poniedziałek, 24 marca 2014

Tytuł w remoncie cz. 7

Wooow~ nowa część. Jak dawno tego nie było :) Niestety ten rozdział za dużo nie wnosi, bo był pisany gdy wraz z Se7en wypadłyśmy z rytmu pisania tego przez m.in. brak czasu i spawdziany. Ale spokojnie dzięki temu tu czemuś akcja potem ruszy do przodu. W końcu bedzie fragment który bardzo chciałam napisać. Cóż ponieważ byłam taka chętna to mam nadzieję że szybko uda mi się dalszą część utworzyć i opublikować ;) Już nie zawracam glowy, miłego czytania.

Rozdział dedykowany Dorocie Zakrzewskiej :)

♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡


*Miyavi*

Patrzyłem na totalnie zlane maleństwo. Kai mnie zabije! Biedny Miyavi. Tyłek będzie bolał. Bardziej niż teraz przez Maye (nie to co myślicie... chyba). O wilczku mowa. Właśnie wszedł do pokoju. Nie patrz na łóżko, nie patrz na łóżko, tam wcale nie ma Rukisia zlanego w cztery dupki. Powtarzam: nie ma! Na ciasteczkowego potwora jednak spojrzał. Przyglądał się przez chwilę Takanoriemu upewniając się czy to co widzi to prawda.
- Miyavi...
- Nie moja wina! - pisnąłem- O-on na Meeva krzyczeć zaczął.
- Miyavi...
- Krzyczał!
- Eh, dobra mniejsza. Serio muszę iść po te piep... głupie tabletki. Ja nie moge...- Kai potarł twarz dłonią. Chyba jest zmeczony ( bardzo inteligentna uwaga od aut. )- Jak myślisz co nauczyciele teraz robią?
-Miyaviemu się wydaje że siedzą w pokoju i odpoczywają - odparłem. Bo co innego mogą robić to tej porze. Widzę że Kai chce się wymknąć, a się dopiero ściemnia- um Kai-chan jeszcze nie jest ciemno.
-Wiem, ale idę sam i będę uważać. Pilnuj Rukusa, ja postaram się niedługo wrócić. Hey - No i poszedł. Mam nadzieję że go nie złapią. Miyavi będzie trzymał kciuki! I Rukiego bo zaraz spadnie z łóżka.

*Kai*

Świetnie. Miyavi pozwolił Takanoriemu się schlać. Bo krzyczał. Co za dziecko, nie może być trochę bardziej dojrzały? Nie, bo to Miyavi. Dobrze, że należę do osób w miare opanowanych. Bo chyba bym go zagilgotał!
Poszedłem korytarzem jak gdyby nigdy nic. W kącie zauważyłem siedzących Bou i Miku. Bardzo uroczo. W sumie to dzieci, więc muszą być urocze. I ciekawskie, chociaż to bardziej Miku. Bou się lekko za nim schował gdy mnie zauważył. Wtulił się w niego i patrzy na mnie spod grzywki. Sama słodycz.
-Ohayo Kai-kun. Gdzie idzieeesz~?- zapytał rudy.
- Gdzieś.
- Ooo to ja pójdę z tobą tam gdzieś- trzymajcie mnie bo wybchne.
- Nie, nie idziesz zostań tu sobie ładnie i miziaj się z Bou- poczochrałem go lekko- chociaż miałem ochote ścisnąć mu ten słodki łeb - i zwiałem
- My się wcale nie miziamy! - krzyknął za mną- i zniszczyłeś mi fryzurę!
Normalnie jakbym Rukiego słyszał. Tylko że gdyby to był Ruki to odgryzłby mi rękę za taki numer. A wydaje się taki słodziutki.
Doszedłem do wyjścia. Opuściłem budynek i zarzuciłem na siebie po drodze kurtke z kapturem. Ruszyłem w stronę internatu dla dziewczyn. To tam jest ta niewidoczna dla niewtajemniczonych wyrwa w murze. Okrążyłem budynek i podszedłem do miejsca gdzie było najwięcej chaszczy. Odsunąłem je i patrząc czy nikt nie idzie wszedłem w te gęstwine. Cholercia dawno nas tu nie było i troche aż za bardzo tu wszystko zarosło. Osłoniłem wejście i zacząłem troche ogarniać te roślinność poza nim, bo jak tu w nocy kiedyś przyjdziemy to się pozabijamy o to. Trochę czasu na tym spędziłem i ruszyłem po te tabletki dla Maleństwa. Chyba od razu zrobię cały zapas.

