikatnie uchyliłem powieki. O matko za jasno. Moje oczy.... no dobra próba numer dwa.
Biało, jasno. Poczekałem aż się trochę przyzwyczaję. Po chwili było już lepiej nawet zarysy przedmiotów było widać.
***

W końcu jego oczy przyzwyczaiły się zupełnie do światła. Spojrzał na postać siedzącą obok niego. I aż mu serce prawie stanęło.
Obok siedział Aoi trzymając go za rękę. Wyglądał okropnie. Miał całe czerwone oczy i duże sine kręgi pod nimi. Popękane, suche usta i ogólnie taki jakiś... zmizerniały. Wydawał się drobny i o wiele chudszy.
- Dlaczego to zrobiłeś Kai? -odezwał się cicho patrząc na swoje ręce. Nie zauważył że ten się obudził. - Co ty ze sobą zrobiłeś? - Jego ciałem wstrząsnął szloch.
Kaia chciał coś powiedzieć ale wyszło tylko ciche charknięcie. Yuu spojrzał na niego.
- K-Kai?- szepnął drżącym głosem- Kai- uśmiechnął się blado i przytulił do jego szyi. Po chwili Tanabe poczuł jego łzy.
- B-bałem się... Kai... j-ja... ty się nie b-budziłeś i.. i..
W tym momencie do sali wszedł Reita. Aoi wrócił na swoje miejsce. Akira widząc lidera delikatnie się uśmiechnął
- Witamy wśród żywych- po tych słowach zza drzwi wyjrzeli Ruki i Uruha.
- Kai-kun! - Maleństwo zapiszczało i przytuliło się do Yutaki.
- My się tak baliśmy, ja się bałem. Czemu nic nam nie mówiłeś i p-potem zrobiłeś coś takiego? Myśmy od zmysłów odchodzili jak ... buuuu- Rukiś płakał i zamoczył całą szyje perkusisty. Był do niego przyklejony jak na super glu więc nawet jakby ktoś chciał go odczepić to nie dałby rady. Kai poczuł dłoń na ramieniu
- Dobrze że jesteś spowrotem- powiedział Uruha.
- To ja zabiorę Aoiego do domu- odezwał się Reita
- Nie ja...
- Coś nam obiecałeś- Reita złapał Yuu za ręke i wyprowadził z sali. Kai spojrzał pytająco na Uruhe. Ten już chciał coś powiedzieć ale Rukiś go uprzedził.
- A ja się tak okropnie bałem bo ty się przez dwa tygodnie nie budziłeś i... i.. lekarz powiedział że się możesz j-już nie obudzić b-bo straciłeś chęć do życia...
- Jak... dwa tygodnie- Tanabe wychrypiał
- Normalnie- Uruha zaczął gładzić lidera po głowie- a lekarz nie dawał ci już szans więc- tutaj zrobił przerwę powstrzymując gule w gardle- więc... dobrze że do nas wróciłeś- po policzku Kouyou spłynęła jedna łza. Ruki skulił się na swoim siedzeniu. Jednak po chwili wyszedł mówiąc że idzie po kawę.
- Co Aoi obiecał? - zapytał cicho Kai. Nadal kiepsko szło mu mówienie- i co się działo przez ten cały czas? Czemu mnie ocaliliście...
- Może opowiem ci wszystko od początku. Czyli od kiedy napisałeś że nie przyjdziesz na próbę. Ruki się wkurzył twierdząc że sobie chyba żarty stroisz a on specjalnie przyszedł punktualnie. I zarządził że do ciebie pojedziemy bo to nie jest normalne. Więc pojechaliśmy. Nie otwierałeś drzwi jak dzwoniliśmy dlatego Reita wyłamał zamek. I kiedy szliśmy do twojej sypialni to po drodze... pod drzwiami łazienki.. była krew i jak otworzyliśmy... to... - Uruha przetarł oczy z których zaczęły lecieć strużki łez.
- Kouyou...- szepnął Tanabe
- Ruki wpadł w histerię wiesz jaki jest. My staraliśmy się cokolwiek zrobić. W końcu udało nam się sprowadzić karetkę. Zabrali cię na sale i strasznie długo trzymali nas w niepewności. A kiedy w końcu czegoś się dowiedzieliśmy to tego że prawdopodobnie nie przeżyjesz. A Aoi... on po prostu się uparł że będzie cię pilnował aż się nie obudzisz. Od kiedy pozwolili nam do ciebie wejść cały czas przy tobie siedział.
- Cały czas?
- 24 na dobę. Dzień w dzień i za nic w świecie nie szło go odciągnąć. W końcu zmusiliśmy go żeby obiecał że kiedy się obudzisz to pójdzie normalnie odpocząć do domu. Widziałeś jak wyglądał.
Akurat kiedy skończył mówić wrócił Ruki.
- Uruha, sam powinieneś iść odpocząć- uśmiechnął się blado do gitarzysty- ja z nim posiedzę.
Kouyou wstał ze swojego krzesełka.
- Przyjdziemy wszyscy jutro dobrze? - Kai kiwnął tylko lekko głową. Gdy Uruha wyszedł Maleństwo zajęło jego miejsce.
- Kai czemu to zrobiłeś? - chwycił go za rękę- mogłeś powiedzieć jak miałeś jakieś problemy.
Perkusista spojrzał w przeciwną stronę nie odpowiadając.
- Kai... dlaczego...- szepnął cicho Ruki. Chociaż i tak nie mógł się spodziewać odpowiedzi od lidera.
***

W końcu Takanori wyszedł z sali w której przebywałem. I dobrze, bo tak szczerze to nie wierze że oni sami od siebie tutaj siedzą. Nie chce litości, pragnąłem śmierci. Oni mi ją zabrali. Kiedy nareszcie chciałem zaznać jedynego wytchnienia oni mi je zabrali. To jest bez sensu. Po co mnie ratują skoro i tak moje życie jest niepotrzebne?
***

Następnego dnia przyszedł do mnie lekarz. Pytał o moje samopoczucie i ogólnie jakieś takie gówniane pytania zadawał. Po jaką cholerę mu to wiedzieć? Chociaż nie chce mi się to szczerze odpowiadam na coś w stylu: co widzisz w lustrze, ile jesz i kiedy jesz, kiedy zacząłeś się okaleczać. Prawdę mówiąc tylko to pamiętam za dużo gadał. Po dwóch godzinach miałem go serdecznie dosyć więc po prostu powiedziałem mu żeby spierdalał. Patrzył na mnie jak na chorego psychicznie. Haha, miał taką zabawną minę.
***

Po południu przyszedł cały zespół. Czemu wcześniej nie zauważyłem jacy oni są głośni? Zwłaszcza Ruki. Jemu to się jadaczka nie zamyka. I te współczujące spojrzenia. Przecież nie muszą tu siedzieć. Aoi po co się przy mnie męczysz? Idź do swojego ukochanego a nie mnie katujesz tymi swoimi oczami. Idźcie sobie, mam was dosyć. A zresztą, co będę tak siedzieć, idę spać. Najwyżej Taka się wkurzy, że go nie słuchałem.
***

Obudziłem się pod wpływem jakiś hałasów. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem jak lekarz wygania na chwilę chłopaków z sali. Ta, na chwilę. Pewnie znów przesiedzi u mnie z co najmniej godzinę. Usiadł obok mnie na krzesełku i po raz kolejny zadawał pytania. To się robi nudne. Jestem przytomny tylko dwa dni i już mam dosyć.
Kiedy skończył zaczął gadać coś innego. Wychwyciłem niewiele bo go nie słuchałem. Tylko diagnozę pamiętam. Stany lękowe, anoreksja, ciężka depresja? On sobie chyba żartuje. Ja nie jestem na nic chory. A zwłaszcza na te świństwa. Nie jestem chory po prostu nie chce żyć. To nie jest choroba tylko brak szczęścia. I zrozum tu lekarzy. Powiedziałem że pierdoli głupoty i ma spieprzać bo mam dosyć słuchania go. Niech se bez sensu gardła nie zdziera.
***