*Deidara*

Ugh, mam doła. Wielkiego. Czemu to wszystko do mnie wraca? Czemu te złe wspomnienia powracają? Czemu nie mogą być jak sztuka. Sztuka to chwila. A wspomnienia są wieczne i tak okropnie męczą. Muszę iść spać. Idę do pokoju sunąc kocykiem po ziemi. Pożyczyłem od Bou żeby nie było. ( kiedy on do niego polazł? )
Mówiąc szczerze spodziewałem się wszystkiego wchodząc do naszej klitki. Nawet Hidana gwałcącego Kaia. A oni przecież są hetero. Znaczy, Hidan, bo Kai jest wieczną zagadką. Wracając do pokoju... naprawdę spodziewałem się przeróżnych rzeczy. Ale nie zlanego po raz drugi Rukusa w dodatku w środku tygodnia. Bo przecież taki wybryk to prośba o kłopoty. Ten widok tak mnie zaskoczył, że nie zauważyłem pewnych dwóch osób, mianowicie Mayi i Miyaviego na łóżku. A oni nie zauważyli mnie. Kiedy tam spojrzałem, Miyavi miał w buzi lizaka a Maya go lizał. Troche mnie to obrzydza a za razem wygląda to słodko. Taka kochająca się para. Dość mocno się na nich zagapiłem i nie zwróciłem uwagi że zaprzestali swoją czynność i mnie obserwują.
-Um Dei-chan coś się stało?-zapytał Maya z troską. Hm pewnie mój makijaż (zrobiony oczywiście przez Takanoriego) musi wyglądać okropnie po tym jak płakałem.
-Nie, nic. Co się stało Rukuskowi?- prosze przejdź na inny temat niż "ja"!
-Miłość- odezwał się Myv- ale niestety najprawdopodobniej nieodwzajemniona- złożył usta w podkówkę.
Smutno mi się zrobiło. Biedny Ru, myślałem że mu sie powiedzie w kimkolwiek był zakochany. Poza tym mam wrażenie jakbym patrzał na siebie sprzed kilku miesiecy. I znowu sobie wszystko przypominam. Znowu chce m sie płakać. Naprawde, jestem żałosny. I taki słaby jak nie facet.
- DeiDei czemu płaczesz? - nim się spostrzegłem nade mną stał Maya trzymając mnie za ramiona.
- Ja... n.. - dopiero teraz poczułem łzy na policzkach. Słabiutki Deidara, słabiutki. Lizak i Miyavi objęli mnie jednocześnie. Od razu człowiekowi lepiej. Po chwili się wyslizgnąłem i powiedziałem że idę spać. Jednak nawet po położeniu się koło Maleństwa ( nie miałem siły go przenosić jego wyrko u góry ) nie mogłem zmrużyć oka. Za dużo stresu odkąd tu przyjechałem.

*Maya*

Toż się tutaj kompletne bagienko zrobiło. Wszyscy są smutni i mają doła. Przez to mi też smutno. Ja tak długo nie wytrzymam. Naprawdę. Spojrzałem na Meeva. Wyglądał jakby miał się rozpłakać. Nie, moje najdroższe kochanie nie może być smutne! Mój słodziaczek nie może płakusiać. Ja jako jego chłopak musze coś z tym zrobić. I mam pomysł.
- Miyavi koteczku...
- mhmm- spojrzał na mnie pytająco.
- chodź- pociągnąłem go do łazienki. Pusta. Dziękować! Czemu nie wziąłem go do jego pokoju? Słysząc całą relacje domyślam się że siedzi tam zdołowany Uruha. A my potrzebujemy spokoju. Zamknąłem za nami kabine.
- Kochanie coś czuje że muszę ci poprawić humorek- wymruczałem mu do ucha. Czułem jak drży. Mój słodziak. Włożyłem dłoń w jego spodnie. Nie ma tu dużo miejsca ale bedzie się działo.