- Z-zakład zamknięty? - szepnęło z niedowierzaniem Maleństwo. Byli właśnie w gabinecie lekarza. Wezwał ich po wyjściu z sali w której był Tanabe.
- Tak to jedyny sposób leczenia go. Mówiłem już że koniecznie jest przeniesienie go tam jeżeli ma dostać leki. Tłumaczyłem ich działanie, innego sposobu nie ma.
- Czyli mamy go dobrowolnie zamknąć w psychiatryku z bandą wariatów? - zapytał Reita
- Psychiatryk to złe określenie. Jest to miejsce gdzie leczy się ludzi z zaburzeniami psychicznymi. Depresja nie jest chorobą tylko zaburzeniem. Najpierw musimy go wyleczyć z tego i powoli też zająć się anoreksją. Chociaż ciężko będzie. Nieczęsto zdarzają się takie osoby jak on.
- Musimy podjąć decyzje teraz? - odezwał się Uruha
- Nie, ale myślę że za kilka dni go wypiszemy, spędzicie z nim trochę czasu i wtedy zdecydujcie. Jednak nie polecam zwlekać zbyt długo z decyzją. To może się źle skończyć.
Kiedy skończyli rozmowę wyszli z gabinetu.
- N-naprawdę mamy go tam odesłać? - Ruki usiadł na najbliższym krzesełku- Ja nie chce.
- Nikt nie chce Taka-chan- Kouyou oparł się o ścianę- ale pewnie będziemy musieli się zgodzić na to.
- Czemu my nic nie zauważyliśmy? Serio jesteśmy tacy ślepi? - Ruki się rozpłakał- Co z nas za przyjaciele skoro nawet nie widzieliśmy że coś się dzieje z Kaiem?
Reita podszedł do Maleństwa i je objął. Wszyscy powoli ruszyli do domu.
***

Minął tydzień i kiedy rany Kaia w miarę się zagoiły, został wypuszczony ze szpitala. Cały zespół wprowadził mu się do domu.
"Jakie to irytujące"
Tanabe był cały poddenerwowany. Po pierwsze: chłopaki pochowali wszelkie ostre przedmioty i po drugie: dostał zakaz wchodzenia samemu do kuchni co by przypadkiem noża nie wziął. A on był trzy dni w domu i miał ochotę wszystkich stąd wyrzucić. Nawet Aoia. Cały czas chodził w pobliżu perkusisty i się nim zajmował.
"Tworzy złudną nadzieję i po co? Mam tego dosyć"
Najbardziej denerwowało go to że ciągle ktoś przy nim był. Nic nie mógł zrobić. Ani wziąć żyletki, ani się powiesić czy chociażby z okna wyskoczyć.
Tak, nadal chciał się zabić.
"Nie będę swoją egzystencją utrudniać życia przyjaciołom" - tak uważał.
***

-Kai zjedz coś. Cokolwiek błagam- Aoi siedział w salonie obok lidera i starał się wcisnąć mu chociaż trochę obiadu.
- Nie, chce umrzeć z głodu skoro nie mogę inaczej...
- Kai, proszę- Ruki starał się wtrącić
- Nie! Nikt z was tego nie rozumie?! - Yutaka krzyknął na całe gardło- Nie chce żyć do cholery! Przeliterować?!
- Ale my chcemy żebyś żył- włączył się Uruha
- A po co, to przecież bez sensu- Kai zwinął się w kłębek na swoim miejscu. Zaraz wstał i poszedł do pokoju a za nim Reita. Kouyou poczekał chwilę po ich wyjściu i odezwał się.
- Pakujemy go.
- C-co? - spytali razem Aoi i Ruki.
- Zawieziemy go do tego zakładu.
- Jak to? Nie! - zaprzeczył szybko Takanori- przecież...
- Nie możemy mu pomóc sami- wtrącił mu się śliczny- powinniście to zrozumieć. Jesteśmy z nim od tygodnia. Jego zachowanie nie zmieniło się ani trochę. Rozumiem że chcecie spowrotem naszego lidera jednak w ten sposób nic nie zdziałamy.
- Zdziałamy- Ruki wstał z miejsca
- Nie- Uruha podniósł głos- Taka zrozum że my nie potrafimy mu pomóc. Coś sprawiło że on taki się stał. Zrozum że jeżeli tu zostanie to... choćbyśmy nie wiem jak go pilnowali on się w końcu zabije.
Maleństwo zagryzło wargę i spuściło główkę na dół.
- Dobrze niech tak będzie. Oby to pomogło.
***