*Miyavi* ( jakiś czas potem )

Moooja dupcia. Ale warto było. Jejciu jak Myv kocha Maye. Jest najukochanszy na świecie. I jak tu się smucić? A jak mi się humorek zepsuje to Lizaczek zna na to sposób. Właśnie szliśmy do mojego pokoju. Gdy weszliśmy Hidan spał rozwalony na łóżku, Uruha leżał zwinięty pod kołdrą a Sasori siedział i coś czytał. Patrząc na to znowu może się zrobić niemiło. Taka ciężka atmosfera. Wskoczyłem na swoje łóżko ciągnąc za soba mojego chłopaka. Rozsiadłem mu się na kolanach i obserwowałem. I wpadłem na pomysł.
- Skarbie- szepnąłem- może zamiast tak siedzieć zrobimy śledztwo?
- Ślectwo?
- Aha! No wiesz razem z Kaiem spróbujemy zobaczyć o co dokladnie poszło. Co łączy ich wszystkch i tak dalej...
- Wiesz, to bardzo dobry pomysł. I bedziemy mogli im pomóc. Jesteś bardzo mądry kochanie.
- hmm- kiwnąłem głową i wtuliłem się w niego. Spać mi się chce.

*Ruki*

Obudziłem się rano skacowany, załamany i głodny. Kurwa. Może być gorzej? Oh ktoś mnie głaska. Kto jest taki dobry? Otworzyłem oczy i zauważyłem nade mną zmartwionego Kaia.
-Ohayo Ruki-kun. Jak się czujesz?
-Mów ciszej, głowa mi wybuchnie- wyjęczałem w poduszkę.
-Oj moje skacowane, głupie, biedactwo. Mam dla ciebie tabletki. Wyjątkowo pozwole ci je wziąć zanim coś zjesz.
O kurwa. Dobrze słyszałem? On ma tabletki! Fuck yeah. Ale to nie zmienia faktu, że jestem zdołowany. Czemu on kocha Deidare?! Czemu nie mnie?! Agh, popłaczę się znowu. Sasori kochanie... tfu... od nowa.... Sasori kotku.... nie! Znowu źle! Teraz się uda. Sasori idioto... wiii udało się. Ale nie pamiętam co miało być dalej
-Ruki- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kaia.
-Huh?
-Bierzesz te tabletki?- ah no tak. Patrzcie, Ruki przez swój mózg zapomniał o tak ważnej rzeczy.
-Ym, tak- wziąłem od niego tabletki i szybko je połknąłem. Teraz chwile poczekać na wymarzone ukojenie.
-Reszta jest już na śniadaniu, więc chodź. Jak wrócimy to się ogarniesz. Nie masz pierwszej lekcji.
Skąd on to wszystko wie?Jak to zapamiętuje? W sumie mniejsza, to przecież Kai nasz plan lekcji, notatnik, lekarz i tak dalej.
Ponaglany przez niego ruszyłem swój skacowany tyłek do stołówki. O cholera jak głośno! Chociaż kiedy wszyscy zauważyli mój stan przycichli. Tia, muszę genialnie wyglądać bez makijażu i w ogóle jakiś wczorajszy jestem.
Kai machnął na nich ręką i od razu zajeli się swoimi sprawami. Może i Yutaka nie jest jakoś wysoki ale jego mięśnie robią niemałe wrażenie. Uśmiechnąłem się do niego z podziękowaniem i ruszyłem do stolika. Utrudniało mi to iż kręci mi się w głowie. Ja zaraz rzygnę. W sumie i tak nie mam czym.
-Ohayo Ruki-kun. Jak się czujesz?- zapytał zmartwiony Dei.
-Czuję się jak dziecko które zadługo było na karuzeli... hm...- Spojrzeli na mnie przerażeni. Kai coś powiedział, sle nie słyszałem. Muszę pomyśleć.
-Dziecko- zacząłem dobitnie- lubi karuzele ale chce mu się po niej rzygać, więc po co na nie chodzi? Czy to dziecko to bulimik? Może ma problemy psychiczne? I będzie tak często chodzić na karuzele że zostanie anorektykiem. Rodzice się nie kapną. I dziecko umrze. Rodzice to zwalą na karuzele. I ona będzie zamknięta przez co dzieci niebędą mogły się na niej kręcić. Popadną w depresje. I się pozabijają. Rodzice to zwalą na brak karuzeli. Wtedy je otworzą i będzie od nowa. Życie to błędne koło! Boże kochany to straszne! - wykrzyczałem pod koniec mojego wywodu. Wszyscy naraz zrobili tak zwanego facepalma. Ja tu im wygłaszam życiową prawdę a oni takie coś! Nie pozostało mi nic innego jak...

*Kai*

Słuchałem wywodu Rukiego. Ale gdy pod koniec wykrzyczał to co wymyślił to nie mogłem zareagować inaczej niż uderzenie reką w swoje czoło. Chwile po tym zobaczyłem frustracje Maleństwa. A to mogło oznaczać tylko jedno.
-Foch! -krzyknął oburzony Taka i wyszedł ze stołówki. Weź tu z nim wytrzymaj. Chociaż ja się już przyzwyczaiłem. Spojrzałem na Miyaviego. Pisał coś na telefonie a potem zerknął na mnie. Wysłał mi sms'a? Muszę sprawdzić. Zerknąłem na telefon. Eh napisał: ''musisz się spotkać z Miyavim i Mayą! Pilne!'' O co tym dwóm dzieciakom biega? Podniosłem na nich oczy i skinąłem głową. Boję się już.
***

-Co jest? - zapytałem w drodze do szkoły. Specjalnie wyszliśmy szybciej ze stołówki.
-Musisz nam pomóc rozkminić o co chodzi z Sasorim i Deidarą- Odezwał się Maya.
-A po co wam to wiedzieć jak będą chcieli to powiedzą.
-Na pewno nie powiedzą- wtrącił się Miyavi- widziałeś jak się zachowują. W dodatku teraz jeszcze jest coś z Uruhą i Rukim. I jest tak niemiło że Myv nie może tego znieść.
W sumie mają rację. Dobra czas zająć się tą bandą.
-Okej pomogę. Trzeba pozbierać informacje. Czyli to co wiemy ale też dzisiaj trzeba by ich trochę poobserwować problem w tym że chodzimy do innej klasy więc na lekcji nie będziemy się widzieć.
-A... to mam pomysł- Miyavi wyszczerzył się do mnie i Lizaka.
***

-A niby po chuja mam wam pomagać co? - Hidan spojrzał spod byka na Miyaviego.
-No weź~ co ci szkodzi ich obserwować na lekcjach i powiedzieć jak się zachowują? I tak nie masz nic lepszego do roboty!
-Fakt nie mam ale też nie chcę się wtrącać w te wasze pedalskie relacje...
-Ekhem! - Odchrząknąłem mordując go wzrokiem- przepraszam bardzo że są innej orientacji...
Siwy cały się spłoszył.
-Dobrze zrobie to.
-Jupi! - Pisnął Meev i przytulił Hidana- To my się zmywamy do zobaczenia! - I pociągnął mnie i Maye w stronę naszej sali.
***

Siedziałem spokojnie na matematyce starając się skupić bo mieliśmy dzisiaj zastępstwo z tym wrednym nauczycielem. Miyavi mi to uniemożliwiał bo wiercił się przede mną niemiłosiernie. Zaraz nie wytrzymam i go kopne.
- Meev czy mógłbyś z łaski swej siedzieć spokojnie? - szepnąłem mu do ucha.
- Wybacz Kai ale Miyaviemu się nudzi i jeszcze...
- Tanabe Yutaka do tablicy. I uwaga za rozmawianie!
To są jakieś jaja. Zastanawiam się jakim cudem Ruki i jego klasa wytrzymuje na jego lekcjach. Ach nie, moment- on nie wytrzymuje.
- Szybciej bo zaraz dostaniesz jedynke za prace na lekcji!
Zabijewykastrujebędętorturowałwpiwnicyodetnęgłowęugotujewoleju... - z takimi myślami wstałem z krzesła.
- Sorki- Myv spojrzał na mnie. Taa... nic nie szkodzi.
***

- I jak? - Dziecko Tęczy wgapiało się w Hidana. Tak, już po dzwonku zapomniał o mojej uwadze. I jedynce którą dodatkowo zarobiłem za nie dopisanie minusa w wyniku.
- Oni są straszni- Siwy potrzasnął Meevem- Gorzej niż baby. Kurwa zakochane nastolatki. Jeden gapi się na drugiego jak alfons na dupe a gdy drugi to zauważy to jak jakaś posrana dziewica- łapki na kolanka i wbija w nie gały. Ja pierdole, czuję się jak w tanim serialu o różowych gwiazdeczkach.
- Spokojnie jeszcze pięć lekcji i masz spokój- poklepałem go po ramieniu.
- Jak na nich patrzę to mam wrażenie że to lesby, bo oboje jak baby wyglądają.
- Haha widzisz taka ich uroda- parsknął Maya- to zobaczymy się potem.
- Dobra ale po co mam ich pilnować już macie informacje o nich nie chce mi się gapić.
- Ale wieeesz wszystko może się zmienić...
***