- Możecie mi powiedzieć gdzie mnie wywozicie? - Kai po raz kolejny zadał pytanie. Od prawie godziny jechali samochodem w zupełnie nieznane mu miejsce. Panowała nieprzyjemna cisza.
"Zaraz nie wytrzymam kurwa i coś im zrobię jak mi nie powiedzą"
- Niedługo będziemy- powiedział Reita siedząc obok Aoia.
"Ale gdzie do jasnej..." - jego myśli przerwał samochód zatrzymujący się na parkingu. Wszyscy szybko wysiedli a Uruha od razu skierował się do bagażnika.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał Kai. Nikt mu nie odpowiedział. Perkusista spojrzał na budynek obok ich samochodu. Był to raczej kompleks budynków. Jego wzrok przykuła tabliczka przy bramie wyjściowej a na niej napis. Tanabe podszedł troszkę bliżej by go odczytać.
"N-nie to chyba żart!"
- C-czy wy... wy chcecie mnie tu zamknąć? - Kai spojrzał przerażony na przyjaciół.
- To dla twojego dobra... - Ruki starał się podejść do Yutaki
- Dla mojego dobra chcecie mnie zamknąć z bandą wariatów?! Sami zwariowaliście! Nie wejdę tam słyszycie?! Nie wejdę! - Kai cofać się w stronę samochodu. Szarpnął klamkę ale pojazd był zamknięty- Zawieźcie mnie do domu- jęknął zrozpaczony
- Nie Kai, nie zawieziemy cię do domu- Reita kucnął obok przyjaciela- pójdziesz tam dla własnego dobra. Potrzebujesz leczenia.
- Niczego kurwa nie potrzebuje!
- Kai błagam- Aoi chwycił lidera za ramiona patrząc mu w oczy- My naprawdę chcemy ci pomóc. Ale nie potrafimy. A oni tak. Proszę cię Kai...
"Cholerne piękne, czarne oczy" - Tanabe powoli wstał i z ociąganiem poszedł w strone bramy.
***

Zabrali mi tu wszystko. Telefon, pasek od spodni, nawet sznurówki. To miejsce jest okropne. I nudne. Nie mam co robić. Pielęgniarki próbują mnie poznać z grupą ale nie chce. Przepraszam bardzo co się będę zaprzyjaźniać z wariatami. Wszyscy tu są dziwni i mają takie chore spojrzenia. Haha, chore... nie no strasznie to zabawne...
***

Siedzę tutaj tydzień. To miejsce ma mi niby pomagać a ja mam wrażenie że wariuje. Może to przez te tabletki co dostałem. Strasznie po nich zamulam. Podobno po pierwszej dawce przespałem cały dzień. Nieźle faktycznie dawno tak się nie wyspałem.
Jedzenie jest ohydne. Najczęściej przypomina lepką breje. Nawet tego nie ruszyłem. Odnoszę wrażenie że ta papka zaraz zacznie pełzać po moim talerzu albo i gorzej - po całej stołówce. To jest obca, niedogotowana forma życia. Dlatego tego nie zjem. Przez ten krótki okres czasu prawie nic nie jadłem. Ale to nawet lepiej. W ten sposób łatwiej schudnąć.
Codzienne dostaję tabletki. Mam ich dość bo po każdej dawce mam odlot jak na narkotykach czy czymś takim. Koleś z którym dzielę pokój powiedział że są dwa sposoby na unikanie brania tego świństwa. Albo wkładasz tabletkę pod język i udajesz że połknąłeś albo bierzesz i lecisz od razu gdzieś to wyhawtować. Może spróbuje którejś metody?
***

Następnego dnia chciałem to wypróbować ale jak na złość dzisiaj kazali pokazywać czy połknąłeś czy nie. Jak to mnie denerwuje.
Wziąłem grzecznie swoją dawkę i po chwili ruszyłem do łazienki. Włożyłem sobie palce do gardła. O ja pier... ble! Od razu zawartość mojego żołądka wylądowała w zlewie. W sumie to z wyjątkiem kilku tabletek i wody którą je popiłem nic nie było. Wziąłem pigułki. Jak się ich trochę pozbiera to mogą się przydać.
***

Po dwóch tygodniach odwiedzili mnie koledzy z zespołu. Podobno przenieśli się gdzieś w pobliżu do hotelu by móc mnie odwiedzać. Nawet miło chociaż moim zdaniem to bez sensu żeby się tak męczyli. No ale skoro chcą. Szczerze nie chce mi się już nimi walczyć bo to nie ma sensu.
Przynieśli masę jedzenia. Szkoda że połowę rozdam. Nie chce jeść a szkoda żeby się zmarnowało.
Swoją drogą mam już sporo tabletek. Się uzbierało przez tydzień a ci durni lekarze nic nie zauważyli. Dopiero pewnie po badaniach się połapią.
***

Zwiększyli mi dawkę leków bo niby efektów nie widać. Jak ma być widać kiedy ja nic nie biorę ale dzisiaj mnie przypilnowali. Fuck.
***

Rano obudziłem się przypięty pasami do łóżka. Tylko czemu? Niedobrze mi. Wychyliłem się jak tylko mogłem znad łóżka i zwymiotowałem na podłogę. Potem dowiedziałem się czemu jestem w takim stanie. W nocy podobno krzyczałem. Nikt nawet nie wie czemu ale przez to odkryli że nie zażywam leków. Zabrali wszystko co odłożyłem.
Chłopaki cały dzień siedzieli przy mnie. Nie chciałem na nich patrzeć. Miałem wrażenie że się na mnie zawiedli. Moja wina że nie chce tu być? Że żyć w ogóle nie chce? To bez sensu.
***

Po trzech dniach mnie odpięli. I dobrze bo już cały zdrętwiałem. Teraz pilnują mnie o wiele bardziej z lekami. Nawet sprawdzają czy przypadkiem nie zwymiotowałem otrzymanej dawki. Czyli na tym etapie zabawa skończona.
***

Siedziałem skulony na swoim łóżku starając się zapomnieć o bólu brzucha. Od poprzedniego dnia nic nie jadłem. Wczoraj chłopaki przynieśli mi słodycze. Jak ja mam na nie ochotę. Ale nie tknę ich. Nie jestem taki słaby.
Może jednak jestem? Podszedłem do siatki i wziąłem stamtąd tabliczkę czekolady. Miała być jedna kostka skończyło się na całej tabliczce. Już mi niedobrze. I po co podchodziłem w ogóle do tej głupiej siatki? Pobiegłem szybko do łazienki. Po drodze minąłem Aoiego który najwyraźniej szedł w odwiedziny do mnie. Krzyknął coś jednak to zignorowałem. Wpadając do kibla od razu pochyliłem się nad muszlą od razu wymiotując.
-Kai- poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Za mną klęczał Aoi patrząc na mnie tym przestraszonym wzrokiem. Uśmiechnąłem się krzywo i ruszyłem spowrotem do pokoju. Usiadłem na łóżku. Chwilę potem poczułem jak materac koło mnie lekko się ugina.
- Kai- Aoi chwycił mnie za ramiona żebym na niego patrzał- Po co to wszystko robisz?
- Ale co? - Nie rozumiem cie Yuu. Nie rozumiem dlaczego z całego zespołu to ty najbardziej się mną interesujesz. Wiesz że to boli?
- Proszę, nie udawaj głupiego. Nie chcesz z nami rozmawiać, nie chcesz brać leków, nic prawie nie jesz, a teraz na dodatek wymiotujesz. Powiesz mi o co chodzi?
- A co ciebie to obchodzi? Nic wam do tego. A... a zwłaszcza tobie- ostatnie zdanie powiedziałem tylko pod nosem.
- Czemu zwłaszcza mnie? - O nie, usłyszał to. I co ja mam niby powiedzieć? Wiesz Yuu, bo to wszystko przez ciebie, bo cie kocham nad swoje nędzne życie? Nigdy tak nie powiem. Wbiłem spojrzenie w swoje ręce.
- Kai błagam, powiedz czemu nie chcesz dać sobie pomóc. Nam na tobie zależy, MNIE na tobie zależy!
- T-tobie?
- Ja, znaczy... - Aoi wbił wzrok w ziemię. Jakim cudem mu na mnie zależy? Albo po prostu tak sobie gada żebym dał się leczyć. To mu zależy czy nie? Zaraz oszaleje!
- Aoi powiedz coś! - wrzasnąłem.
- Nieważne- C-co? On sobie chyba kurwa żartuje. Najpierw daję wrażenie że mam jakieś szanse a potem... potem do cholery...
- I po tak gadasz co? - wydarłem się na niego- dajesz nadzieję i w ogóle a teraz nieważne?!
- Jaką nadzieję? - Wydałem się. Nie, nie, nie on nie miał wiedzieć!
- Nieważne... Aoi...
- Nie, to jest ważne - wbił we mnie poważny wzrok. Z moich oczu poleciały łzy. Nie wytrzymam nie dam rady już milczeć. A jak mu wszystko powiem to mnie zostawi. A ja wtedy się na pewno zabije. Nie chce mu mówić. Ale nie potrafię.
- J-ja k-kocham... Ja cię kocham... Kocham cię! - krzyknąłem- K-kochałem jeszcze zanim byłeś z Kouyou... K-kochałem, kocham i... i będę kochać do cholery! Ja już n-nie umiem inaczej, j-ja... Yuu
Rozryczałem się na dobre. Nie patrzyłem na Aoia. Bałem się. Zaraz mnie zostawi... opuści.
- Kai ty... cały ten czas... mnie kochałeś? To przeze mnie taki jesteś prawda? B-boże gdybym wcześniej wiedział... - poczułem jego silne ramiona wokół siebie. - Kai, ja też cię kocham.
Kocha? Mnie? Podniosłem na niego wzrok.
- Jak? Kiedy?
- Dlatego zerwałem z Uruhą. Zakochałem się w tobie. Gdybym już wtedy wiedział nie pozwoliłbym żebyś doprowadził się do takiego stanu. Zaraz... zanim jeszcze byłem z Uru? Tyle czasu mnie kochasz.
- Tak. Aoi ty nie kłamiesz? Mówisz prawdę?
- Nie śmiałbym teraz cię oszukiwać. Dasz się leczyć? Błagam...
- Dam ale ... obiecaj mi...
- Przysięgam że cię nie zostawię. Nigdy. I wynagrodzę ci całe cierpienie spowodowane przeze mnie. Kochanie... już nigdy nie będziesz płakać z mojego powodu.
***