- Miyavi miał racje coś ruszyło do przodu- Siedzieliśmy właśnie w stołówce po lekcjach.
- Serio? - Maya spojrzał zdziwiony na Hidana.
- Aha liściki se pisali- Siwy pokiwał głową popijając sok- Uruha zaczął. Nie mam pojęcia co tam skrobali ale przynajmniej już...
- Cześć- koło nas pojawił się Ruki ze smętną miną i usiadł obok. Zatkałem usta Hidanowi. Po chwili dosiedli się do nas jeszcze Sasori, Deidara i Uruha. Blondyn wylądował po środku nich. Dwójka kuzynostwa wyglądała jakby mieli się zaraz pozabijać. Czyli Śliczny postanowił zawalczyć o swoje. To dobrze, wrócił nasz twardy Uru! Znaczy niedługo jakaś akcja będzie.
Gdy zdjąłem rękę, Hidan popatrzył na naszą trójce i wykonał gest jakby wymiotował. Zaśmiałem się w duchu. Tak, on jest idiotą. Ale przynajmniej zabawnym idiotą.
***

-Ja nic nie umiem poukładać- jęknął Maya. Po obiedzie zostawiliśmy plecaki i poszliśmy na spacer aby podsumować wszystko co wiemy. Jak widać, Lizakowi nie chce się myśleć - Kaaai wspomóż- zawył.
-Miyavi trochę pomoże! - wyszczerzył się Tęczak- po pierwsze co widać z daleka, nasz Uruszka jest zakochany z wzajemnością w DeiDei'u. Mam rację Kai? - spojrzał na mnie.
-Tak masz rację Myv- poczochrałem go po włosach- Tak więc przechodząc dalej: z tego co mówił Uruha, w Deidarze zakochany jest również Sasori. Pamiętasz Miyavi co powiedziałeś do Rukiego kiedy Śliczny załamywał mi się w ramionach? Wspomniałeś że Sasori całował Deidare. Patrząc na reakcję naszego Maleństwa można łatwo stwierdzić że jest zabujane właśnie w Saso.
Z ust Tęczaka i Lizaka wyrwało się ciche "uuu". Kurde do tego nie trzeba aż tak wysilać mózgu czemu sami na to nie wpadną? Nie, nie są głupi. Myśle że po prostu wolą wykorzystać swoją dziecięcą wyobraźnię do czego innego. ( Np do tworzenia dzieł sztuki z patyczków po lizakach )
-W każdym razie- kontynuowałem- sądząc po reakcjach Deidary na Sasoriego można zauważyć że coś się między nimi kiedyś stało. Myślę że to wszystko.
-Kaaai~ - moi towarzysze wlepili we mnie swoje świecące oczy. Aż się trochę boję.
-Co?
-Ty jesteś geniuszem~ - odparli obaj z dziecięcym zachwytem. Trzymajcie mnie bo upadne.
-To nie było takie trudne- machnąłem ręką.
-Nieprawda- Maya zaprzeczył- ale teraz wiemy już co mniej więcej możemy zrobić...
- Nic nie musimy robić- przerwałem mu
- A-ale jak to?
- Takto. Wszystko się samo wyjaśni.
- Niby skąd to wiesz? - spytał Miyavi
- Bo wiem.
- No weeeź Kai-kuuun~ - obaj mruknęli zawiedzeni.
A tak naprawdę, skąd to wiem? Znam Uruhe długo i widziałem, że kiedy zaczyna walczyć to nie odpuszcza. I wiem że niedługo da Sasoriemu nieźle po dupie.

3 komentarze:

  1. Dobre, parę literówek jest ale wcale nie przeszkadzają w obiorze tekstu. Bardzo fajny 'odcinek' i koniec 'fillerów' Jeej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sumi. myślałam że to dłuższe było ;-; kurcze trzeba się wkręcić znowu. boję się. jutro kartkówka. / Se7en

    OdpowiedzUsuń
  3. Och jestem i komętuję otka jest zajebista i baaaardzo dziękuje ładnie za dedyka jak również dziękuje za wyjaśnienie relacji między nimi bo nie ukrywam troszeczkę się pogubiłam
    Dei-seme
    PS czekam na shota ruki-dei!
    PS 2 Kocaham was i jesteście zajebiste!

    OdpowiedzUsuń