*rok później*

- Dzisiaj mija rok wiesz? Rok temu wyznaliśmy sobie miłość.
- Ty pierwszy powiedziałeś, że mnie kochasz. A z tej okazji może zrobię ci obiadek?
-Jedzeniem ja się zajmę, bo ty kochanie w najlepszym przypadku znów spalisz patelnię.
-Starałem się wtedy...
-Wiem jednak gotowanie zostaw mi - Kai ruszył w stronę kuchni. Przypomniał sobie tamten dzień.
-Co się tak uśmiechasz kochanie?
-A nic wspominam sobie tylko to jak byłem w psychiatryku...
-Ej to nie były wesołe czasy!
-Wiem jednak zabrałem stamtąd jedno z najwspanialszych wspomnień swojego życia. Kocham cię Yuu, wiesz?
-Wiem i ja ciebie też kocham.
~HAPPY END~

I zakończenie takie mięciutkie :3 ale moja przyjaciółka i tak mnie zabije za to co zrobiłam tu Kaiowi. Spróbuje jakoś przetrwać. Ogólnie mam pomył na jeszcze jednego shota ale jest dosyć dziwny więc nie wiem czy powstanie. Poza tym teraz trzeba się naprawdę wziąć za nasza historie bo jest zaniedbana. tylko nie wiem kiedy sie pojawi bo w tym tygodniu mam masę nauki. Litości. W każdym razie mam nadzieje że szybko coś z Se7en napiszemy :)

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. *niebezpiecznie drga mi brew* Nie wiem jak ona ale ja cię zgwałcę w szkolnej toalecie dla personelu ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały czas w oku wędruje mi łezka, nie wiem czy przez ten czerwony tekst czy przez to że ciągle go widziałam. Widziałam jak siedział pod tą kołdrą, jak płakał pod perkusją, jak cały w krwi siedział na zakrwawionych kafelkach i nawet jak wymiotował, dlatego chciałam płakać. Naprawdę to się tobie udało kochanie, ale już mam pomysł na karę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniosę ją z pokorą za te słowa że mi się udało. Dziękuje

      Usuń
  4. 33 year-old Account Coordinator Courtnay Pullin, hailing from Kelowna enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Cooking. Took a trip to Ironbridge Gorge and drives a Duesenberg Model SJ Convertible Coupe. prosto ze zrodla

    OdpowiedzUsuń